Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płyta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płyta. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 lipca 2024

Ciocia Aga z premierą płyty „Piosenki dla dzieci”

„Piosenki dla dzieci” to debiutancki album artystki znanej jako Ciocia Aga. Ten pełen pozytywnej energii i uśmiechu materiał stanowi efekt współpracy z kompozytorami Robertem Sadowskim i Tomkiem Lubertem.



Album zawiera dziesięć utworów z tekstami Cioci Agi oraz ich wersje karaoke. Zaangażowani w projekt twórcy postanowili, że część dochodu ze sprzedaży opublikowanego pod szyldem wytwórni Sadowsky Music Records krążka zostanie przekazana na wyjątkowy cel: wsparcie ośrodka Centrum Rehabilitacji, Edukacji Opieki nad Dziećmi w Helenowie. Muzyka potrafi czynić dobro! By przyłączyć się do akcji i zamówić „Piosenki dla dzieci”, wystarczy kliknąć tutaj.

wtorek, 23 stycznia 2024

Cold in Berlin z premierą płyty EP „The Body is the Wound”

„The Body is the Wound” to nowa płyta zespołu Cold in Berlin, zaprezentowana właśnie pod szyldem New Heavy Sounds i stanowiąca część projektu „Wounds” złożonego z całej serii wydawnictw. Zapowiada się zatem gorący czas dla fanów tej brytyjskiej kapeli!


Krążek składa się z czterech utworów o charakterze zdecydowanie bardziej zróżnicowanym niż materiał zawarty na poprzedniej EP-ce formacji. Nie brakuje tu syntezatorowych akordów, ostrych rockowych riffów i hipnotycznych, innowacyjnych zaśpiewów, a mieszanka znana jest nam już z dwóch singli promujących ów minialbum: „Dream one” „Spotlight”.


piątek, 31 marca 2023

Reedycje wydawnictw zespołu Kat & Roman Kostrzewski na płytach winylowych i kasetach

Dziś, tj. 31 marca 2023, ukazały się winylowe i kasetowe wersje trzech albumów zespołu Kat & Roman Kostrzewski: „Biało-czarna” z roku 2011, „Buk – akustycznie” z roku 2014 i „666” z roku 2015. Poleca Mystic Production.



Wydawnictwa winylowe (180g, gatefold) i kasetowe (nakład limitowany) można nabyć tutaj.

„Biało-czarna” to debiutancki, opublikowany w 2011 roku krążek formacji Kat & Roman Kostrzewski. Łączy dźwięki rodem z wczesnej twórczości Kat z klimatem charakterystycznym dla późniejszych piosenek, a równocześnie odzwierciedla fascynacje muzyków nowocześniejszymi rozwiązaniami. Znalazło się tu wiele różnorodnych elementów: od ciężkich, walcowatych riffów poprzez szybkie, energiczne solówki aż po spokojniejsze momenty. Całość spinają, jak zwykle, tajemnicze teksty Romana Kostrzewskiego.

„Buk – akustycznie” powstał w wyniku występów grupy w roku 2012. Wówczas narodził się pomysł na opublikowanie zestawu przearanżowanych utworów z repertuaru Kat. Efekt zyskał uznanie w oczach publiczności, ponieważ odnosił się do uwielbianych przez fanów „Ballad” z 1993 roku. Na „Buk” nie zabrakło również gitary elektrycznej i dynamicznych solówek, co czyni go oryginalnym i daje znanym nagraniom drugie życie.

W 2015 roku Kat & Roman Kostrzewski zaprezentowali nową wersję kultowej płyty Kat z 1986 roku. Energią i witalnością nawiązywała ona do dzieła sprzed lat i została zarejestrowana w ciągu sześciu dni, „na setkę”, co pozwoliło na uzyskanie koncertowego brzmienia. Pomimo iż album brzmi współcześnie, zachowuje specyficzną atmosferę tamtych czasów, głównie dzięki niesamowitym, opętanym wokalom Romana Kostrzewskiego.

zajrzyj po więcej:



czwartek, 9 lutego 2023

Posłuchaj, co powstaje w Laboratorium Pieśni. Premiera albumu „Hé oyáte”

Właśnie dziś, tj. 9 lutego 2023, ukazał się nowy, utrzymany w gatunku world music album Laboratorium Pieśni, zespołu szeroko rozpoznawalnego nie tylko w Polsce, lecz także poza jej granicami. Wiosną tego roku formacja wyruszy w europejską trasę koncertową, zabierając ze sobą ów premierowy, pochodzący z płyty „Hé oyáte” materiał.



„Hé oyáte” to korzenne melodie Europy Wschodniej, ale i pokłosie dalszych podróży muzycznych. Znajdziemy tu zaaranżowaną pieśń plemienia Lakotów, amazońską pieśń rytualną, nie zabraknie również rytmów afrykańskich. Twórczość Laboratorium Pieśni inspirowana jest przez różne tradycje kulturowe motywujące do dalszych głębokich poszukiwań artystycznych. W ten sposób rodzą się brzmienia świata i pulsu ziemi, wzmocnione biciem serca szamańskich bębnów i etnicznych perkusjonaliów.


zajrzyj po więcej:


czwartek, 2 lutego 2023

Organek zostaje bohaterem filmu dokumentalnego i ogłasza ostatnią trasę promującą album „Na razie stoję, na razie patrzę”

W ostatnich dniach lutego 2020 w małej miejscowości Mędrzechów w województwie małopolskim trwały intensywne prace nad wydawnictwem „Na razie stoję, na razie patrzę” zespołu Organek. W tych okolicznościach Maciej Szupica i Krzysztof Kiziewicz zrealizowali film dokumentalny ukazujący najważniejsze momenty tego procesu twórczego. Cały materiał można już znaleźć w serwisie YouTube. Poleca Mystic Production.



Co więcej, formacja zapowiedziała właśnie ostatnią trasę klubową promującą wspomnianą płytę. W najbliższym czasie Organek pojawi się w następujących miejscach:
 
18 lutego 2023 | Opole | Narodowe Centrum Polskiej Piosenki
24 lutego 2023 | Grudziądz | Klub Akcent
2 marca 2023 | Białystok | Zmiana Klimatu
3 marca 2023 | Białystok | Zmiana Klimatu (koncert wyprzedany)
10 marca 2023 | Leszno | Miejski Ośrodek Kultury
11 marca 2023 | Wałbrzych | Stara Kopalnia
19 marca 2023 | Kraków | Forty Kleparz
14 kwietnia 2023 | Mińsk Mazowiecki | Sala Koncertowa MSA
15 kwietnia 2023 | Lublin | Fabryka Kultury Zgrzyt

Organek po raz kolejny prezentuje bezkompromisowo muzykę i teksty opisujące świat w wyjątkowo trudnym, historycznym momencie.

Czasy są niepewne, a zwroty akcji szybkie. Wszyscy stoimy i, patrząc w dal, zastanawiamy się, co się stanie. Obserwujemy i próbujemy wyciągać wnioski. Album powstawał długo, bo szukaliśmy sposobu, jak uchwycić ducha teraźniejszości. Mamy nadzieję, że to się udało – mówią muzycy.

Okładkę zaprojektowano z dbałością o szczegóły, a kolorystycznie różni się ona od tej znanej z CD. Zdjęcia Karola Kacperskiego symbolicznie nawiązują do kompozycji i treści tu zawartych, projekt opracowała natomiast Aneta Doromiejczuk. Sam krążek wytłoczono na turkusowym winylu. Organek po raz kolejny prezentuje bezkompromisowo muzykę i teksty opisujące świat w wyjątkowo trudnym, historycznym momencie.

„Na razie stoję, na razie patrzę” | spis utworów

1. „Na razie stoję, na razie patrzę”
2. We got no love
3. Malibu
4. Walcz
5. Doppelganger
6. Samoloty
7. Cały ten fejm
8. Pogo
9. Pogo / Idles remix
10. Invito

bonus tracks
11. Kate Mo2s / rework
12. Wio2na / rework

niedziela, 20 lutego 2022

[WYWIAD] Mapa: „Jeśli masz miejsce w głowie i w sercu, spróbuj posłuchać Mapy”

Magda Pasierska to wokalistka niegdyś znana jako część projektu Me, Myself and I, a dziś mająca na swoim koncie płytę „Wzywam Cię” opublikowaną pod pseudonimem Mapa. Jej świat jest trochę muzyczny, trochę ezoteryczny i zupełnie nieszablonowy, a przekonacie się o tym, czytając niniejszy wywiad. Zapraszam do lektury!



Czarno na Czarnym: Jesteśmy stosunkowo krótko po premierze Twojego pierwszego albumu wydanego w ramach projektu Mapa, zatytułowanego „Wzywam Cię”. Czy odbiorcy zareagowali na Twoje wezwanie?
Mapa: Ohhh tak, mamy duży rezonans z tym albumem. Bardzo się z tego cieszę. Wierzyłam, że tak będzie.

Czarno na Czarnym: Na płycie usłyszymy między innymi utwór „Mów” z gościnnym udziałem Swiernalisa. Czy opowiesz nam o przebiegu tej współpracy?
Mapa: Ta piosenka miała dużo pecha, praca nad nią trwała ponad rok, proponowaliśmy wielu osobom zaśpiewanie tego tekstu. Niestety wiele osób odmówiło. Mój znajomy z Poznania zaproponował, że może zapytać Pawła o to, czy by nie zechciał ze mną zaśpiewać, i Paweł od razu tego samego dnia się zgodził. Niedługo później mieliśmy już gotowe nagranie. Zatem wyboiście, lecz idealnie, trafiłam na idealnego człowieka do tej piosenki.

Czarno na Czarnym: Jak sądzisz, dlaczego akurat ta piosenka okazała się problematyczna pod względem znalezienia wokalisty, który ją z Tobą wykona?
Mapa: Myślę, że nie chodziło o samą piosenkę, tylko bardziej o sprawy związane z tym, jaka Mapa w ogóle jest. Mapa to specyficzny zespół, robiący dość specyficzną, we własnym stylu muzykę. Naturalnie jest to nie dla wszystkich, dlatego nieliczni mogą się w tym odnaleźć.

Czarno na Czarnym: Jak wyglądał proces powstawania materiału na płytę? Czy masz swoje rytuały, ulubione miejsca sprzyjające tworzeniu?
Mapa: Jest to najczęściej dość żmudny i rzemieślniczy proces, w moim wypadku polega prostu na siadaniu codziennym do pianina i zeszytu. Tak to dokładnie wyglądało. 

Czarno na Czarnym: Krążek ujrzał światło dzienne w czasach pandemii, czasach trudnych i ograniczających, lecz paradoksalnie niejednokrotnie również otwierających na nowe doświadczenia. Jak stało się w Twoim przypadku?
Mapa: Absolutnie pandemia była zapalnikiem wielu myśli, bardzo specyficznym gruntem, na którym wyrastały te piosenki. Pandemia nas wszystkich naznaczyła, możliwe, że nawet zmieniła. Nie tylko świadomy, ale podświadomy ma wpływ na nas wszystkich.

Czarno na Czarnym: Czy Mapę da się zdefiniować? Jaka jest do niej legenda?
Mapa: Myślę, że to nie jest pytanie do mnie, należałoby zapytać słuchaczy, jak by definiowali Mapę, co to dla nich jest, jak to odczuwają. Dla mnie Mapa to ja oraz wyjątkowe porozumienie z ludźmi, z którymi to tworzę.

Czarno na Czarnym: Komu jako słuchacz poleciłabyś swoje utwory?
Mapa: Każdemu, kto szuka czegoś, co go dotknie i tym samym troszkę zawirusuje wewnętrznie. Spowoduje, że będzie chciał się otaczać tymi dźwiękami. Ale na to trzeba mieć miejsce w sobie. Jeśli masz miejsce w głowie i w sercu, spróbuj posłuchać Mapy.

Czarno na Czarnym: Ze swoim poprzednim projektem, czyli Me Myself And I, wystąpiłaś w „Mam talent”. Jak obecnie oceniasz wpływ tego typu produkcji na rozwój kariery? Co takie programy dają, a co odbierają? 
Mapa: Nie byłoby mnie tutaj bez Me Myself And I oraz wszelkich sukcesów, jakie odnieśliśmy. Dzięki temu, że byliśmy w „Mam talent”, dość dużo ludzi mnie kojarzy, to jest bardzo miłe. Te programy są dobrym, aczkolwiek wymagającym instrumentem do obsługi. Trzeba umieć skorzystać z tego, co daje taki program, należy być gotowym na ten program, umysłowo i logistycznie. Jeśli ma się plan, co się zrobi dzięki temu, że tam się jest, to może być wielki sukces. Te programy na pewno odbierają poczucie sprawczości, tego, że ma się wpływ na swoją karierę, na swoją twórczość, ponieważ w programach tych nie chodzi o twórczość i osobowość, chodzi o show. Należy o tym pamiętać i nie oczekiwać zbyt wiele, należy przemyśleć, jak wykorzystać ten potencjał pozytywnie.

Czarno na Czarnym: Czy wyobrażasz sobie siebie w roli jurora szacującego poziom umiejętności i potencjał uczestników? 
Mapa: Ja jestem nauczycielem śpiewu, jestem muzykiem, zatem wyobrażam sobie siebie jedynie w takim kontekście, a mianowicie mogłabym jedynie szacować poziom techniki wokalnej. 

Czarno na Czarnym: Podczas grudniowego koncertu z cyklu Babskie Granie we wrocławskim Capitolu pokazałaś tabliczkę z hasłem „Na granicy nie gra nic”. Rozumiem przez to, że jesteś zwolenniczką poruszania kwestii politycznych i społecznych przez artystów.
Mapa: Jestem zwolennikiem tego, żeby sztuka była blisko życia, uważam, że jest to jedno z zadań artystów do wykonania dla społeczeństwa. Będąc artystą, masz wielki przywilej stać po tej drugiej stronie, czyli na scenie, dzięki temu masz zasięg, który możesz wykorzystać.m Uważam, że konteksty społeczne oraz związane z naszą planetą są absolutnie apolityczne i należy to podkreślać, ponieważ dotyczą naszego przetrwania tutaj oraz praw człowieka. Jeśli mam możliwość podkreślania tych tematów, to staram się to robić.

Czarno na Czarnym: A czy Twoim zdaniem pewnych tematów artyści nie powinni dotykać w swojej twórczości? 
Mapa: Mam problem z wulgarnością w tekstach, a zwłaszcza z takim rodzajem bardzo przedmiotowego podejścia do kobiet, to jest chyba jedyny teren, który jest dla mnie dyskusyjny w jakiś sposób...

Czarno na Czarnym: Nie ulega wątpliwości, że sztuka stanowi źródło nadziei, radości, wytchnienia, bywa wręcz ucieczką od codzienności. A czy potrafi też szkodzić?
No chyba jedynie tym może szkodzić, że potrafimy zapętlić jedną piosenkę na dwadzieścia cztery godziny :).
 

Czarno na Czarnym: Interesujesz się ponadto astrologią. Czy jako zodiakalny Bliźniak dostrzegasz u siebie cechy typowe dla tego znaku?
Tak, absolutnie. Double trouble :))))).

Czarno na Czarnym: Czy Twoim zdaniem los rzeczywiście został zapisany w gwiazdach i to w nich warto szukać odpowiedzi na pytania dotyczące przyszłości?
Mapa: To są pewne potencjały, które ze względu na to, że żyjemy w kosmosie i bardzo konkretnym układzie słonecznym, po prostu wpływają na życie na Ziemi.

Czarno na Czarnym: A jeżeli mowa o przeznaczeniu, spełnienia jakich marzeń, artystycznych bądź niekoniecznie, mogę Ci życzyć?
Mapa: Zdrowia siły radości i pokory :). Dziękuję 🤍🙏🙏.

Czarno na Czarnym: Ja również bardzo dziękuję za rozmowę!


zajrzyj po więcej:



wtorek, 4 maja 2021

Heima z premierą singla „Monolog”

Już 14 maja 2021 w Internecie ukaże się kolejny utwór zespołu „Monolog”. To drugi singiel promujący debiutancką płytę grupy. 



Łódzka kapela o nazwie Heima powstała pod koniec 2017 roku z inicjatywy Olgi Stolarek, czyli wokalistki i autorki tekstów. Na kształt twórczości wpływa tu wyjątkowy głos  zestawiony z nastrojowymi partiami gitarowymi, klimatycznym brzmieniem trąbki i pianina oraz niebanalną warstwą rytmiczną. Style gry i muzyczne inspiracje członków formacji przenikają się i, pomimo ogromnego zróżnicowania, tworzą połączenie o intrygującej, onirycznej aurze. Heima ma na swoim koncie kilkadziesiąt koncertów, w tym festiwali. Muzycy wystąpili między innymi na SoundeditFAMA i Songwriter Łódź Festiwal. W roku 2020 zostali laureatami nagrody Soundedit Spotlight wręczanej w ramach konkursu współorganizowanego przez Festiwal Soundedit iRadio Łódź. Artyści współpracują z łódzkim muzykiem i producentem Pawłem Cieślakiem. W ramach tej kolaboracji powstał materiał na debiutanckie wydawnictwo, a jego premierę zaplanowano na lato 2021.


zajrzyj po więcej:



piątek, 26 marca 2021

„Luna”, czyli pierwszy singiel zapowiadający płytę zespołu Heima

W Internecie pojawiła się właśnie pierwsza oficjalna zapowiedź debiutanckiej płyty zespołu Heima. Singiel „Luna” to popowo-alternatywny przedsmak pełnowymiarowego krążka. Piosence towarzyszy tajemniczy, pełny magii teledysk.



„Luna” to krótkie przemyślenie napisane podczas pobytu w wannie – mówi Olga Stolarek, wokalistka formacji. – Już w tej chwili czuję, że będzie ono odbierane przez każdego inaczej. Dla mnie to taki alert, żebyśmy pamiętali o tym, że każde nasze działanie przynosi skutki, które są nieodwracalne i targają ze sobą lawinę konsekwencji. Czasem lepszych, czasem gorszych. Po prostu efekt motyla. Nie chcę sugerować nikomu, co ma myśleć, słuchając tego utworu. To jest piękne w sztuce, że każdy może ją odbierać na swój własny i unikalny sposób. Ważne, żeby poczuć cokolwiek. Coś, na co pozwala Twoja wrażliwość. Jeśli Ty, człowieku, czytasz to, napisz do mnie i powiedz, jakie uczucia wzbudza w Tobie ta treść. Może będzie to coś, na co ja sama nigdy bym nie wpadła. Utwór został wyprodukowany przez łódzkiego producenta i muzyka Pawła Cieślaka.


Utwór „Luna” znajdziecie we wszystkich serwisach streamingowych.



Łódzka kapela o nazwie Heima powstała pod koniec 2017 roku z inicjatywy Olgi Stolarek, czyli wokalistki i autorki tekstów. Na kształt twórczości wpływa tu wyjątkowy głos  zestawiony z nastrojowymi partiami gitarowymi, klimatycznym brzmieniem trąbki i pianina oraz niebanalną warstwą rytmiczną. Style gry i muzyczne inspiracje członków formacji przenikają się i, pomimo ogromnego zróżnicowania, tworzą połączenie o intrygującej, onirycznej aurze. Heima ma na swoim koncie kilkadziesiąt koncertów, w tym festiwali. Muzycy wystąpili między innymi na SoundeditFAMA i Songwriter Łódź Festiwal. W roku 2020 zostali laureatami nagrody Soundedit Spotlight wręczanej w ramach konkursu współorganizowanego przez Festiwal Soundedit i Radio Łódź. Artyści współpracują z łódzkim muzykiem i producentem Pawłem Cieślakiem. W ramach tej kolaboracji powstał materiał na debiutanckie wydawnictwo, a jego premierę zaplanowano na lato 2021.


zajrzyj po więcej:



piątek, 12 marca 2021

[RECENZJA] Yanish i „Kwiatostan”, czyli kraina ciągłych zmian

Wiosna powoli przejmuje pałeczkę od swojej, przynajmniej teoretycznie, mroźniejszej poprzedniczki. Wraz z tą porą roku pojawia się chęć odkrycia czegoś nowego, świeżego, dającego nadzieję i stanowiącego źródło energii. W świecie muzycznym jako przykład zestawu takich cech można z powodzeniem podać kolejny album Yanisha, zatytułowany „Kwiatostan”. 



Materiał zaprezentowany przez Yanisha zapewnia powiew optymizmu, mimo iż tematyka w nim poruszana nierzadko dotyczy kwestii trudnych: uzależnień, samotności, śmierci... Są one jednak częścią rzeczywiści, w której egzystujemy, a opowiadanie o nich za pośrednictwem muzyki łagodnej, akustycznej pozwala oswoić się z nimi w nieco większym stopniu. Nie brakuje również miłości, przyjaźni, bliskości drugiej osoby. Krótko mówiąc, wokalista śpiewa o życiu i przeróżnych jego odcieniach.

Pod względem kompozycyjnym warto przede wszystkim podkreślić, że omawiane wydawnictwo jest niezwykle harmonijne. Na taki stan rzeczy wpływa nie tylko konsekwencja brzmienia, ale i wyjątkowy wokal Krzysztofa Janiszewskiego. Równocześnie zauważyć należy, iż spójność w żadnym razie nie oznacza tutaj monotonności. Wręcz przeciwnie, gdyż wciąż spotykają nas liczne, dobrze rozumiane zaskoczenia. I tak, na mocy tego stwierdzenia, za jeden z najgłośniejszych stylistycznie utworów znajdujących się na płycie uznać trzeba piosenkę o wdzięcznej nazwie „Cisza”. Wprowadza ona element niepokoju, w muzyce niezwykle cenny, pozwala bowiem zanurzyć się na blisko cztery minuty w tajemniczym świecie. Dość podobnym wydźwiękiem emocjonalnym charakteryzuje się numer „Z Tobą we mgle”, intrygujący i snujący się niczym tytułowe zjawisko pogodowe. Jakie sekrety skrywa? Kształty widoczne przez ów półprzejrzysty szal drgają i ulegają ciągłym zmianom... co dla odbiorcy zwiastuje inne doznania audialne przy każdym kolejnym odsłuchu. 


Z drugiej zaś strony Yanish uderza w strunę odpowiedzialną w jego twórczości za romantyzm. Mowa tu na przykład o balladzie „Co to za Pani”, ocieplającej serce jak wschód słońca i rozgrzewającej duszę jak jego zachód. Stawkę zamyka „Niebo w sobie mam”, klimatyczny klucz tkwiący w zamku drzwi prowadzących do krainy wykreowanej przez Yanisha. By do niej wrócić, wystarczy wcisnąć przycisk play... i rozpocząć tę wizytę od początku. Do czego zdecydowanie zachęcam!

zajrzyj po więcej:

czwartek, 11 marca 2021

Stashka i jej „Historie” inspirowane życiem

W miniony poniedziałek, tj. 8 marca 2021, Stashka zaprezentowała swój najnowszy album, zatytułowany „Historie”. Ukazał się on pod szyldem wytwórni Soul Records i uznać go należy za doskonały prezent... nie tylko z okazji Dnia Kobiet!



„Historie” stanowią zestaw osobistych i niezwykle intymnych utworów, w których wokalistka opowiada o własnych, często bardzo prywatnych doświadczeniach życiowych. Swobodny i bezpretensjonalny styl oraz intencja, aby każdy słuchacz odnalazł tu kawałek siebie, czynią owo wydawnictwo naprawdę wyjątkowym. Nad drugą już w karierze solowej płytą artystka pracowała z muzykami i producentami mającymi na swoim koncie wiele sukcesów, również radiowych. Wśród nich znalazł się między innymi Dominic Buczkowski, producent czterech piosenek zamieszczonych na krążku. Za kilka tekstów odpowiada zaś tutaj znany i ceniony Wojciech Byrski. „Historie” można nabyć na stronie soulgang.pl.

zajrzyj po więcej:


środa, 17 lutego 2021

Premiera debiutanckiego albumu Mentally Blind

Czy słyszeliście już o Mentally Blind? Jeżeli nie, koniecznie nadróbcie muzyczne zaległości! Zwłaszcza że grupa zaprezentowała właśnie swój debiutancki album, zatytułowany „Stage: Zero”.



Za dystrybucję „Stage: Zero” odpowiada Bloodblast (via Nuclear Blast). Preprodukcją i nagraniem krążka zajął się wokalista formacji, Filip Mieszkalski, zaś miks i mastering to dzieło Romana Kharyukova, współpracującego między innymi z Shrezzers i My Autumn. Krążek można nabyć pod adresem www.mentalshop.com.pl, dostępny jest również w wersji cyfrowej.

zajrzyj po więcej:


poniedziałek, 11 maja 2020

[WYWIAD] Ola Igboaka: „Mam przywilej przelania na dźwięki tego, co gra mi w duszy”


Czarno na Czarnym: Przede wszystkim chciałabym podziękować za to, że w natłoku działań promocyjnych znalazłaś czas na krótką rozmowę :). W ciągu zaledwie kilkunastu dni ukazały się bowiem dwie nowości spod szyldu Ola Igboaka: utwór „Zostawcie mnie” oraz wydawnictwo „Belo”. Jakie uczucia towarzyszą Ci po tej podwójnej premierze?

Ola Igboaka: Hej, jest mi bardzo miło! Uczucia są jak najbardziej pozytywne. A szyld Igboaka to moje prawdziwe nazwisko od kilku lat. :) Mój mąż jest z pochodzenia Nigeryjczykiem.

CnC: Nazwa krążka nie jest przypadkowa, gdyż wiąże się z Twoją wizytą w mieście Belo Horizonte w Brazylii. Opowiedz nam, proszę, o tej wyjątkowej przygodzie.

O.I.: Tak, teksty napisałam w mieście Belo Horizonte w Brazylii. Byłam tam poddana terapii polegającej na łączeniu się z nieświadomością ( ADI/TIP). Codziennie brałam udział w sesjach długotrwałej wizualizacji z zamkniętymi oczami. Musiałam wyobrażać sobie wydarzenia z dzieciństwa czy nawet z życia płodowego, potem życia rodziców, życia dziadków i pradziadków. Nie mam pojęcia, na ile to, co zobaczyłam jest prawdą, ale na pewno to co, podpowiedziała mi moja podświadomość, jest prawdą o mnie samej i o moich przekonaniach. Po każdym takim intensywnym seansie zapisywałam swoje wrażenia – tak powstały teksty na „Belo”.

CnC: Czy w tym dalekim kraju poznałaś jakieś nieznane Ci dotąd wątki muzyczne?

O.I.: Ha! Nie bardzo miałam okazję, bo mieszkałam w klasztorze. Podczas wieczornych spacerów i weekendów zorientowałam się, jak bardzo muzykalny jest to naród. Wspólne granie, śpiewanie, okazywanie radości jest czymś zupełnie powszechnym.

CnC: Mówisz, iż „dźwięki podporządkowują się słowu i to słowo odgrywa największą rolę przy tworzeniu każdej piosenki”. A czy mogłabyś zdradzić nam, jak wygląda ów proces twórczy? Czy masz specjalne rytuały towarzyszące komponowaniu lub pisaniu tekstu?

O.I.: Tak, muzyka jest swego rodzaju opakowaniem dla słów. Staram się, żeby muzyka nie przykrywała tego, co chcę powiedzieć, tylko to wzmacniała. Chcę, żeby zdania brzmiały naturalnie, ich szyk miał odzwierciedlenie we frazach muzycznych, akcenty słowne zgadzały się z akcentami muzycznymi, a emocje przechodziły w bardziej dynamiczny śpiew. Myślę, że to taki nurt poezji śpiewanej, tylko skrzyżowanej z bardziej współczesnymi wpływami. Zawsze piszę przy pianinie – czytam teksty na głos i szukam akordów, tempa, które pasują do optymalnego tempa wypowiedzi. Potem buduję kolejne warstwy, wzmacniam efekt instrumentami, a co kocham najbardziej, dodaję głębi, budując warstwy wokali…

CnC: Skąd pomysł na nietypowe połączenie klimatu poetyckiego i elementów hip-hopu charakteryzujące Twój najnowszy singiel?

O.I.: Myślę, że to odzwierciedlenie mojej refleksyjnej natury i miłości do czarnej muzyki. Wierzę, że twórczość to mieszanka wszystkich rzeczy, którymi sama nasiąkłam, słuchając muzyki, czytając książki, studiując czy zwyczajnie zbierając doświadczenia życiowe. Pisząc własną muzykę, nie planuję, jaka ma ona dokładnie być, tylko podążać za instynktem i buduję z tego, co sama lubię.

CnC: Pochodzisz z Krakowa, ale mieszkasz w Londynie. Czy te dwa rynki muzyczne więcej łączy czy dzieli?

O.I.: Hmm, trudne pytanie. Myślę, że łączy coraz więcej! Dużo się w Polsce ostatnio dzieje, ale Londyn jest absolutnym epicentrum muzyki! Można tu spotkać ogromne ilości niesamowicie zdolnych ludzi z całego świata – to zdecydowanie uczy pokory! Co mnie zaskakiwało w UK, to że poznając kogoś, kto współpracował z naprawdę wielką gwiazdą, jestem urzeczona jego brakiem arogancji. W Wielkiej Brytanii bardzo się ceni etos i kulturę pracy. Jest dość powszechnie jasne, że absolutnie trzeba być miłym i przyjemnym we współpracy człowiekiem, jeśli chce się odnieść sukces.

CnC: Wrócę teraz do Twoich autorskich korzeni. Debiutancką płytę zatytułowałaś „Wyspa”. Czy potrafiłabyś wybrać trzy albumy muzyczne warte zabrania na (prawie) bezludna wyspę? Jakich wykonawców cenisz najbardziej? A może z którymś z nich chciałabyś stworzyć duet?

O.I.: Tylko trzy albumy!? No dobra! Jill Scott i „The light of the Sun”, India Arie i „Acoustic soul”, Judith Hill i „Back in Time” – to trzy najważniejsze płyty w moim życiu, ale może pozwoliłbyś mi wziąć przynajmniej trzydzieści?
Dobrze, że żyjemy w czasach streamingu, może udałoby mi się na tej wyspie połączyć z Internetem i być bardziej na bieżąco?

CnC: Czy pamiętasz pierwszą audialną fascynację? Czy to za jej sprawą zainteresowałaś się tą dziedziną sztuki?

O.I.: Zaczęłam grać na skrzypcach, zanim miałam jakiś świadomy pogląd na muzykę. Mama nauczyła mnie nut, zanim nauczyłam się czytać litery. Więc od wczesnego dzieciństwa umiałam rozłożyć w jakimś stopniu muzykę na czynniki pierwsze – chodziłam przez dziesięć lat do szkół muzycznych. Fascynacje przyszły później, najmocniej w wieku nastoletnim, kiedy zdałam sobie sprawę, że droga muzyki klasycznej nie jest dla mnie. W liceum maniakalnie słuchałam płyt Norah Jones, Diany Krall, Lauryn Hill, Tori Amos, Sistars... Zrozumiałam, że to twórcza strona muzyki jest dla mnie dużo bardziej pociągająca – szukanie własnych melodii, pisanie tekstów, poszukiwanie własnego dźwięku.

CnC: Wyjawisz nam swoje najważniejsze marzenie artystyczne?

O.I.: Marzenie się spełnia, bo mam umiejętność i przywilej przelania na dźwięki tego, co gra mi w duszy. Bardzo bym chciała móc nagrywać piosenki, które będą zapisem chwili, jakiegoś etapu w moim życiu. To dla mnie najlepszy pamiętnik, jaki mogę pozostawić po sobie dla innych.

CnC: Serdecznie dziękuję za rozmowę! :)

wtorek, 24 marca 2020

[RECENZJA] Mannequin Mars i mroczna wyliczanka na płycie „None other than”

Zaledwie kilka tygodni temu, a dokładnie 20 lutego br., światło dzienne ujrzał album „None other than” duetu Mannequin Mars. To zestaw dziesięciu propozycji audialnych, mieszczących się jeszcze w gatunku pop, jednakże częściowo wykraczających poza ścisłą definicję muzyki popularnej.


Płytę otwiera zatytułowane po prostu „None other than” intro, wywołujące dreszcz i zdające się sugerować, zresztą zgodnie z prawdą, że czeka nas podróż przez obszary dotąd zupełnie nieznane. Tajemnicze i mroczne, ale też dające schronienie, jak następujące za chwilę nagranie „Love you a little”. Piosenka unosi słuchacza na fali łagodnych, lecz równocześnie energetycznych i rytmicznych dźwięków. Zaś „You can’t love me w swoisty sposób przywodzi na myśl szalone, kolorowe lata osiemdziesiąte, gdy na parkietach i w sercach zaczęło królować disco, cieszące się od tamtej pory niezmienną sympatią, a tutaj zanurzone w nowoczesności spod szyldu Alhaijali. Ciekawy zabieg stanowi także zestawienie kojącego duszę „Words i krótkiego, cudownie niepokojącego przerywnika w postaci „Signs”, korespondującego z mrocznym utworem „Omen”. Został on wyposażony w zwrotki noszące znamiona wybornie posępnego r'n'b oraz liryczne refreny, a to nietypowe połączenie czyni numer siedem moim faworytem, jeżeli chodzi o omawiany album. 


Warto ponadto wspomnieć o świetnie współgrających wokalach oraz niemałej roli, jaką w przedsięwzięciu odegrał producent MØJI, współodpowiedzialny za powstanie „Love song”.

Można odnieść wrażenie, iż bracia Kamil i Adeeb chcą utrzymać odbiorcę w stanie zawieszenia pomiędzy podbijanym przez efekty dźwiękowe przestrachem a uspokojeniem, nie dając mu pewności, które z doznań pojawi się jako kolejne. W rezultacie otrzymujemy naprawdę niebanalny krążek, zróżnicowany i zaskakujący, acz spójny. Nie będzie błędem zgodzenie się z zasłyszaną opinią, że po płytę „None other than” powinni sięgnąć przede wszystkim miłośnicy twórczości Madonny i Michaela Jacksona, choć takie grono należy rozszerzyć o fanów muzyki tanecznej, muzyki klubowej, muzyki pop... i dobrej muzyki w ogóle. Jest to bowiem materiał uniwersalny, wpadający w ucho wielbiciela niejednego gatunku. 



piątek, 9 sierpnia 2019

[RECENZJA] Shandy & Eva: dwanaście kroków do wolności

Shandrelica Casper i Ewa Żmijewska, czyli Shandy & Eva, to duet nietypowy i egzotyczny. Ich debiutancka płyta, a więc „Give It a Try”, prezentuje się podobnie, choć słuchając jej, odbiorca czuje się jednocześnie tak, jak gdyby po długiej, może trochę męczącej podróży wreszcie wrócił do domu i usiadł w ulubionym fotelu. Zgodnie z tytułem – spróbujecie? 



Stawkę otwiera singiel „Sunrise”. Już sam tytuł wskazuje, jest to muzyczny wschód słońca... w dodatku wart zachodu! Piosenka od początku uświadamia mi, iż za moment wrócę do niej. I jeszcze raz, i jeszcze... Sięga do stęsknionych, ogarniętych swego rodzaju melancholią zakamarków duszy, w czym swój niemały udział ma nie tylko linia wokalu, ale i rzewna – w pozytywnym znaczeniu tego słowa – solówka gitarowa.


Propozycja numer dwa to kolejny singiel, „Czasem”. Zestawienie tych dwóch utworów, czyli anglo- i polskojęzycznego, wywołuje miły dla ucha, urozmaicający efekt. Zwłaszcza że jako następne głośnikami zawładnie tytułowe „Give It a Try”. Zadziorny wstęp przepełniony został energią przełamującą dotychczasową atmosferę spokoju i wyciszenia. Niczym w życiu codziennym: potrzebujemy i delikatności, i mocniejszego akcentu. „Night by Night” mieści się gdzieś pośrodku, gdyż zdaje się równocześnie dążyć do ukołysania słuchacza i nieść ze sobą pewny rodzaj audialnego smutku.


Przejmujące, ascetyczne rozpoczęcie „Me You” uaktywnia zupełnie inny odcień emocjonalny. Im dłużej trwa piosenka, tym więcej dźwięków znajdujemy, chociaż najważniejszym z nich jest tu dźwięk rozdzieranego serca. „Don't know why” mogę chyba z powodzeniem nazwać jedną z moich faworytek i, wbrew nazwie, doskonale wiem, dlaczego. Za ów stan rzeczy odpowiada ceniony przeze mnie niepokój przepełniający kompozycję, połączony z chwytliwym motywem, na długo zapisującym się w pamięci. Wystarczy jedno odsłuchanie, by piosenka towarzyszyła Wam przez cały dzień. I bardzo dobrze!

Będąc w połowie wydawnictwa, wracamy do łagodności reprezentowanej przez „Playing With Fire”, „Homeland” i „You'll Always Be The One”. I znów wielką rolę odgrywa między innymi gitara, której wzruszający płacz zjawia się ukradkiem. Zaraz po owym triu następuje „Cisza”... Lecz nie martwcie się, ponieważ nie chodzi tutaj o przedwczesne zakończenie albumu! Tak bowiem zwie się drugi i ostatni utwór z tekstem w języku polskim. Przywodzący na myśl bossa novę numer zabiera nas w blisko czterominutową wycieczkę do Brazylii. Wokalistki żegnają się za pośrednictwem dość zaskakującego kontrastu zrównoważonego „Your Eyes” i porywającego „Scared No More”. Drugie z wymienionych nagrań oznacza rozstanie... jednak wyłącznie od nas zależy, jak długo ta rozłąka potrwa. Po wygaśnięciu ostatnich nut natychmiast chce się mianowicie wcisnąć przycisk „odtwórz”, przed czym nie należy się bronić!

Niewykluczone, iż zastanawiacie się, skąd dwanaście kroków do wolności. Otóż zestaw utworów znajdujących się na płycie „Give It a Try”, obejmujący właśnie tuzin nagrań, uwalnia nas od trosk, przenosząc do zaczarowanego świata. A jeśli nasz własny świat jest  już zaczarowany, odkrywa w nim nieznaną nam do tej pory krainę. Tu wszystko wolno, tu wszystko dzieje się wolno. Bo po co spieszyć się, kiedy na każdą sprawę przyjdzie właściwa pora?

zajrzyj po więcej:


wtorek, 28 maja 2019

Yurodivi z premierą albumu „Obrazy polskiej wsi”

Plexus of Infinity, niezależna wytwórnia internetowa z Bydgoszczy, wspiera i zrzesza młodych artystów bez względu na podziały gatunkowe. Najnowszym promowanym przez nią wydawnictwem jest krążek „Obrazy polskiej wsi” zespołu Yurodivi. Płyta ukazała się w miony poniedziałek, tj. 27 maja br.

Album „Obrazy polskiej wsi” stanowi kolejną pozycję w dorobku grupy Yurodivi. Twórczość tej formacji to trip-folk, czyli połączenie transowej elektroniki ze słowiańską muzyką ludową. Usłyszymy tu siedem kompozycji, przez które przewijają się elektroniczno-organiczne rytmy, tajemnica przestrzeń oraz niezwykły słowiański śpiew. Płyta przesłuchamy oraz nabędziemy w formie cyfrowej w serwisie Youtube oraz Bandcamp wytwórni Plexus of Inifnity.



zajrzyj po więcej: