W naszym najnowszym wywiadzie Agnieszka Chrzanowska opowiedziała między innymi o tym, jakie role pełniła sztuka podczas pandemii. Artystka poruszyła również temat jubileuszu swojej pracy, a także związanych z nim premier i atrakcji dla fanów. Zapraszamy do lektury!
Czarno na Czarnym: Niedawno światło dzienne ujrzał Twój najnowszy singiel, „To jeszcze nie koniec”. O jakim końcu, a raczej jego braku, śpiewasz?
Agnieszka Chrzanowska: Ostatni czas obfitował w niezwykle trudne sytuacje, z którymi wszyscy musieliśmy się zmierzyć i mierzymy się nadal. Mam tu na myśli zarówno kwestię związaną z niejednoznacznymi informacjami dotyczącymi szalejących wirusów, jak i dramatyczne wieści zza wschodniej granicy. Każdy radzi sobie, jak może z tym, co dzieje się z naszym światem, a pewne jest, że ulega on dynamicznym zmianom. To, do czego byliśmy przyzwyczajeni, to, co lubiliśmy, to, co sobie często z trudem poukładaliśmy, zostało zdekonstruowane. W chwilach zwątpienia, w tym trudnym czasie, myśląc o poprawieniu nastroju sobie i innym, poczułam potrzebę opisania stanu oczekiwania na niewiadome, opisania strachu, niepokoju, żalu oraz wypowiedzenia myśli, która będzie trzymała mnie w pionie, bez względu na wszystko. Pierwsze przyszło mi do głowy proste zdanie – „To jeszcze nie koniec”, potem pomału pojawiły się kolejne wersy. Ostatecznie powstała piosenka, która może się przydać w każdej indywidualnej sytuacji, na każdym życiowym zakręcie. Czuję, że jest w nią wpisana nadzieja, która przecież nie umiera nigdy. Czasem o tym zapominany, ale kiedy coś nam o tym przypomni, to wszelkie zawirowania zdecydowanie łatwiej jest przetrwać.
Czarno na Czarnym: Mówisz, że „tekst piosenki powstał jako poetyckie remedium na chwile niepewności i inspiracja do pozytywnego myślenia”. Jak wielką moc, Twoim zdaniem, ma sztuka w walce z negatywną postawą wobec życia?
Agnieszka Chrzanowska: Bez sztuki nie mielibyśmy pojęcia absolutnie o niczym, co działo się z człowiekiem na przestrzeni tysiącleci. Gdyby
nie architektura, literatura, wszelkiego typu sztuki plastyczne, malarstwo czy rzeźba nie mielibyśmy żadnej wiedzy, jak żyli nasi przodkowie, jakie mieli umiejętności, obrzędy, obyczaje. Być może nie wszyscy na co dzień o tym myślimy, ale sztuka zawsze odgrywała i odgrywa wielką rolę i miała swoją funkcję. Czas pandemii bardzo dobitnie nam o tym przypomniał, że człowiek jest istotą duchową i naprawdę potrzebuje duchowej strawy. Ludzie słuchali bardzo dużo muzyki, czytali dużo książek, polecali sobie filmy. Co by było, gdyby tego wszystkiego nie było lub nie było do tego dostępu? Każdy przejaw działalności artystycznej ma w sobie energię, która została poświęcona do jego stworzenia. Każde słowo ma swoją częstotliwość i w związku z tym swoje oddziaływanie. Dobre słowo może zmienić nastawienie, zainspirować, zachęcić do innego spojrzenia na problem, do zatrzymania się, ochłonięcia i zastanowienia, co może zmienić bieg zdarzeń, czasem uratować życie.
Czarno na Czarnym: Utworowi towarzyszy poruszający w swoim symbolizmie teledysk. Czy możesz opowiedzieć o pomyśle na tę ilustrację?
Agnieszka Chrzanowska: Myśląc o obrazie do tej piosenki, od razu widziałam tańczącą parę, która będzie odzwierciedlać potrzebę bliskości. Doświadczenia pandemiczne spowodowały, że przez pewien czas ludzie nie wiedzieli nawet, jak się ze sobą witać, często też rezygnowali ze spotkań. Czułam, że tancerze muszą tańczyć w pustym teatrze, bo przecież przez dwa lata teatry były puste. Ewa Kałat, która jest autorką zdjęć, zadbała, żeby nowoczesny taniec wyglądał poetycko, a Kasia Kleszcz i Jarek Kruczek zatańczyli bardzo sugestywnie zadany temat. Oczami wyobraźni widziałam też ujęcia pustego Krakowa, smutnego, opustoszałego, takiego jaki był w czasie obostrzeń. Kiedy zaczęliśmy pracę nad teledyskiem, Michał Jedynak, kierownik produkcji, z którym od lat współpracuję, odnalazł krakowskiego operatora drona i jego ujęcia zrobione na początku pandemii, na których zarejestrował ten apokaliptyczny czas i w ten sposób moja wizja się zmaterializowała. Osobnym zabiegiem było użycie ujęć pustego Krakowa jako tła do tańca i mojego występu, podczas którego towarzyszył mi gitarzysta Jarosław Meus. Początkowo jest wrażenie, że jesteśmy gdzieś w mieście, ale szybko się okazuje, że to tylko projekcja. Taką mieliśmy rzeczywistość. Zalecane było pozostawanie w domu, izolacja. W tej chwili zupełnie inne powody innych ludzi zmuszają do życiowych zmian, do rozstań, tłumienia emocji, chronienia się, żeby przetrwać w ekstremalnych okolicznościach.
Czarno na Czarnym: „To jeszcze nie koniec” stanowi uzupełnienie roku jubileuszowego podsumowującego ćwierćwiecze Twojej pracy artystycznej. Jak świętujesz tę podniosłą rocznicę?
Agnieszka Chrzanowska: Najlepszym sposobem na świętowanie jest koncertowanie i w ostatnim czasie spotykaliśmy się z publicznością, prezentując przegląd utworów od najstarszych do ostatnich, zestawiając je ze sobą i robiąc swoisty rachunek sumienia. Warto czasem sprawdzić, które zawarte w piosenkach wartości, poglądy i przekonania okazały się trwałe, a które nie :). Pierwszym utworem zaśpiewanym przeze mnie w Piwnicy pod Baranami w 1996 roku był „Niebieski mąż” z tekstem Zbyszka Książka i od tego utworu właśnie zaczynam moją podróż przez archiwum wspomnień i emocji, czyli kolejne piosenki podczas Jubileuszowych Koncertów.
Czarno na Czarnym: Z okazji tej ukażą się również wznowienia Twoich albumów. Będzie to dokładne ich odtworzenie czy też przewidziane są pewne modyfikacje?
Agnieszka Chrzanowska: Znakomicie się złożyło, że właśnie teraz wrocławskie wydawnictwo LUNA MUSIC POLSKA wznawia wszystkie moje płyty. Niektóre po dwudziestu trzech latach, niektóre po osiemnastu, inne po piętnastu... Długo ich nie było. W najbliższym czasie, jako jedna z ostatnich, zostanie wznowiona moja pierwsza płyta, „Słowa”, nagrana na przełomie 1995/96. To były inne czasy, więc była wydana w formie kasety, teraz dostanie dosłownie nowe życie. To moja najdziwniejsza płyta, bo w tamtym czasie korzystałam głównie z mojego Korga M1, tworząc aranżacje. Część moich kompozycji zaaranżował Maciej Skolud, także korzystając z instrumentów klawiszowych. Od takiej formy pracy odeszłam szybko, jak tylko zaprzyjaźniłam się z krakowskim środowiskiem znakomitych muzyków. Parę akustycznych instrumentów można już wprawdzie usłyszeć na płycie „Słowa”, w postaci altówki Pawła Odorowicza, trąbki Władka Grochota i instrumentów perkusyjnych Marka Smoka Rajssa, ale prawdziwe akustyczne granie zaczęło się na płycie „Nie bój się nic nie robić”, której premiera miała swoją premierę w 1998 roku. Od początku chciałam, żeby wszystkie te albumy były dostępne w niezmienionej formie. Są dla mnie skończonymi całościami i nie chciałam teraz jeszcze niczego w nich zmieniać. Może kiedyś wybiorę ze wszystkich moich piosenek kilkanaście i spojrzę na nie inaczej, ale zważywszy na to, że mam prawie gotowe do nagrań dwie nowe płyty, to modyfikacje muszą poczekać.
Czarno na Czarnym: Planujesz ponadto zaprezentowanie płyty z materiałem premierowym, „Bez Ciebie ja, to nie ja”. Jakie będzie owo wydawnictwo?
Agnieszka Chrzanowska: To będzie trzynaście premierowych piosenek, z których tytułowa „Bez Ciebie ja to nie ja” wskazuje na główny motyw moich rozmyślań. Wszyscy na siebie wzajemnie wpływamy, a jaki jest to rodzaj oddziaływania, w ogromnym stopniu zależy od naszych decyzji. To, czy emanujemy dobrą energią, ciepłem, spokojem, harmonią ma ogromneznaczenie dla nas samych, dla naszych bliskich i całego otoczenia. Kilka utworów mówi o znaczeniu rozmaitych nieprzypadkowych przypadków i ich wpływie na nas i nasze życie. Skupiam się też na zdarzeniach, które w pierwszej chwili oceniamy jako negatywne i próbuję odczytać ich prawdziwy sens. Mam nadzieję, że uda nam się pięknie nagrać akustyczne instrumenty, jak to bywało na większości poprzednich płyt, choć nie wykluczam małych eksperymentów, ale nie chcę zdradzać szczegółów :).
Czarno na Czarnym: Czekamy zatem na efekty :). Dziękuję za rozmowę!
zajrzyj po więcej:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz