Szymon Pejski wie, jak wiązać „Koniec” z końcem... taki bowiem tytuł nosi jego najnowszy, niedawno opublikowany singiel. Z okazji premiery wokalista udzielił nam wywiadu, do lektury którego zapraszamy. Miłej lektury!
Czarno na Czarnym: To „Koniec”... czekania, oto bowiem ukazał się Twój najnowszy singiel. Czy poczułeś, że nadeszła właściwa na premierowy materiał pora?
Szymona Pejski: Masz rację, od wydania mojej pierwszej płyty minęło już sporo czasu, ale to nie znaczy, że próżnowałem. Grałem dużo koncertów, zacząłem współpracować zespołem Chłopcy z Placu Broni. To był bardzo intensywny czas. Powstało w nim kilka nowych piosenek, ale to jakoś ciągle nie było to, ciągle czegoś szukałem. I właśnie wtedy, na koniec, powstał „Koniec”. To chyba sama piosenka wybrała moment, a nie ja.
Czarno na Czarnym: Ów singiel zwiastuje Twoją następną płytę. Czy na bieżącym etapie możesz już odsłonić kilka kart z nią związanych?
Szymona Pejski: Jak na razie nie chciałbym zdradzać zbyt wiele. Na pewno całość będzie miała podobny klimat do singla, taki pozytywny. Czuję, że to jest dobry czas w moim życiu i to na pewno będzie słychać na płycie.
Czarno na Czarnym: Co więcej, utwór otwiera następny etap Twojej solowej kariery. Zatem czy powstające obecnie numery będą różnić się stylistycznie od Twojej dotychczasowej twórczości?
Szymona Pejski: Na pewno będzie w nich słychać mnie. Moje wcześniejsze kawałki to ja, stamtąd przyszedłem. Ale nie stoję w miejscu, idę dalej, ewoluuję, więc na pewno nie będzie to to samo. Bo ja nie jestem już taki sam.
Czarno na Czarnym: Twoje debiutanckie wydawnictwo nosi tytuł „Piosenki o miłości”. Czy i tym razem należy spodziewać się podobnej tematyki?
Szymona Pejski: Przypomina mi się taki tekst, ze świetnego kabaretu, że o miłości powstało już milion piosenek... A ta będzie milion pierwsza. To trochę tak jest. Dobrze się śpiewa o miłości, dobrze się o niej pisze. Nie mówię, że to będzie jedyny poruszany temat, ale na pewno znajdzie się tam kilka takich pozycji. Chyba jestem romantykiem.
Czarno na Czarnym: A jakich historii nigdy nie opowiedziałbyś w swoich piosenkach?
Szymona Pejski: Niewiele jest takich tematów. Czasem mam wrażenie, że coś jest zbyt osobiste, żeby o tym śpiewać, a czasem w moich piosenkach słychać całego mnie. Moja muzyka w większym stopniu odnosi się do emocji, porusza tematy bliskie mnie, ale też ogólnie bliskie człowiekowi. Na pewno nie chciałbym śpiewać o czymś, co nie byłoby prawdziwe.
Czarno na Czarnym: Jesteś zwolennikiem albumów koncepcyjnych czy zróżnicowanych? Zarówno jako słuchacz, jak i twórca czy wykonawca.
Szymona Pejski: Lubię, kiedy płyta tworzy pewną całość, ale nie na siłę. Płyty koncepcyjne są fajne, tylko osobiście czasem mam wrażenie, że koncepcja jest ważniejsza od muzyki. Z mojej perspektywy do niedopuszczalne. To muzyka jest najważniejsza. Muzyka i emocje, które z sobą niesie. A emocjom czasem ciężko jest dopasować się do jakiejś konkretnej koncepcji.
Czarno na Czarnym: O czym marzy artysta w dzisiejszych czasach?
Szymona Pejski: Rzadko się nad tym zastanawiam. Staram się po prostu chwytać swoje marzenia i je realizować, zamiast o nich myśleć. Najważniejsze jest dla mnie to, że robię to, co kocham. Ale trochę marzy mi się czasem brak ograniczeń, tak, żeby można było zrealizować nawet te najbardziej szalone pomysły. A pomysłów mam co niemiara.
Czarno na Czarnym: I realizacji tych wszystkich pomysłów właśnie Ci życzę. Dziękuję za rozmowę!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz