środa, 18 lutego 2026

Formacja Pökitzø zapowiada album z udziałem wyjątkowych gości

Świetnie rockująca formacja Pökitzø potrafi równocześnie jednoczyć i dzielić. Jak do tego doszło? W bardzo prosty sposób, choć efekt jawi się niebanalnie – artyści połączyli siły z kultowym gitarzystą Turbo, Wojciechem Hoffmannem, a efektem tej współpracy jest singiel zatytułowany „Podziały”.


fot. Joanna Miklaszewska Sierakowska

Wspomniana piosenka stanowi drugą zapowiedź nowego albumu Pökitzø, a Wojciech Hoffmann nie będzie jedynym znamienitym na nim gościem. W ubiegłym roku objawiła się już „Hiena” z partią smyczkową Michała Jelonka, wiadomo też, że powstaną utwory z charyzmatyczną wokalistką Ulą Fryzką i ze znanym między innymi z Dżemu gitarzystą Jerzym Styczyńskim. Obu singlom, które ujrzały światło dzienne, towarzyszą teledyski autorstwa Damiana Smykowskiego.

Krążek „niePokój”, czyli debiut Pökitzø, został wydany zaledwie dwa lata po postaniu grupy, czyli w roku 2023, a promowały go numery „Do Nieba” i „Era Wodnika” oraz cover utworu z repertuaru Mieczysława Fogga„Niedziela”.

Wspólnym mianownikiem płyt opublikowanej i zwiastowanej są teksty o czymś. Artyści dzielą się w nich swoim przemyśleniami na temat otaczającego nas świata, relacji międzyludzkich i egzystencji, za ich pośrednictwem wyrażają również brak zgody na zło i niesprawiedliwość w każdej ich postaci.

Pod względem brzmieniowym natomiast pierwsze skrzypce gra tu rock, także ten progresywny i kolaborujący z punkiem, w mieszance iście wybuchowej zmiksowany z grungem, funkiem, metalem i popem. Zdarza mu się nawet puścić oko miłośnikom poezji śpiewanej. Członkowie zespołu określają ten muzyczny tygiel mianem Single Barrel Rock, nie bez powodu nawiązującym do whisky. Twórczość Pökitzø  dojrzewa bowiem we własnym tempie i coraz bardziej nabiera smaku, jest mocna, wyrazista i potrafi zakręcić w głowie, jednak w przeciwieństwie do ekskluzywnego trunku nie wpływa negatywnie na percepcję i nie grozi kacem na drugi dzień. Skosztujcie i przekonajcie się sami, jak ta nowa znajomość zaprocentuje.



Kapela Deadly Nightshade wiecznie żywa. Posłuchaj numeru „Alive”

Wygląda na to, że kapela Deadly Nightshade wiecznie żywa. Udowadnia to między innymi w swoim najnowszym singlu, „Alive”. To zapowiedź nadchodzącej wielkimi krokami płyty, zatytułowanej EP, „Fatum Ultimum”.



W utworze „Alive” muzycy poruszają równie niełatwy, co ważny temat problemów psychicznych i ich konsekwencji. Ta oparta na prawdziwych doświadczeniach historia została na podzielona na dwa akty. Bądźcie czujni, bo na pewno poinformujemy Was, kiedy pojawi się drugi  z nich!



Wszystko wyjdzie w praniu. INKA z premierą singla „Cajoline”

Wszystko wyjdzie w praniu i wpłynie na to INKA. Wokalistka zaprezentowała bowiem nowy singiel, „Cajoline”, który znajdzie się na się na albumie zawierającym zestaw utworów pachnących espresso i smakujących świeżym croissantem. 



Na płycie w języku francuskim nie mogło zabraknąć moich autorskich piosenek. Utwór „Pranie” był szczególnie trudny do przetłumaczenia, ponieważ wyrażenie „wyprana z uczuć” we francuskim nie istnieje. Ugryzłam to od innej strony i refren brzmi „tonę w Cajoline”, który jest popularnym płynem do płukania – drastycznie, ale działa. Płyta, która wyjdzie na wiosnę, nosi tytuł „Les Fleurs”, czyli „Kwiaty”. I oto drugi kwiat z tego różnorodnego, pięknego bukietu. Tym samym zapowiadam, że zabiorę Was w podróż po dźwiękach i emocjach, bo chociaż nie każdy zrozumie, o czym śpiewam, na pewno każdy to poczuje – mówi INKA.



Baddie 404 udziela „Pustych lekcji”?

Czy Baddie 404 udziela „Pustych lekcji”? Teoretycznie tak, bowiem taki tytuł nosi nowy singiel tej kompletnie nieszablonowej, w najlepszym tego słowa znaczeniu, artystki. W praktyce jednak są to nauki bardzo cenne, gdyż i cenny jest przekaz zawarty w piosence, której możecie już posłuchać w serwisach streamingowych.



Nowy utwór Baddie 404 jest mroczną, elektroniczną opowieść o tym, co miało dać nam odpowiedzi, a w rzeczywistości tylko wygenerowało więcej pytań. Destrukcję przedstawionego w tekście świata podkreśla towarzyszący piosence teledysk, którego bohaterka przedziera się przez postapokaliptyczny krajobraz, pozbawiony nadziei, za to pełny lęku.




wtorek, 17 lutego 2026

Kulturalna Stodoła zaprasza na „Sex w wielkiej wsi”

Co powiecie na... „Sex w wielkiej wsi”? I nie, nie chodzi tu o jakąś niemoralną propozycję, a wręcz przeciwnie: o sposób na spędzenie wieczoru na najwyższym artystycznym poziomie i w doborowym towarzystwie. Taki bowiem tytuł nosi jeden ze spektakli, którego reżyserem i scenarzystą jest Michał Gawliński znany nie tylko jako jedna trzecia serca Kabaretu Neo-Nówka, ale i jako krzewiciel kultury na każdym gruncie i terenie zielonym. Na scenie zobaczymy zaś Grupę Teatralną Qlturalni działającą przy podwrocławskiej Kulturalnej Stodole, miejscu pełnym magii, ciepła i pozytywnej energii. 



Aktorów tych nie kojarzycie z kina, telewizji czy Netflixa (przynajmniej na razie), ale wystarczy kilka minut sztuki z ich udziałem, by zacząć utożsamiać ten bajeczny zespół z czystym talentem, autentycznością i szerokim wachlarzem emocji, jakie z ujmującą naturalnością potrafi przekazać publiczności.

„Sex w wielkiej wsi” to podróż do przeszłości, do czasów, gdy dama nie była jedynie kartą w talii, dwór oznaczał coś ponad przedmiot lingwistycznego sporu z polem, laska stanowiła podparcie dla mężczyzny w nieco innym kontekście niż dziś, a mówiąc o konwenansach, nikt nie miał na myśli zwyczajnie wyszukanego określenia wyrwanego ze słownika. Poznajemy tam pewną rodzinę, oś całej opowieści, a im bardziej wdrażamy się w jej życie codzienne, tym dobitniej się okazuje, że eleganckie stroje bywają przykrywką dla tego, co nieco mniej eleganckie. Damsko-męskie perypetie, konflikt międzypokoleniowy i służba, na którą zawsze można liczyć  to i znacznie więcej czeka nas w spektaklu, który jest, owszem, przede wszystkim przezabawną historią pękającą w szwach od tekstów o kultowym potencjale, lecz też dyskretnie nakłania do zastanowienia się nad tym, czy czasem nie gubimy gdzieś naszych wartości, tak ważnych, tak bardzo będących na porządku dziennym, że w pewnym momencie już niedostrzeganych. A jeśli dodamy do tego wyśpiewane po prostu po mistrzowsku piosenki, otrzymamy komedię z przesłaniem o musicalowym zacięciu. Czego jeszcze trzeba do szczęścia najbardziej nawet wymagającemu widzowi? Chyba wyłącznie... biletów! A te przydadzą się 1 kwietnia (i jest to całkowicie poważna deklaracja, mimo że żartów z górnej półki rzeczywiście nie zabraknie), tego dnia bowiem „Sex w wielkiej wsi” będzie można obejrzeć w Sali Koncertowej Radia WrocławWejściówki znikają błyskawicznie, w przeciwieństwie do uśmiechu, który po spotkaniu z Qulturalnymi jeszcze długo pozostanie na ustach i w oczach, zatem warto zamówić je właśnie teraz. Wystarczy kliknąć tutaj. By nie przegapić żadnych nowości związanych z Kulturalną Stodołą, zaobserwujcie również jej profile na Facebooku Instagramie. Na koniec pozostaje ukłonić się Michałowi i spółce, z podziękowaniem za terapię śmiechem, bo takie nagromadzenie teatralnego wirtuozerstwa nie zdarza się często. 


Brytyjski duet Mesh z premierą numeru „Hey stranger”

Światło dzienne ujrzał właśnie singiel „Hey stranger” brytyjskiej grupy electropopowej Mesh. To zapowiedź albumu „The Truth Doesn't Matter” mającego ukazać się już 27 marca.



Mesh czerpie pełnymi garściami z dorobku artystycznego takich legend, jak Depeche Mode, inspiruje się też współcześniejszymi twórcami, nie przestając przy tym podążać ścieżką własnego, wyrazistego stylu. Pełna takiego miksu brzmień rodem z lat osiemdziesiątych i współczesnych dźwięków będzie owa nadchodząca wielkimi krokami płyta, a gdy dodamy do tego mroczne teksty traktujące o czymś, otrzymamy obietnicę materiału, na premierę którego naprawdę warto czekać.



Kurkus przedstawia „Córkę Komety”

Kurkus zaprezentowała właśnie singiel zapowiadający jej drugą płytę, mającą ukazać się w maju tego roku. „Córka Komety” to piosenka o zacieraniu się granic między wspomnieniami z dzieciństwa a snami.


fot. Ola Cieciak

Tytuł piosenki nawiązuje bezpośrednio do literatury Tove Jansson. Szukałam odpowiedniego tytułu i czytając „Muminki”, natknęłam się na sformułowanie „dziecko komety”. Uznałam, że pasuje do kontekstu utworu, w którym śpiewam o mojej mamie. Dodatkowo brzmienie kompozycji kojarzyło mi się z twórczością zespołu Komety, a Janek Szarecki, który nagrał tu gitary i bas, zrobił naprawdę dobrą robotę – opowiada Kurkus.