Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 czerwca 2025

Sprawdź, co dzieje się „Poza kadrem”. Premiera debiutanciej powieści Dagmary Kalinko

Czy aparat fotograficzny może być tarczą chroniącą przed złamanym sercem? Czy patrząc przez obiektyw, da się obiektywnie ocenić nowego w swoim życiu modela? I czy migawka ułatwia bezkarne... wymiganie się od uczuć? Na te wszystkie pytania odpowiedzi szuka Dagmara Kalinko. Debiutancka powieść autorki, „Poza kadrem”, ukazała się właśnie dziś, pod szyldem Wydawnictwa Inanna. Uwaga, książka jest przeznaczona wyłącznie dla czytelników pełnoletnich.



„Poza kadrem” w wersji elektronicznej, a później także papierowej, zamówicie tutaj. Czy odważycie się poznać... nagą prawdę o nieposkromionych emocjach?


czwartek, 20 lutego 2025

[RECENZJA] Michał Bigoraj i „Porozmawiajmy o muzyce”

Michał Bigoraj zaprasza w wyjątkową podróż. Zapowiada się naprawdę długa i równie ciekawa wyprawa. Co zatem będziemy robić po drodze? Może... „Porozmawiajmy o muzyce”? 



„Porozmawiajmy o muzyce” to książka będąca swoistym zapisem bogatego, wieloletniego doświadczenia Michała Bigoraja, autora licznych tekstów poświęconych jednej z przodujących dziedzin sztuki. Pierwsze skrzypce grają tu jednak wywiady z przedstawicielami zróżnicowanych gatunków,  zazębiających się lub egzystujących równolegle. Jest poważnie o muzyce rozrywkowej i rozrywkowo o muzyce poważnej. Oczami artystów patrzymy na sceny i ze sceny, zaglądamy też za kulisy. Wchodzimy na artystyczne salony i poznajemy świat koncertów od kuchni. Przenosimy się w przestrzeni, czyli od występu do występu, od festiwalu do festiwalu, od wydarzenia do wydarzenia, lecz ponadto w czasie, bowiem zaprezentowane zostały także rozmowy archiwalne, które niejednokrotnie rzucają nowe światło na bieżące, znane czytelnikowi fakty. Wszystko to sprawia, że Michał Bigoraj jest nie tylko asem wywiadu... ale i ma jeszcze kilka tych asów w rękawie. Czekamy na kolejne publikacje!


piątek, 3 stycznia 2025

[RECENZJA] Cameron Smith i „Śmiertelna gra”

„Squid Game” to tytuł odmieniony dotychczas chyba przez wszystkie przypadki. Premiera drugiego sezonu tego bijącego rekordy popularności serialu spowodowała wysyp inspiracji, od gadżetów kolekcjonerskich, przez memy, na książkach skończywszy, dodajmy, że bardziej lub mniej udanych. Do kategorii bardziej” należy z pewnością opublikowana pod szyldem Wydawnictwa RM powieść, za którą odpowiada Cameron Smith. Ta „Śmiertelna gra” jest po prostu warta świeczki.



Siedziałam na zimnym dworcu i zastanawiałam się nad tym, czy mój pociąg dziś w ogóle przejedzie. Za mną była chyba najlepsza noc sylwestrowa w moim życiu, dosłownie koncertowa, przed sobą zaś miałam powrót do domu, zdecydowanie już nie taki koncertowy. Sięgnęłam więc po powieść, którą kilka godzin zaczęłam nie tyle czytać, co pochłaniać. Po pewnym czasie zerknęłam na zegarek i zdziwiona skonstatowałam, że przyjazd mojego środka transportu znacznie się przybliżył. Wtedy do głowy wpadł mi pewien pomysł. A gdyby tak oceniać książki po tym, ile minut upływa między jednym sprawdzeniem godziny a drugim, w ramach czekania na pociąg? Im minut więcej, tym lektura bardziej wciągająca. Wyściubiłam zatem na chwilę nos ze świata wykreowanego przez autora i na gorąco sporządziłam następujące notatki.

Książka Czeka ze Mną, czyli innowacyjny system oceniania książek według portalu Czarno na Czarnym.

1 minuta  Oj... Nie przeczytasz jej jednym tchem, to pewne. Coś jak instrukcja używania ręcznika dla opornych.
2 minuty  Prawdopodobnie przeczytasz dwa razy: pierwszy i ostatni. Nieco lepiej niż ręcznik, ale wciąż niezręcznie.
3 minuty  Takie trochę trzy po trzy. Zabija czas, owszem, ale w dość mało wyszukany sposób.
4 minuty  Zapragniesz spotkać się z autorem w cztery oczy. Pytanie, co mu powiesz na temat jego dzieła.
5 minut  Robi się ciekawie, ta pozycja zasługuje na swoje pięć minut.
7 minut  Jeszcze nie jesteś w siódmym niebie, ale na pewno nie jest to lektura od siedmiu boleści.
10 minut i więcej  Uważaj, bo przegapisz pociąg! To taki czytelniczy strzał w dziesiątkę, więc może się tak zdarzyć. No po prostu odjazd.

Oderwałam wzrok i uwagę od „Śmiertelnej gry” tu przed tym, jak wsiadłam do wagonu. Odnalazłam swoje miejsce i natychmiast przeczytałam ostatnie kilka stron, po czym uzupełniłam zapiski o informację, że pierwszy pomiar w ramach skali Książka Czeka ze Mną zatrzymał się na poziomie 10 i więcej. A wtedy pożałowałam, iż oto moja gra dobiegła końca...

Cóż, w tym nowym, 2025 roku życzę Wam dokładnie takich tytułów! Bo dobra książka to dobry dzień. Taka... kolej rzeczy.


niedziela, 17 listopada 2024

Julian Paprocki i jego „Trzy eseje o hermeneutyce muzyki”

Już wkrótce Julian Paprocki zaprezentuje swoje „Trzy eseje o hermeneutyce muzyki”. To pozycja idealna dla fanów dźwięków, książek i... filozofii. Premierze towarzyszyć będzie spotkanie autorskie, które odbędzie się 21 listopada odbędzie się w warszawskim lokalu HashTag Lab – Przestrzeń Muzyki Współczesnej. Wstęp wolny!



Zgodnie z tytułem publikacja składa się z trzech esejów. Pierwszy i drugi poruszają problematykę hermeneutyki muzyki improwizowanej. Czerpiąc z tradycji filozoficznej, jak również biorąc za swą podstawę perspektywę muzykologiczną i psychologiczną, autor stawia tezy o sposobie interpretacji improwizacji muzycznej. W związku z wyborem analizy hermeneutycznej jako podstawowej metodologii badawczej odnaleźć można odniesienia do prac między innymi Dilthey’a, Heideggera czy GadameraEsej trzeci stanowi zaś próbę ujęcia w kategorie filozoficzne twórczości jednego z najwybitniejszych kompozytorów XX wieku, Pierre’a Bouleza. W krótkiej formie wypracowuje koncepcje filozoficzne i estetyczne, opisując dorobek artystyczny francuskiego mistrza. Książkę można nabyć pod tym linkiem, natomiast szczegóły wydarzenia poznacie tutaj.


wtorek, 6 sierpnia 2024

[RECENZJA] Katarzyna Maria Bodziachowska i „Henryk Wieniawski”

Henryk Wieniawski to muzyk tak znany i ceniony, że jego życiorys został już odmieniony chyba przez wszystkie przypadki. A przynajmniej mogłoby się tak wydawać przed premierą najnowszego tytułu autorstwa Katarzyny Marii Bodziachowskiej, który ukazał się pod szyldem Oficyny Wydawniczej RYTM. Na czym polega wyjątkowość tej książki? O tym przekonajcie się sami, ale jedno możemy Wam zdradzić: świetnie opowiedziana historia... gra tu pierwsze skrzypce.



Sfabularyzowane losy Henryka Wieniawskiego odmalowane piórem Katarzyny Marii Bodziachowskiej pochłania się niczym dobrą, wielowątkową powieść, gdzie światła reflektorów nie koncentrują się wyłącznie na głównym bohaterze. Poznajemy bowiem także postaci spoglądające na czytelnika znad ramienia pierwszoplanowego artysty, przedstawione w taki sposób, by zdradzić jeszcze więcej szczegółów na temat Wieniawskiego, a równocześnie zainteresować odbiorcę również ich barwnym życiem. Nie bez znaczenia okazuje się ponadto tło, na jakim poruszają się pełnokrwiści uczestnicy tego barwnego przeglądu osobowości. Autorka nie zapomina o samej muzyce, odgrywającej tutaj przecież jedną z kluczowych ról, ale... nie przeciąga przy tym struny. Swoboda literacka pozwala co prawda na wiele, lecz dzięki balansowi pomiędzy faktami a lekkim stylem żaden z elementów nie został ani przekoloryzowany, ani utrzymany w czarno-białej tonacji. Jeżeli Wasi znajomi twierdzą, że w kategorii wiedza o Wieniawskim zagną Was pod każdym względem, przeczytajcie tę pozycję i niech Wasza świeżo nabyta kolekcja ciekawostek będzie dla nich delikatnym smyczkiem... to znaczy prztyczkiem w nos. 

sobota, 11 maja 2024

[RECENZJA] Ewa Solińska wyjawia „Tajemnice Chopina”

Gazebo od wielu już lat śpiewa, że lubi Chopina. A czy my go lubimy? Czasem można odnieść wrażenie, że to nie tyle ów wirtuoz jest naszym dobrem narodowym, co zachwyt nad jego twórczością wypełniający szczelnie nasz kraj od morza do gór, od wschodu do zachodu, zachwyt nad artystą wpatrzonym w dal tęsknym wzrokiem i uderzającym w klawisze z natchnionym wyrazem twarzy. A co, jeśli Chopin nie był chorowitym melancholikiem, a rock'n'rollowcem fortepianu? Czy wtedy przestalibyśmy darzyć tego wielkiego muzyka należnym mu przecież szacunkiem? Odpowiedzi na tak postawione pytanie szuka poniekąd Ewa Solińska odkrywająca w jednej ze swych książek „Tajemnice Chopina”.



„Tajemnice Chopina” nie do końca wpisują się w typową pozycję biograficzną, jeżeli takowa w ogóle istnieje, nie stanowią bowiem zbioru szeregowo podanych faktów, niejednokrotnie suchych, pozbawionych krwi znajdującego się wszak w środku człowieka. Tutaj mamy do czynienia z pełnokrwistą, nomen omen, propozycją, tętniącą życiem, niezbyt obszerną, ale dzięki temu nieprzeładowaną informacjami, jakie mogłyby okazać się mało interesujące dla przeciętnego czytelnika szukającego rozrywki na wieczór czy na czas podróży. Kolejne karty dotyczące pianisty i kompozytora odwracają się płynnie i przystępnie, niczym dzieła samego sprawcy tego całego zamieszania. Nie brakuje też ilustracji czy zdjęć oraz fragmentów korespondencji, co jeszcze dosadniej przypomina nam o tym, że choć Chopin należał do grona geniuszy, był także jednym z nas, śmiertelników. Możliwe, że dziś jego nazwisko nierzadko pojawiałaby się w nagłówkach magazynów plotkarskich, odmieniane przez różne przypadki, a najczęściej przez wołacz. Tak, Ewa Solińska zdecydowanie czyni z Chopina postać rzeczywistą, nie zaś stworzoną z enigmatycznej mgły idealizacji, jednak autorce daleko do skandalizacji. Jej opowieść, gdyż takie określenie najtrafniej tę książkę opisuje, intryguje, zastanawia, ale nie szokuje. Ze stron wyłania się ktoś, kto istniał naprawdę, ze swoimi problemami, popełnianymi błędami (również ortograficznymi), fascynacjami... i pasztetem

czwartek, 21 marca 2024

Wszystkie dobre strony Katarzyny Nosowskiej. Artystka spotka się w Kielcach ze swoimi czytelnikami

Wokalistka, osobowość artystyczna i... pisarka. Katarzyna Nosowska, gdyż właśnie o niej mowa, już 10 kwietnia 2024 będzie gościem Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Jerzego Pilcha w Kielcach, gdzie opowie o swojej najnowszej i najbardziej osobistej książce. „Nie mylić z miłością” to historia o zakochaniu, szczęściu i motylach w brzuchu, o rozczarowaniach i zawodach, a także o tym, że czasem warto się zatrzymać. Może zatrzymacie się i Wy, by posłuchać tej niezwykłej rozmowy, którą poprowadzi Magdalena Fudala?



Do udziału w spotkaniu upoważnią bezpłatne wejściówki, od 4 kwietnia dostępne w Poczytalni Na dVoRcu.

niedziela, 1 października 2023

[RECENZJA] Sylwia Trojanowska i Malwina Kozłowska twierdzą, że „Facetom nic do tego”

Uwaga, uwaga, pasażerowie udający się na Wenus proszeni są o podejście do bramki numer dwa. Przypominamy, że Waszymi przewodniczkami zostaną dziś Sylwia Trojanowska i Malwina Kozłowska, a za komfort i najwyższy poziom lotu odpowiada Wydawnictwo Książnica. Zapnijcie pasy i przygotujcie się na niezłą jazdę... a „Facetom nic do tego”!



„Facetom nic do tego” to kontynuacja przygód Ingi, Baśki i Anki, czyli bohaterek stworzonych przez tandem pisarski Sylwia Trojanowska i Malwina Kozłowska. Tym razem dziewczyny korzystają z uroków oferowanym im przez egzotyczny kurort. Jeżeli jednak wydaje się Wam, iż czeka Was powieść o słońcu, piaszczystych plażach i nieskazitelnie błękitnym niebie zlewającym się w całość z falującą leniwie wodą... macie całkowitą rację. Z tą tylko różnicą, że na owym tropikalnym tle zgrane trio znów bierze udział w wydarzeniach nie z tej ziemi. Czy to bowiem rajska wyspa, czy zaśnieżona Polska, te trzy trenerki personalne w dziedzinie samoakceptacji zawsze znajdą dla siebie jakieś nietuzinkowe wyzwanie, w ramach którego raz jeszcze przekonają się o mocy, jaką daje łącząca je przyjaźń, bowiem jawią się dla siebie nawzajem jako simply the best. Historię tę, wzorem poprzedniczki zatytułowanej „Facetom wstęp wzbroniony”, spisano językiem lekkim, acz niebanalnym, pełnym poczucia humoru z przerwami na wzruszenie. Przeczytana jednym tchem, być może w jedno popołudnie lub deszczowy wieczór, dostarczy powodów do uśmiechu i przeniesie, choć na chwilę, w świat zupełnie inny, a zarazem całkiem bliski. Pomyli się jednakże ten, kto odgórnie weźmie książkę za przejaw zbyt daleko idącego, przerysowanego feminizmu. Owszem, autorki stawiają na kobiecą siłęlecz równocześnie podkreślają, jak ważną na ich planecie rolę pełnią również mężczyźni. I nie chodzi tu o czarne charaktery. Tacy Lutkowie, Jakubowie czy nawet Arystotelesowie witani są na scenie życia z szeroko otwartymi ramionami, nierzadko spragnionymi przecież bliskości płci przeciwnej. I tak naprawdę przecież... facetom coś do tego.


wtorek, 8 sierpnia 2023

[RECENZJA] Jarosława Łytwyn i „Rok rozpusty Klausa Ottona Bacha”

Czy jesteście gotowi na niezwykłą podróż? Naszym celem okaże się Ukraina, a konkretnie jej niezbadane rewiry i jeszcze bardziej niezbadane oblicze. Naszym dopiero uczącym się na swoich błędach przewodnikiem będzie Niemiec poszukujący tu miłości, permanentnie zadziwiony zderzeniem z obcą mu kulturą. A wszystko w najnowszej powieści Jarosławy Łytwyn, „Rok rozpusty Klausa Ottona Bacha”, w Polsce opublikowanej pod szyldem Wydawnictwa Książnica.



Klaus Otto Bach to dość przeciętny mieszkaniec Kilonii. Kawaler po czterdziestce, lubi piwo, dobre jedzenie i... pewną damską część garderoby. No dobrze, jeżeli chodzi o ostatnie z wymienionych, wzbudza ono w Klausie coś więcej niż tylko sympatię. I tutaj zaczynają się kłopoty, choć na początku nic na taki stan rzeczy nie wskazuje. Mężczyzna poznaje przez internet młodą, atrakcyjną i, zdaje się, mocno zainteresowaną nim Ukrainkę. I kiedy relacja rozwija się coraz intensywniej, a Klaus zakochuje się po uszy, dziewczyna nagle znika, zacierając wszelkie po sobie ślady. Co robi zdesperowany i wypełniony nieodwzajemnionym uczuciem Niemiec? Porzuca dotychczasowe kotwice codzienności, rzuca się też na głęboką wodę i wyrusza w pogoń za wybranką, prosto do jej ojczystego kraju. Przygody, jakie stają się udziałem wykreowanego przez Jarosławę Łytwyn bohatera momentami są tak abstrakcyjne, że przywodzą na myśl niemal oniryczną rzeczywistość alternatywną, jednak jedyny sen, w jaki zapada bohater, jest snem na jawie. Snem o emocjach, takich na zawsze, bliskości w każdym jej wymiarze i zwyczajnym szczęściu pomiędzy dwojgiem ludzi. Czy odkryje je wśród różnic dzielących Niemcy i Ukrainę, Niemców i Ukraińców? Czy pokona przeciwności losu namnażające się na drodze ku spełnieniu? Czy opuści go jego wierny towarzysz pech? O tym przekonajcie się sami, sięgając po tę zabawną, ale też skłaniającą do refleksji książkę. A jeśli spodziewacie sztampowego zakończenia, bądźcie pewni, iż próżno go na tych kartkach szukać. Zatem czas na wycieczkę! Zaopatrzcie się w wygodne buty oraz w spory zapas... rajstop.


niedziela, 18 czerwca 2023

[RECENZJA] Sylwia Trojanowska i Malwina Kozłowska zapraszają do klubu „Facetom wstęp wzbroniony”

Kiedy w ręce spragnione świeżej lektury wpadła mi pozycja „Facetom wstęp wzbroniony” duetu pisarskiego Sylwia Trojanowska i Malwina Kozłowska, w pewnym sensie spodziewałam się, jakie za jej sprawą atrakcje zaplanowało dla swoich czytelników Wydawnictwo Książnica. Nie dałam się zaskoczyć, gdyż otrzymałam wszystko, czego oczekiwałam: dużo dobrego humoru, niebanalne rozwiązania i szaloną przygodę wciągającą od pierwszej do ostatniej strony.



Trzy skrzywdzone przez los przyjaciółki urządzają współczesną wersję sabatu czarownic i przygotowują harmonogram zemsty na oszustach i krętaczach oraz złodziejach, nie tylko serc. Tak w dużym skrócie jawi się fabuła książki „Facetom wstęp wzbroniony”. Nie brakuje tutaj śmiechu, skutecznych w swojej niespodziewaności pomysłów i zwrotów akcji przyprawiających o, nomen omen, zawrót głowy. Opowieść tę czyta się tak szybko, jak szybko zmieniają się stroje i nastroje bohaterek. Wbrew pozorom nie chodzi tu jednak o pean na cześć kobiecości, a tym bardziej o feministyczny manifest przemycony pod postacią lekkiej w odbiorze powieści. To nawet nie protest song zaśpiewany głosem Beaty Kozidrak. Tak naprawdę to historia o sile jednej z czołowych w życiu każdego człowieka wartości: przyjaźni. I mimo że autorki podkreślają jej damsko-damskie wydanie, kiedy zajrzymy głębiej, przekonamy się, iż wierzą one w moc płynącą ze wsparcia podarowanego przez drugą osobę bez względu na fakt, czy jest ona tej samej co my płci, czy wręcz przeciwnie. Wszak w świecie Ingi, Ani i Barbary znajdują się też, używając określenia prosto ze słownika stosowanego przez dziewczyny, egzemplarze, które, będąc rodzaju męskiego, okazują się być również mężczyznami. A te dwie kwestie nie zawsze idą w parze. Rzeczywistość bowiem nigdy nie będzie czarno-biała bądź różowo-błękitna, a kosmos nigdy nie ograniczy się wyłącznie do Wenus i Marsa. Przecież dowolny Jakub, Zenek lub Siergiej także może śmiało zakrzyknąć „girl power” i... zerknąć za próg „Facetom wstęp wzbroniony”


czwartek, 25 listopada 2021

[RECENZJA] Dagmara Kaźmierska i „Prawdziwa historia Królowej Życia”

Zapraszam do zapoznania się recenzją książki Dagmary Kaźmierskiej, „Prawdziwa historia Królowej Życia”, przyznanej mi dzięki uprzejmości ESPR Public Relations. 



Nastała ta pora roku, kiedy przyroda zawiesza się między jesienią a zimą, oferując swoim odbiorcom aurę dość szarą, żeby nie powiedzieć, iż ponurą. Długie wieczory, ciemne poranki... Wielu z nas tęskni za wyrazistością, a niestety próżno szukać jej za oknem. Na szczęście chodzą po naszej planecie istoty będące źródłem feerii barw i nie chodzi tu wyłącznie o nieprzeciętność wizerunku zewnętrznego... chociaż, oczywiście, istnieją przykłady osobowości łączących te dwa sposoby niebanalnego ustosunkowania do banalnej rzeczywistości. Za jedną z nich uznać należy niewątpliwie Dagmarę Kaźmierską, autorkę autobiografii „Prawdziwa historia Królowej Życia”

Tytuł nadany „Prawdziwej historii Królowej Życia” doskonale oddaje jej treść, pozycja ta stanowi bowiem płynny, dynamiczny zapis losów autorki. Dając sobie zielone światło, by na chwilę wrócić do przeszłości, Dagmara Kaźmierska opowiada o tym, z czym zmierzyła się na drodze ku teraźniejszości, drodze raz wyboistej, raz usłanej różami, raz krętej, raz prostej, acz niebanalnej. Fani „Królowych Życia” z pewnością nie zostaną zaskoczeni lekkością, z jaką ich idolka podróżuje po tematach niejednokrotnie dla niej niełatwych, dzielnie patrząc przez różowe okulary, co w dzisiejszych czasach jawi się jako podejście bardzo cenne, wręcz na wagę złota. Na uwagę zasługuje metoda prowadzenia narracji, wydarzenia nie są bowiem prezentowane w ścisłej chronologii. Ów zabieg sprawia, iż czytelnik czuje się niczym na niezwykle sympatycznym spotkaniu towarzyskim z dobrą znajomą przybliżającą mu swoje dzieje. A wątków i niespodziewanych zwrotów akcji nie brakuje, jak przystało na żywe srebro, jakim jest Dagmara, o czym przekona się każdy, kto sięgnie po tę lekturę zamkniętą w pięknej okładce i okraszoną licznymi zdjęciami wzbogacającymi przekaz o dodatkowy wymiar. 

Dagmara Kaźmierska królową życia była już od dawna, teraz jednak odnalazła się także w roli królowej dzierżącej berło w postaci długopisu czy pióra, za pomocą którego powstały notatki, podwaliny tej wyjątkowej książki, bezkompromisowej i szczerej, na wzór samej twórczyni. A ukoronowaniem tego procesu artystycznego okazuje się fakt, że na stronach gęsto pokrytych wspomnieniami dostrzec też można wartą zapamiętania konkluzję. Pozorne marzenie o niebieskich migdałach często prowadzi do realizacji skrytych w sercu pragnień, wystarczy tylko pokazać czerwoną kartkę nieuzasadnionym obawom i... żyć. Po prostu żyć pełnią siebie. 

zajrzyj po więcej:



wtorek, 26 października 2021

[RECENZJA] Henryk Czich i „Tacy byliśmy... czyli Universe znany i nieznany”

Zapraszam do zapoznania się z recenzją dwóch tomów książki „Tacy byliśmy... czyli Universe znany i nieznany” Henryka Czicha.



Patrzę na ciemniejące za oknem niebo, upstrzone tak wieloma gwiazdami, iż niejeden czerwony dywan mógłby mu pozazdrościć. Każda z nich snuje zapewne swoją własną opowieść: trochę o samotności, trochę o wolności, trochę o nieograniczonych perspektywach, trochę o przemijaniu. Te melancholijne przemyślenia aż proszą się o odpowiednie tło muzyczne. Ponieważ w te nostalgiczne zakątki przywiódł mnie widok niewielkiego skrawka wszechświata, a nierzadko potrzebuję odniesień trafnie dosłownych, sięgam po kompilację najważniejszych utworów Universe. To niejedyny towarzysz, jakiego wybrałam dla siebie na ten wieczór. Z półki mieszczącej książki przeznaczone do priorytetowego przeczytania zdejmuję oba tomy historii spisanej przez Henryka Czicha, o wspólnym tytule „Tacy byliśmy... czyli Universe znany i nieznany”. Gdy z odtwarzacza sączą się dźwięki w niezwykły sposób przemawiące do mojej duszy, zatapiam się w wyrazach oddziałujących na wrażliwość, jak się niedługo okaże, tak samo mocno.

Chłonąc pierwsze już zdania „Tacy byliśmy... czyli Universe znany i nieznany”, odnoszę nieodparte wrażenie, że ciała niebieskie, ściśle przecież związane z nazwą zespołu, z którym spędzam właśnie czas, miały tutaj sporo do powiedzenia. Język stosowany przez autora jest gładki niczym półkula północna Marsa. Poetyckość łączy się z przekazem jasnym i niczym wspomniana planeta łatwo dostrzegalnym. Czytelnika nie rozprasza przeładowanie środkami stylistycznymi, co skraca drogę do skupienia się na głównym wątku: pięknych, ale i smutnych losach legendarnej polskiej grupy muzycznej. Na uwagę zasługuje umiejętnie stworzona, unosząca się nad kartkami atmosfera. Obecność tej ostatniej stanowi opozycję do pozbawionego jej Merkurego. Warto bowiem zaznaczyć, iż propozycje biograficzne czy autobiograficzne niejednokrotnie zostają pozbawione klimatu, wszak koniecznego, by odbiorca zrozumiał choć fragmentarycznie przeżycia wewnętrzne danej postaci. Zaś zanurzając się w omawianej pozycji, w pewnym momencie zaczynamy czuć się jej częścią, obserwatorem skrywającym w kącie studia podczas sesji nagraniowej lub fanem śpiewającym przeboje Universe podczas koncertu. Krótko mówiąc, Henryk Czich sprawia, że czujemy się uczestnikami wydarzeń, teoretycznie dotychczas nam nieobcych, a równocześnie nie do końca poznanych. Zupełnie jak Ziemia. Dzieje grupy zbliżone są do Saturna, raz spokojnego, raz burzliwego, acz zdecydowanie daleko im do najzimniejszego w Układzie Słonecznym Urana.

Przyjemność płynąca z czytania wielka niczym Jowisz i tajemnice gotowe do odkrycia liczne jak te otaczające Wenus. O takie oto podsumowanie pokuszę się, przeczytawszy „Tacy byliśmy... czyli Universe znany i nieznany”. Jednakże w przeciwieństwie do Neptuna istnienie walorów artystycznych i emocjonalnych dostrzeżemy nie na podstawie chłodnych matematycznych kalkulacji, a na podstawie obserwacji nieba... a raczej wszechświata.

zajrzyj po więcej:



poniedziałek, 25 października 2021

Dagmara Kaźmierska wydaje autobiografię. Poznaj „Prawdziwą historię Królowej Życia”

Wielkimi krokami zbliża się premiera książki, która z pewnością stanie się ozdobą kolekcji każdego fana jednej z najbarwniejszych postaci polskiego show-biznesu. Już 15 listopada 2021 nakładem wydawnictwa ESPR ukaże się bowiem autobiografia Dagmary Kaźmierskiej, zatytułowana Prawdziwa historia Królowej Życia”.



„Królową byłam zawsze. Od wielu lat wiem, jak smakuje sława – czytamy w opisie od wydawcy. – Kotlinie Kłodzkiej znali mnie wszyscy. Nie ma się czym chwalić, kryminał to nie pierwszy rząd w operze. 
Ale gdybym udawała, że tego nie było, byłabym hipokrytką. Nie będę opowiadać bzdur, że byłam na wczasach w Ameryce. Nie zamierzam też ronić teraz krokodylich łez. One nie zmażą tego, co było. Zdawałam sobie sprawę, że igram z prawem. Wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała za to zapłacić. 
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – gdyby nie więzienie, nie trafiłabym do telewizji i nie doceniłabym też wielu innych rzeczy, nad którymi się wcześniej nie pochylałam. Teraz zna mnie cała Polska”. Jak wyglądało dzieciństwo Królowej Życia, dlaczego nie została na stałe w Niemczech oraz czy miłość wszystko wybacza i jest w stanie pokonać wszelkie przeciwności losu? O tym w pierwszej części autobiografii niekwestionowanej Królowej – Dagmary Kaźmierskiej.

środa, 11 sierpnia 2021

[RECENZJA] Kamil Baleja i „Poza anteną. Gdy gaśnie czerwona lampka”. Wszystkie dobre strony radia

Od lat związany z mediami Kamil Baleja postanowił przelać swoje barwne doświadczenia na papier, uchylając przed nami, czytelnikami, rąbka tajemnicy tego magicznego pudełka będącego stałym gościem w domach większości z nas: radia. Tematyka jest mi na tyle bliska, że już przed lekturą czułam, iż książka ta ma szansę stać się jedną z moich ulubionych. Czy tak się wydarzyło? Zapraszam do zapoznania się recenzją odpowiadającą na owo pytanie!



Przychodzi późne popołudnie. Wracam z pracy, generalnie przeze mnie lubianej, lecz mimo wszystko na kilka godzin odseparowującej od jednej z najcenniejszych rozrywek: pochłaniania książek. Trudno bowiem mówić o zwyczajnym czytaniu, kiedy każda z lektur to przygoda, podróż, wycieczka w nieznane. Staję przed domową biblioteczką i zastanawiam się, na jaki tytuł zdecydować się tym razem. Marzy mi się zestawienie niestandardowe: trochę muzyki, trochę humoru, trochę elementów rodem z powieści sensacyjnej. Czy taka mieszanka w ogóle istnieje? Patrzę na stos najnowszych w kolekcji książek, niecierpliwie czekających w kolejce. Którą z nich wybrać? Nagle mój wzrok pada na propozycję od Kamila Balei„Poza anteną. Gdy gaśnie czerwona lampka”. Przecież dokładnie tego szukałam! Sięgam po zwycięzcę tego skromnego plebiscytu, ignoruję niezadowolone głosy pozostałych jego uczestników i wreszcie znajduję czas wyłącznie dla siebie. No dobrze, może jeszcze dla kota, z którym przez chwilę walczę o najwygodniejszy w mieszkaniu fotel. Kończymy tę dyskusję kompromisem: siadam na brzegu mebla, zwierzak zaś zajmuje większość siedziska. Odchylam żółtą okładkę, umierając z ciekawości i nie wiedząc, iż za moment będę umierać także ze śmiechu.


Z pewnością nie zostanie odebrane jako nadużycie stwierdzenie, że „Poza anteną. Gdy gaśnie czerwona lampka” posiada cechy sprzężonej z nią dziedziny sztuki, czyli muzyki. Dynamiczna, z mocnymi akcentami przypomina rockowe piosenki. Łączy ją z nimi ponadto zespołowość, dzięki ważnej roli odgrywanej tutaj przez dialogi. Przytaczane wypowiedzi to riffy, a barwne, naszpikowane niebanalnymi, trafionymi w punkt porównaniami opisy przedstawione przez autora są jak porywające, budujące napięcie solówki. Nie sposób mówić o zawracaniu gitary!

Melodyjność, a więc płynność akcji, oraz refreny, w postaci licznych humorystycznych wtrąceń, upodabniają książkę do przeboju pop. Łatwo dojść do wniosku, iż jest prawdziwym hitem. Pokusiłabym się wręcz o konkluzję, że pewne ukute przez Kamila Baleję arcydziełka słowne wejdą do kanonu językowego i, cytowane przez niejednego odbiorcę, zaczną żyć własnym życiem. 

A hip-hop? Rytmiczne podawanie tekstu uznaję bez żadnych wyrzutów sumienia za wspólny mianownik omawianej pozycji z tym właśnie gatunkiem. Nie brak tu też inteligentnego przekazu typowego dla dobrych hiphopowych piosenek.

Cały ten jazz! Niekoniecznie improwizacja, ale mnóstwo ozdobników i mnogość zaangażowanych instrumentów jak najbardziej tak: oto następne chwyty zastosowane podczas pisania tej powieściowej autobiografii lub autobiograficznej powieści.

Wreszcie szalone, kolorowe, ukochane przeze mnie disco stanowiące antonim nudy, jednostajności i przewidywalności. Uwzględniając tę krótką deskrypcję, bez żadnych przeszkód dostrzeżemy wyróżniki określające równocześnie muzykę dyskotekową i tę wyjątkową książkę.


Kamil Baleja okazał się mistrzowskim przewodnikiem po świecie radiowca. Zanurzając się w fabule, a warto podkreślić, iż fabuła nie jawi się jako standardowa część składowa biografii, przenosimy się w zupełnie inną, stworzoną niezwykle plastycznie rzeczywistość. Czerwona lampka gaśnie, ja daję Wam zielone światło, by zwrócić czytelniczą uwagę na „Poza anteną”. Bowiem na jej stronach po prostu wszystko... gra!


zajrzyj po więcej: