Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Slice me Nice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Slice me Nice. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 października 2022

Fancy i jego diamentowa płyta. In OUT Records prezentuje album „Diamonds forever (part 1)”

Kto mianuje się fanem muzyka od blisko czterech dekad znanego jako Fancy, ten wie, że ów artysta jest niewyczerpanym źródłem pozytywnych zaskoczeń oraz hitów, za które pokochał go cały świat. A gdyby tak połączyć te dwie kwestie i stworzyć album stanowiący zestaw równocześnie przebojów i niespodzianek? Nic prostszego! In OUT Records zapowiada wydawnictwo „Diamonds forever (part 1)” zawierające takie legendarne utwory, jak „Chinese eyes”, „Slice me nice” czy „Flames of love” w zupełnie nowych wersjach. Te Diamenty będą prawdziwym skarbem w kolekcji każdego miłośnika najlepszych brzmień!



Data premiery nie została jeszcze ujawniona, jednak krążek można już rezerwować, kontaktując się z wytwórnią pod adresem inoutrecords@hotmail.com lub przez profil na Facebooku. Zachęcamy do skorzystania z tej opcji. Wasze unikatowe egzemplarze czekają na Was!




zajrzyj po więcej:


piątek, 21 sierpnia 2020

Twórca ponadczasowych hitów w nowym filmie Klausa Lemkego

Jego największe hity zna chyba każdy. Któż bowiem nie słyszał takich niekwestionowanych przebojów, jak „Flames of love”, „Chinese eyes” czy „Slice me nice”? Teraz ich twórcę zobaczymy na wielkim ekranie w nowym filmie Klausa Lemkego, „Ein Callgirl für Geister”! W jaką postać wcielił się Fancy, gdyż to o tym artyście mowa? Mieszkańcy Niemiec przekonają się na własne oczy w najbliższą niedzielę, bowiem premiera odbędzie się właśnie 23 sierpnia 2020, podczas festiwalu Filmfest München PopUp. A tymczasem przeczytajcie o kilku ciekawostkach prosto z planu.

źródło: merkur.de


Na potrzeby „Ein Callgirl für Geister” Fancy gra rolę piosenkarza, dni świetności mającego już dawno za sobą. Pragnie wrócić przed mikrofon, a na razie pracuje jako... przedsiębiorca pogrzebowy. Wziąłem udział z szacunku i dla zabawy  mówi w wywiadzie dla magazynu „TZ”  Klaus cieszy się dobrą opinią. Ale nigdy nie wiadomo, co zrobi z tym materiałem.


„Ein Callgirl für Geister” to nie tylko opowieść o przedsiębiorcy pogrzebowym. Chodzi tu blondynkę w białej sukience i w białym Fordzie Gran Torino  – podsumowuje Lemke. – O kobietę będącą „szampanem dla oczu, trucizną dla reszty”. Pozbyła się swoich ofiar w Wenecji. W kanale. Faktycznie, w fabule owego klimatycznego filmu nie brakuje przestępstw... lecz ma on także zaskakująco poetyckie zakończenie. Zdjęcia zostały zrealizowane latem ubiegłego roku, na kilkuset metrach między Copy Oasis przy Amalienstraße a Art Academy, czyli w miejscu kojarzonym z wieloma dotychczasowymi efektami pracy Lemkego.

Myli się jednak ten, kto sądzi, że „Ein Callgirl für Geister” to debiut aktorski wokalisty i producenta w jednej osobie. Na przełomie lat 60. i 70. mogliśmy zobaczyć go w serialu Komische Geschichten mit Georg Thomalla”, gdzie zaprezentował się w niezwykle barwnym epizodzie, udowadniając, iż muzyka nie jest jedyną dziedziną sztuki stanowiącą jego mocną stronę. 




zajrzyj po więcej:

środa, 1 lipca 2020

Fancy wystąpi w Twoim mieście? Zamów koncert legendarnego artysty!

Fancy to gwiazda lat osiemdziesiątych (i nie tylko!) oraz nieprzeciętnie utalentowany, pełny klasy artysta. Jest wokalistą, autorem tekstów, kompozytorem i producentem muzycznym, ale także wyjątkowo ciepłym, sympatycznym i otwartym człowiek. Tess Teiges, gdyż pod takim pseudonimem znamy go poza sceną, wzbudza niesamowity szacunek, a równocześnie dystans na linii idol – fan zupełnie nie istnieje. Połączenie doskonałe. 

Koncerty charakteryzują się potężną dawką energii, a charyzmatyczny Fancy prezentuje zestaw swoich największych hitów, bez których świat byłby znacznie uboższy. Któż bowiem nie kojarzy i nie ceni takich evergreenów, jak „Flames of love”, „Chinese eyes” czy „Slice me nice”

Jesteś właścicielem klubu muzycznego, organizujesz imprezy artystyczne? Zatem Twoi goście mogą usłyszeć między innymi te właśnie przeboje na żywo! Wystarczy z korzystać z danych kontaktowych podanych poniżej. I do zobaczenia wśród płomieni miłości!


dane do kontaktu z organizatorem

numer telefonu: +48 666 969 885
strona oficjalna: www.koncertypolska.pl
Fancy – Koncerty Polska na Facebooku: www.facebook.com/FancyPolska
Fancy  Koncerty Polska na Instagramie: www.instagram.com/FancyKoncerty
KoncertyPolska na Facebooku: www.facebook.com/koncertydisco
KoncertyPoland na Instagramie: www.instagram.com/KoncertyPoland


zajrzyj po więcej:

środa, 23 października 2019

[WYWIAD] Fancy: „Ludzie potrzebują nie tylko muzyki, ale też żywego show” (rozm. Autoradio Ufa, tłum. Paulina Kalinowska)

Z radością prezentuję Wam moje kolejne tłumaczenie wywiadu z Fancym. Tym razem jest to wywiad telefoniczny, którego artysta udzielił przedstawicielom radia Autoradio Ufa w związku ze zbliżającym się koncertem w Rosji. Oryginalny zapis rozmowy, w języku rosyjskim, został opublikowany 21 października br.

Przyjaciele, 30 listopada, na imprezie pod hasłem „Dzień Kierowców”, wszyscy czekają na występ Fancy'ego. 

Fancy  idol lat 80.! Skontaktowaliśmy się z nim telefonicznie i trochę porozmawialiśmy. Z jakiego powodu wokalista otrzymał w Rosji przydomek Pozharsky? Co dała mu szkoła klasztorna? I dlaczego muzyk lubi obcować z tygrysami? 

Manfred (imię nadane mu przy urodzeniu), po piosence „Flames of love” („Płomienie miłości”) nadano Ci w Rosji przydomek Pozharsky.

Tak, ponieważ powstała rosyjska wersja tego utworu. Zatytułowana „Lyubvi pozhar”. Ogień miłości, miłości ogień. Morze miłości, tonę raz za razem. Ogień miłości! [śpiewa po rosyjsku]

Jaka dobra wymowa!

Dziękuję.


Długo nad tym pracowałeś?

Długo. Ale jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem włączyć do swojego albumu rosyjską wersję tej piosenki.


Twój pseudonim sceniczny to Fancy, co tłumaczy się jako „fantastyczny, niezwykły”. Pasuje do Ciebie idealnie. Weźmy chociażby ten oryginalny wizerunek. Kto to wymyślił? 

Ja sam. Uwielbiam jasne kostiumy i ekstrawaganckie tancerki. Ludzie potrzebują nie tylko muzyki, ale też żywego show. Stąd moja szokująca pasja do efektów specjalnych. 


Na poważnie interesujesz się również astrologią i ezoteryką.

Tak, po raz pierwszy wciągnąłem się dwadzieścia lat temu. Wydało mi się to bardzo interesujące. I muszę powiedzieć, do jakiego wniosku doszedłem przez wiele lat badań – to działa. Porównałem ludzi o tym samym znaku, rozpoznałem znaki moich przyjaciół i w końcu znalazłem mnóstwo zbiegów okoliczności...

Co możesz powiedzieć o sobie jako o zodiakalnym Raku? Czy jesteś osobą wrażliwą?

Tak, jestem wrażliwy. Rak to znak wodny. Jak Skorpion czy Ryby. Nawiasem mówiąc, zawsze łatwo znajduję wspólny język ze znakami wodnymi. A także ze stabilnymi znakami ziemi. My, Raki, jesteśmy czasem zbyt wrażliwi. Jeśli nagle zamkniemy się w sobie, doświadczamy wszystkiego w środku. Ale każdym znak ma swoje wady i zalety. 

Jesteś też bardzo uparty lub zdecydowany. Twój ojciec nie podzielał Twojej miłości do muzyki i wysłał Cię do szkoły klasztornej. A mimo wszystko zostałeś piosenkarzem. Ojciec przyznał, że się mylił? 

Uczęszczałem do gimnazjum przy klasztorze. Przez kilka lat uczyłem się łaciny i starożytnej greki – języków, którymi od długiego czasu nikt się nie posługuje. W szkole było mi bardzo ciężko. Jednak patrząc wstecz, myślę, że ta szkoła mnie zahartowała. Potem zacząłem grać na gitarze. Stworzyłem swój zespół, a ojciec odpuścił. I nawet zaczął ze mną pracować. 

Sława przyszła do Ciebie dość późno – w wieku trzydziestu ośmiu lat, po utworze „Slice me nice”. Co pomogło w tym, by nie poddać się i uwierzyć?

Produkowałem, komponowałem. Promowałem innych artystów. Lecz pewnego dnia musiałem nagrać piosenkę „Slice me nice” i żadnego z wykonawców nie było w studiu. A więc nagrałem ją sam. W tej formie poszła do radia i stała się niezwykle popularna!

Manfred, w wolnym czasie lubisz zajmować się tygrysami. Czy to nie jest niebezpieczne hobby?!

W połowie lat 90. pracowałem w Las Vegas. Brałem udział w show, gdzie na scenie pojawiały się tygrysy. Wróciłem do Niemiec i dowiedziałem się, że w naszych cyrkach tygrysy trzymane są w klatkach i prawie nie mają miejsca. Zbudowałem specjalną wolierę na Słowacji. Obecnie mamy tam nawet tygrysa syberyjskiego. Tygrysy syberyjskie to największe koty na świecie. Rosły w moich ramionach. Na początku były małe, teraz dorosły. Rozpoznają mnie i dobrze się ze mną komunikują. 

Mówi się ponadto, że masz w domu lwa?...

Miałem dwa lwiątka. Ale rosły tak szybko, że przekazałem darowiznę i zbudowano dla nich zagrodę. Teraz są już duże. Opowiem Ci także historię. Mieliśmy psa, tygrysa i świnię. I dorastały razem.

A jak one koegzystowały?

Zachowywały się bardzo inteligentnie. I najciekawsze – świnia rządziła wszystkimi. Kiedy przyniesiono im jedzenie, najpierw jadła ona. Tygrys i pies musiały czekać. 

Czy lubisz Rosję?

Byłem w Rosji wiele razy. Sądzę, że Wasz naród ma bardzo głęboką duszę.

A jak Ci się podoba Ufa?

Mieszkają tu bardzo gościnni ludzie i bardzo piękne dziewczyny.

Jako osoba lubiąca astrologię, powiedz mi, czego możemy spodziewać się po nadchodzącym 2020 roku.

Myślę, że ten rok dobrze się sprawdzi. I nie wolno nam zapomnieć, iż pomimo że jesteśmy na różnych łodziach, mamy jedną planetę. Musimy czynić lepszym życie naszych bliskich, przyjaciół i sąsiadów. I życzę wszystkim powodzenia!

Zatem spotykamy się 30 października w bawarskiej restauracji klubowej Maximilian's, gdzie wśród zaproszonych gwiazd pojawi się i Fancy.


źródło: vk.com/wall-42666162_8269


wtorek, 24 września 2019

[WYWIAD] Fancy: „Występy w Rosji są dla mnie najlepsze!” (rozm. Arsenij Baturin, tłum. Paulina Kalinowska)

Poniżej znajdziecie moje tłumaczenie wywiadu udzielonego Arsenijowi Baturinowi ze strony DiscoClub.ru, będącemu ponadto autorem tekstu. Rozmowa odbyła się przy okazji koncertu Fancy'ego w Rosji i została opublikowana 21 sierpnia 2019. Jest to mój debiut w przekładzie  z języka rosyjskiego, więc wyrozumiałość mile widziana! :) A teraz zapraszam do lektury :). 

Trzeci sezon festiwalu „Srednerusskaya Vozvyshennost'” w „Złotym Grodzie” w 2019 roku zostanie na długo zapamiętany przez publiczność. Przede wszystkim, oczywiście, ze względu na niezapomniane spotkania z legendami muzyki światowej. Po drugie, z uwagi z fakt, że wiele z tych spotkań odbyło się w trudnych warunkach pogodowych: w zimnie, czasem w ulewnym deszczu i przy przeszywającym wietrze. Na szczęście takie warunki pogodowe nie powstrzymały fanów: była sobota i większość stałych widzów festiwalu przyjechała do „Złotego Grodu” pomimo wichrów i ulewy. 

17 sierpnia okazał się właśnie taki. Pogoda zdawała się podejmować wszelkie możliwe próby zakłócania koncertu. I był to dzień, w którym na festiwal przybył Fancy (Manfred Alois Segieth) – artysta, którego bez odrobiny przesady można nazwać legendą muzyki disco, który stworzył brzmienie Hi-Energy i jego elementy stosowane do dziś. Wielu na niego czekało i, rzecz jasna, pojawienie się imienia Fancy na plakacie festiwalowym stało się prawdziwym wydarzeniem dla wszystkich miłośników muzyki europejskiej lat 80. i 90. XX wieku.


Złapaliśmy mistrza na scenie, po południu, około godziny 16. Była próba dźwięku i Fancy koncentrował się na wybiegu, sprawdzając brzmienie ścieżek dźwiękowych. Na szczęście wszystko było w porządku, był zadowolony, wkrótce zeszedł ze sceny i skierował się do bram „Złotego Grodu”. Po drodze dogonili go fani, a Manfred chętnie robił zdjęcia ze wszystkim zainteresowanymi. Warto zauważyć jego bardzo życzliwe i uważne podejście do społeczeństwa. Po raz kolejny można dostrzec, iż prawdziwi artyści światowej klasy, którzy w historii muzyki zasłużyli sobie na sławę, w zwykłym życiu są często absolutnie prostymi, nieobciążonymi „gwiezdnej chorobą” ludźmi. Tak jak i Fancy. Zrobił zdjęcie także z nami i przeszedł główną bramą do recepcji hotelu. Wrócił po paru minutach od zniknięcia za drzwiami. Potem przy recepcji zauważyliśmy zdjęcie artysty  już podpisane. W wyniku naszej propozycji, by Fancy zapozował z tym portretem, a przystał na nią z przyjemnością, narodziło się zdjęcie rozpoczynające ten artykuł.


Następnym razem spotkaliśmy się przed jego występem na scenie festiwalu. Fancy miał już na sobie jedną z charakterystycznych błyszczących marynarek koncertowych i był gotowy odpowiedzieć na nasze pytania.

Fancy, cieszymy się, że widzimy Cię na naszym festiwalu!
Tak, też jestem bardzo szczęśliwy! Wspaniali ludzie, wspaniały weekend, ale, niestety, pada deszcz. Wszystko inne jest idealne!

Jakie są Twoje wrażenia z wizyty w „Złotym Grodzie”? Czy byłeś już w takich miejscach?
Powiem Wam, że byłem naprawdę zaskoczony, kiedy tu przybyłem. Nigdy nie widziałem takiego hotelu, jak ten tutaj. Park jest dość duży, bardzo czysty, interesujący, czarujący. Jestem pod wrażeniem!

W tym roku ma miejsce rocznica opublikowania singla „Slice me Nice”. Nagrałeś go i wydałeś trzydzieści pięć lat temu, w 1984 roku. Wtedy też pojawił się Twój pseudonim. Dlaczego w tym celu zostało wybrane akurat słowo „Fancy”? Czy to jest jakaś wiadomość?
„Fancy” to angielskie słowo. Można go używać w znaczeniu „fantasy” fantastyczny, dziwaczny. Okazało się, że mam fancy-styl. Ale ogólnie – tak właśnie tworzę muzykę. Lubię nosić ten pseudonim.

Od wielu lat wszyscy Twoi fani zastanawiają się nad tym, jak nagrywasz muzykę. Czy miałeś jakichś muzyków? A może całe brzmienie powstało wyłącznie w studiu, dzięki profesjonalnym inżynierom dźwięku?
Zacząłem pracować w latach 70., mieliśmy tylko muzyków.  Wtedy nie było komputerów. I pierwszą osobą z syntezatorem był mój przyjaciel, Giorgio Moroder. Później napisał hit dla Donny Summer, „I Feel Love”. Zastosowano tam sekwencer. (Album Donny Summer „I Remember Yesterday” ukazał się 13 maja 1977 roku i znany jest zwłaszcza z ostatniej piosenki, „I Feel Love”, w której Giorgio Moroder zaczął eksperymentować poprzez wprowadzanie elektroniki i brzmień tanecznych. Jeśli stare piosenki disco Donny aranżowano na żywo, to w „I Feel Love” zastosowano najpierw cały układ syntezatora. Kompozycja była hitem i stała się symbolem epoki disco. Piosenka zapoczątkowała nowy etap muzyczny: od tej pory w muzyce tanecznej stosowano elektronikę  przyp. autora.)

Współpracowałeś z Giorgiem Moroderem?
Tak, oczywiście. W latach 70. pomógł mi z piosenkami (niepublikowanymi jeszcze jako Fancy). Mieliśmy sesje w studiu w Berlinie. I wyprodukowałem utwór dla Morodera, „Harmony”, której Giorgio był kompozytorem. Dlatego tak, mieliśmy wspólne rzeczy, rozmawialiśmy.

Twój nieodłączny atrybut to ciemne okulary. Powiedz nam, jak się pojawiły? 
Przede wszystkim potrzebuję okularów, żeby dobrze widzieć. A potem na scenie, przy dużej ilości mocnego światła, przed którym musisz się chronić. Stąd ciemne okulary. Ale też te z dioptriami. 

W jednym z wywiadów powiedziałeś o siebie „moonchild” (księżycowe dziecko” – przyp. tłum.). W Twoim repertuarze jest nawet piosenka o tej samej nazwie (znajdująca się na płycie „Blue Planet” w 1998 roku  przyp. autora). Co miałeś na myśli?
Bawiłem się słowem „księżyc”. Ale jeśli się nad tym zastanowić... Jeśli spojrzysz na krąg zodiaku, zobaczysz, jak ważny jest księżyc dla Raka. Cóż, skoro należę do tego znaku, wszystko staje się jasne. Kiedy księżyc się pojawia, czuję przypływ sił, kiedy znika, energia maleje. Potem, gdy znowu się pojawia, znowu mam się dobrze! (Znany jest nam fakt, iż Fancy interesuje się astrologią, często wspomina o tym w różnych wywiadach. To jego hobby od wielu lat, dlatego nic dziwnego, że Fancy orientuje się w kwestiach astrologicznych i może dyskutować o problemach z ludzkim charakterem z tego punktu widzenia  przyp. autora.)

Jaka jest Twoja ulubiona pora doby: rano, dzień, wieczór czy noc?
Różnie. Lubię spać dłużej (Cóż, znasz mój wiek!). Rano zawsze czuję się dobrze, wczesnym wieczorem też. Lecz nie za późno. Kładę się spać dość wcześnie. 

Czy pamiętasz swoją pierwszą wizytę w Rosji? Który to był rok i jakie miasto?
O Boże! Prawdopodobnie w połowie lat 90.! Byłem w Moskwie. Robi na mnie bardzo dobre wrażenie. Powiem, dlaczego kocham rosyjską publiczność. Mam fanów, którzy są ze mną od wielu lat. Najważniejsze, co wyróżnia Rosjan, to głęboka dusza. I podoba mi się to!

Piosenka „Moscow is Calling” jest, oczywiście, o Rosji?
Tak, narodziła się pod wrażeniem Rosji. Byłem zadowolony i szczęśliwy po podróży tutaj i tak powstało Moscow is Calling”.

W naszym kraju są dwa najważniejsze nostalgiczne festiwale: Discoteka 80's” organizowany przez Autoradio i „Legendy Retro FM”. Odbywają się w różnych miastach, ale główne place znajdują się w Moskwie i Sankt Petersburgu. Występowałeś na nich mnóstwo razy. Opowiedz nam o swoich wrażeniach. Czy dostałeś już zaproszenia na ten rok?
Tak, występowałem wiele razy w Moskwie, na festiwalu Discoteka 80's” Autoradia, lecz niedawno zostałem zaproszony na festiwal „Legendy Retro FM” (Fancy odnosi się do występu na festiwalu „Legendy Retro FM” w Moskwie, 12 grudnia 2015 roku  przyp. autora.). Zespół Retro FM to bardzo mili ludzie. Zresztą tak jak Autoradio. Moim zdaniem robią fantastyczne scenografie z tancerzami tańczącymi do moich piosenek „Slice me Nice” i „Flames of Love”. Nigdy nie zapomnę tych występów w Moskwie i Waszych festiwali. To jedne z moich najlepszych koncertów! (Jak już dowiedzieliśmy się z wywiadu, Fancy planuje wziąć udział w festiwalu „Legendy Retro FM” w Moskwie i w Sankt Petersburgu w grudniu tego roku  przyp. autora.)

Czy planujesz występować w innych miastach Rosji? W roku bieżącym albo w najbliższych latach?
Tak, wystąpię w paru miastach, lecz nie mogę teraz powiedzieć, w których dokładnie. Być może są wśród nich: Nowokuźnieck, Samara, Niżny Nowogród, Ufa. Ale nie mogę jeszcze powiedzieć konkretnie, gdzie będę w tym roku i później. 

Wskazałeś drogę na scenę ogromnej liczbie młodych utalentowanych artystów. Wśród nich są: Mozzart, Grant Miller, Linda Jo Rizzo. Czy utrzymujesz z nimi kontakt?

Tak, oczywiście. Dałem w Melbourne (Australia) koncert z Lindą. Lindą, jak pamiętacie, z zespołu The Flirts. Pochodzi z włoskiej rodziny, ale urodziła się Nowym Jorku i jest Amerykanką. Produkowałem dla niej utwory przez wiele lat, a ona sama wciąż jest w dobrej formie. 

A Mozzart?

Mozzart był moim inżynierem dźwięku w studiu. W latach osiemdziesiątych mieliśmy trzy studia i dużo pracy. Prawdziwe imię Mozzarta to Hans. Wykonał świetną robotę. Lecz teraz ma dzieci i mnóstwo problemów z nimi. Więc on, mogę powiedzieć, znajduje się teraz trochę poza branżą muzyczną. To fantastyczny artysta, ale nigdy nie był w Rosji. I chcielibyśmy to naprawić!

I w związku z tym moje następne pytanie. Piosenki Mozzarta, „Jasmin China Girl” i „Money”, są u nas w Rosji bardzo popularne wśród fanów muzyki z lat 80. Nadaje je, na przykład, Autoradio. 

Tak, tak wiem o tym. Mógłby je wykonać teraz i zrobiłby to bardzo dobrze!

Czy uważasz, że istnieje możliwość negocjacji z Mozzartem w sprawie występu w Rosji?

Oczywiście! Jeśli otrzyma zaproszenie na przykład od Retro FM, z przyjemnością przyjedzie do Rosji.

Ale czy ma już takie zaproszenie?
Zapytam go. Lecz jeśli zadzwonią, on przyjedzie  to nie jest problem. Wszyscy moi artyści z tamtych lat mają wspaniałe utwory! Przykładowo Charlie G. i „Llama L'Amor” – rewelacyjna piosenka! Charlie jest dobrym artystą, znakomicie gra na klawiszach i znakomicie prezentuje się solo! (Fancy mówi o klawiszowcu o nazwisku Charlie Glass, znanym pod pseudonimem Charlie G., który w latach 80. zaprezentował utwory „Llama L'Amor” i „Love Plays Tricks”  przyp. autora.)

Fancy, czy później mogę napisać do Ciebie na Facebooku? Czy czytasz to, co tam piszą?

Tak, możesz. Jestem świadomy tego, co tam się dzieje.

Czy są teraz jakieś nowe kompozycje? Może pojawi się nowy album?

Teraz mam do dyspozycji remiksy Tony'ego Postigo z Barcelony. Zrobił bardzo dobre remiksy moich hitów. Stylowo i modnie! Naprawdę spodobało mi się! Stworzył dla nich również sekwencje wideo. Możesz to wszystko obejrzeć na YouTube. Teraz przygotowuję album świąteczny („Christmas Album”). Zostanie wydany w przyszłym roku, brakuje mi czasu, by pojawił się na te zbliżające się święta. A potem zobaczymy... Chcę też wrócić do moich piosenek z lat 90., ale tylko w ramach jednego projektu. Myślę, że to może być interesujące. Ogólnie rzecz biorąc, poczekaj, a przekonasz się. 

Powiedz nam, jak żyjesz teraz? Które kraje odwiedzasz najczęściej?

Och, to zależy od wielu okoliczności. Bywam w licznych krajach. W ciągu ostatnich dwudziestu lat najwięcej czasu spędziłem w Nevadzie. W Europie często odwiedzałem Słowację, Niemcy (Monachium). Jeżdżę w różne miejsca. (O Słowacji wiadomo, że Fancy zbudował tam specjalną, przestronną zagrodę dla tygrysów, które kocha. Martwi go fakt, iż zwierzęta w cyrkach trzymane są w ciasnych pomieszczeniach i prawie nie mają tam miejsca  przyp. autora.)

Złóż jakieś życzenia swoim fanom z Rosji.

Powiedziałem już, że Rosjanie mają bardzo głęboką duszę i naprawdę kocham rosyjską publiczność. Od dawna przyjaźń między nami jest naturalna. Chcę życzyć każdemu wszystkiego najlepszego! Wszystkim moim fanom, wszystkim Rosjanom! I specjalne pozdrowienia dla Retro FM!

Koncert Fancy'ego okazał się niewiarygodnym sukcesem. Maestro musiał wyjść na bis aż dwukrotnie! A publiczność skandowała imię Fancy'ego. W podziękowaniu za takie przyjęcie wykonał nawet kilka wersów ze swojego przeboju „Flames of Love” w języku rosyjskim: „Lyubvi pozhar. Pozhar lyubvi… More lyubvi, snova i snova tonu. Lyubvi pozhar!”. Kilka razy wychodził do publiczności na środek wybiegu – i to wszystko w strugach deszczu. Na koniec występu zszedł z estrady, podziękował i osobiście uścisnął dłoń wszystkim, którzy stali przy scenie tego wieczoru, wszystkim, do których można było podejść. Moknąc, artysta pospieszył z garderoby do hotelu, dlatego tradycyjne zakulisowe spotkanie pokoncertowe z autografami i zdjęciami nie mogło dojść do skutku. To było niemożliwe, ponieważ deszcz wciąż padał. Podobno jeden z widzów złapał go potem w restauracji, gdzie wokalista przybył nieco później. I znów w recenzjach publiczności same zachwyty. W końcu Fancy i tam nie odmówił nikomu zdjęcia ani autografu.

Dziękujemy „Srednerusskaya Vozvyshennost'” za możliwość zobaczenia i usłyszenia ukochanego artysty, Fancy'ego. Czekamy na jego ponowne spotkanie w tym roku  tym razem w grudniu.

setlista koncertowa:
01. intro (Saltissima)
02. Slice me Nice03. Chinese Eyes04. Fools Cry05. Bolero06. Lady of Ice07. Flames of Love08. Go West / Always on My Mind / Your Disco Needs You09. Can’t Help Falling in Love10. Medley Mix11. outro (instrumentalna wersja utworu Lindy Jo Rizzo  Fly me High)

zajrzyj po więcej:


źródło: DiscoClub.ru


czwartek, 11 lipca 2019

„Life of Fancy” (Ric Tess, Waldemar Luz, tłum. Paulina Kalinowska)

Poniżej znajdziecie moje nieoficjalne tłumaczenie na język polski książki zatytułowanej „Life of Fancy. Popstar, clown & philosoph. The Interview”, której autorami są Ric Tess (Fancy), Waldemar Luz. Miłej lektury! 

⧫⧫⧫⧫


⧫⧫⧫⧫

TYTUŁ ORYGINALNY: „Life of Fancy. Popstar, clown & philosoph. The Interview”
TYTUŁ POLSKI: „Życie Fancy'ego. Gwiazda pop, klaun i filozof. Wywiad”
AUTOR, ILUSTRATOR: Ric Tess
WSPÓŁAUTOR: Waldemar Luz
TŁUMACZENIE: Paulina Kalinowska

⧫⧫⧫⧫

PRZEDMOWA

Producent, autor piosenek, wykonawca, hiszpańsko-niemiecki artysta pod każdym względem, mający na swoim koncie takie międzynarodowe hity, jak „Slice Me Nice”, „Chinese Eyes”, „Bolero”, „Lady of Ice” czy „Flames of Love”. Dziś wciąż pozostaje w centrum uwagi całego świata jako owiany tajemnicą szołmen.
Podczas pracy nad moją własną książką z 2017 roku, „Europe's Stars of '80's Dance Pop”, miałem przyjemność obcować z Fancym w ramach tworzenia rozdziału o jego życiu i karierze. Odkryłem artystę miłego i czarującego. Fancy'ego zawsze będzie otaczać aura tajemnicy, jednak w trakcie publicznych występów jest osobą o wybitnej kreatywności i głębokim człowieczeństwie.

James Arena, czerwiec 2007, Nowy Jork, USA
autor książki „Europe's Stars of '80's Dance Pop”

⧫⧫⧫⧫

KRÓTKA BIOGRAFIA FANCY'EGO

Hiszpańsko-niemiecki producent, twórca hitów i popowy wokalista rozpoczyna karierę w 1984 roku znanym na całym świecie klasykiem gatunku disco, czyli hitem „Slice Me Nice” (z komediowo-satyrycznym tekstem napisanym przez amerykańskiego muzyka jazzowego Todda Canedy'ego), razem ze swoim drugim hitem, „Chinese Eyes”, plasującym się na drugim miejscu listy U.S. Billboard Dance Charts. W tym samym notowaniu znalazł się ponadto w „Top 10 of the Year” roku 1985 z utworami „Chinese Eyes” (#2) i „Come inside” (#2).

Fancy zdobył szczyty list przebojów w Hiszpanii z utworem „Bolero”  oraz, na przykład, od połowy lat 80. dziewięć spośród jego singli – z rzędu – zakwalifikowało się w Niemczech do notowania Media Control Singles (D,A & CH). Artysta miał sześć albumów w Media Control LP-Charts. Jego ponadczasowy i największy hit „Flames of Love” rozbrzmiewa na całym globie od 1988 roku. 

Kluczowymi spotkaniami okazały się: śniadanie z Jimim Hendrixem w Monachium (1967) i sesja studyjna z Giorgiem Moroderem w Berlinie (1969). Fancy był autorem i producentem ponad dziesięciu wykonawców italo disco lat w latach 70. i 80., jest też producentem remiksów „Mind is the Magic” Michaela Jacksona oraz „West End Girls” i „One More Chance” Pet Shop Boys.

Fancy buduje na Słowacji wybieg na wolnym powietrzu dla wielkich kotów urodzonych w niewoli, wspiera pomoc humanitarną dla dzieci ulicy z Transylwanii, wykładał też gościnnie na Monachijskim Uniwersytecie Publicznym. W wielu krajach zdobył nagrody i zaszczyty za pracę swojego życia. 

Artysta pobił rekord ustanowiony w 2010 roku przez zespół Scorpions (koncert pop na największej wysokości, w La Paz w Boliwii), dając dwa występy pod gołym niebem: w lipcu 2016 i marcu 2017 na stadionie w La Paz oraz znacznie wyżej niż La Paz – w El Alto na poziomie 4000 metrów!

⧫⧫⧫⧫

Twój ojciec pochodzi z Hiszpanii. Twoja matka jest Niemką, a ty urodziłeś się w Monachium. Czy mógłbyś opowiedzieć nam trochę o swoim dzieciństwie?

Tak, mój ojciec jest z pochodzenia Hiszpanem; pochodzi z Villa Franca de los Barros. To miasto w Andaluzji, na południe od Madrytu. Moi rodzice poznali się w Monachium i mieszkali tam, gdy się urodziłem. Jednakże ojciec chciał wrócić do Andaluzji i matka została tutaj, w Monachium, razem ze mną. 

Nawet w szkole średniej (Theresien Gymnasium) śpiewałem i grałem (na gitarze oraz na basie) w rock'n'rollowym zespole o nazwie The Mountain Shadows. Później dołączyłem do grupy Starfighters.

Bycie członkiem rock'n'rollowej formacji dożywotnio wpłynęło w tamtym momecie na moje postrzeganie muzyki z pozycji twórcy i producenta. 

Które muzyczne spotkania i doświadczenia przypominasz sobie z lat 50., 60. i 70. ubiegłego wieku? 

W 1965 roku zobaczyłem na żywo Beatlesów w Circis Krone. Publiczność krzyczała tak głośno, że nawet trudno było usłyszeć zespół. Niemniej jednak było wydarzenie, które zrobiło na mnie wrażenie. 

Dwa lata później miałem szczęście zobaczyć Jimiego Hendrixa występującego w Schwabingen, w klubie zwanym Big Apple. Znałem każdy z hitów Jimiego i byłem zaskoczony pełnym mocy brzmieniem jego i jego dwóch kolegów z zespołu – perkusista i basista byli w stanie stworzyć scenę. Następnego poranka spotkałem Jimiego w hotelu (Amalienstraße), na śniadaniu. 

Peter Meisel, który w tamtym czasie rozpoczął w Berlinie działalność wytwórni Hansa Records, zaprosił mnie pod koniec lat 60. do studia na sesję nagraniową. Młodym producentem, śpiewającym aktualnie chórki w czterech moich piosenkach, był Giorgio Moroder. Talent Giorgiego zrobił na mnie wielkie wrażenie. Peter Meisel zaoferował mi możliwość przeniesienia się na stałe do Berlina, ale odrzuciłem tę propozycję. Tymczasem powtarzałem Giorgiowi niejednokrotnie, jak świetne jest życie w Monachium. W końcu postanowił dać temu miastu szansę. Przeniósł się do budynku zwanego Arabellahaus i przerobił piwnicę na studio, gdzie produkował muzykę. 

Razem z Donną Summer stworzył międzynarodowe przeboje, więc ostatecznie wyjechał do Stanów Zjednoczonych. 

Pozostało po nim Musicland Studio, gdzie nagrywało później mnóstwo artystów, między innymi Rolling Stons i Queen. 

Wylądowałem, produkując covery Union Studios w dzielnicy Monachium – Solln, które stanowiło, można powiedzieć, alternatywę dla Musicland. Te produkcje pojawiły się na międzynarodowych wydawnictwach Hansa Records: „Pastime Paradise”, „To Love Somebody” i „The Son Of Hickory Holler's Tramp”. Wyprodukowałem także składankę utworów disco „To The Music Hit Makers” z udziałem Sabine Sauvant, jak również Red Face i wielu innych. 

W Union Studios nagrywał też Michael Kunze z grupą Silver Convention, produkując na przykład piosenkę „Fly Robin Fly”, dzięki której udało im się dotrzeć do pierwszego miejsca na amerykańskiej liście przebojów Billboardu. Frank Farian pracował tam z Boney M. („Daddy Cool” i inne).

Spotykaliśmy się wszyscy, także z Ingrid, znowu umawiającej się wtedy z Frankiem Farianem. Nazywaliśmy ją Milly. 

W latach 80. Frank założył niezwykłe studio dźwiekowe z wokalem Johna Davisa. Dwóch tancerzy występowało na całym świecie. Frank nazwał ich Milly Vanilly i sądzę, że każdy zna resztę tej historii...

W pewnym momencie miałeś także własną rewię. Czy lubiłeś wcielać się w rolę klauna?

Tak, w połowie lat 70. powołałem do życia show „La Grande Revue” w wykonaniu Kessa & Tessa, który pękał w szwach od parodii, humoru i żartów. Był inspirowany paryskim „La Grande Eugène” z udziałem trzech wykonawców. Owo przedstawienie cieszyło się zainteresowaniem w Monachium przez kilka miesięcy, dlatego chciałem stworzyć rewię dla trzech aktorów poruszających się z ekstremalną prędkością, ponieważ gwałtownie zmieniali kostiumy i prezentowali komiczne parodie. Publiczność była pod wrażeniem tego, że zaangażowano więcej niż trzech aktorów. Osiągnęliśmy sukces, gdyż uczyniliśmy z przedstawienia ogólnokrajowy hit w Niemczech, nigdy nie posiadając żadnego nagranego przeboju. 

Niezależnie od tego, czy z naszym wyglądem zapraszano nas na festiwale albo na dyskoteki, publiczność dopingowała „La Grande Revue” i nagradzała nas szalonymi owacjami na stojąco. 

Oczywiście wybrałem taką nazwę przedstawienia, by przekazać ironiczny wydźwięk. Ale to, co go tworzyło – z trzema aktorami wykreowaliśmy na scenie tak wiele różnych postaci, w zabawnych kostiumach, z zapierającą dech w piersiach prędkością....

Kościół protestancki, na przykład, chwalił w ogólnokrajowych recenzjach nasze występy w ramach trasy o domach opieki dla żołnierzy. Na Uniwersytecie Hamburg-Bergedorf właściwie przekształcono całą aulę specjalnie na potrzeby show i tak dalej. 

Tak, miałem dużo frajdy, bawiąc publiczność i doprowadząc ją do śmiechu. 

Tak, lubiłem być klaunem.

Więc nagle stajesz się wokalistą, który pojawia się pod pseudonimem Fancy. Jak to się stało? 

We wczesnych latach 80. produkowałem Slip – duet – dla wytwórni płytowej Hans w Berlinie. Hitami zostały utwory „Mamy Blue” i „Don't leave me this way”. Następnie z Mandy B. Man pracowałem nad „Fool Moon Night” i „Goodbye Hawaii”. Trzecia wyprodukowana przeze mnie grupa to Red Face z „Summer in the City” i „Down on the Corner”. Hansa wypuściła te wszystkie nagrania na rynek międzynarodowy. W 1983 roku byłem gotowy na stworzenie prawdziwego superhitu disco. Zainspirowany nowojorskim Bobbym Orlando, którego dźwięk sekwencera – Divine und The Flirts – przyniósł mu międzynarodowy przebój, zacząłem pracować nad własną kompozycją. 

Zagrałem melodię, którą zarejestrowałem na 4-ścieżkowym systemie z dodatkiem moich własnych improwizowanych chórków, amerykańskiemu muzykowi jazzowemu Toddowi Canedy'emu i poprosiłem go o wymyślenie do muzyki humorystycznych słów. Todd zrobił właśnie to, o co prosiłem i napisał bardzo zabawny, satyryczny tekst – „Slice Me Nice”.

Todd dograł podkład, a ja zaśpiewałem wszystkie ścieżki wokalu. Zmiksowaliśmy nagranie w należącym do Toniego Transparent Studio. Toni poradził mi, abym wysłał nagranie do Hamburga, a nie do Berlina.

Tak więc udałem się do Hamburga i piosenka została niezwłocznie umieszczona w wytwórni Metronome. Nie chcieli jej, jednakże, wypuścić pod koniec 1983 roku i nalegali, by poczekać do wiosny 1984. Wtedy sprawy potoczyły się bardzo szybko. Singiel został wydany na skalę międzynarodową i od razu wspiął się na listy przebojów w wielu krajach. Do lata 1984 roku „Slice Me Nice” utrzymywało się na topie na całym świecie. Osiągnąłem swój cel... Albo tak myślałem.

Co zmieniło się dla ciebie po nagłym, globalnym sukcesie – jako dla producenta i wokalisty pop?

Wszystko zmieniło się w jednej chwili i sprawy przybrały szalony, międzynarodowy obrót. Musiałem natychmiast porzucić rewię. Wytwórnia płytowa poinformowała mnie, iż teraz, odkąd zostałem  gwiazdą pop, nie mogę już dłużej zbliżać się do parodii.  

Bernhard Mikulski, szef ZYX Records, był wielkim fanem Bobby'ego Orlando i mojego Fancy Brzmienia. To właśnie on wymyślił nazwę i gatunek – italo disco! W związku z tym stworzyliśmy równocześnie niezliczone produkcje dla ZYX w różnych studiach, używając stylu określanego mianem italo disco.

Od połowy lat 80. produkowałem sporadycznie ponad dwunastu wykonawców italo disco w tym samym czasie, w którym dążyłem do osiągnięcia celów, jakie wyznaczyłem dla siebie jako dla Fancy'ego, wokalisty pop: 

„Chinese Eyes” osiągnęło drugie miejsce na liście U.S. Billboard Dance Charts. Młodzi fani w Stanach pokochali nie tylko brzmienie, oni mieli także wiele frajdy z zabawnego i satyrycznego tekstu napisanego przez Todda Canedy'ego do „Slice Me Nice”. „Bolero” przez wiele miesięcy pozostawało numerem jeden na hiszpańskich listach przebojów. 

W Niemczech miałem dziewięć singli z rzędu (!) w pierwszej dziesiątce, a przynajmniej dwudziestce, notowania Media Control Single Charts.

Kultowy na całym świecie hit „Flames of Love”, na przykład, był numerem jeden w trzech bawarskich notowaniach (Airplay Charts Media Control) przez dwa całe miesiące w lecie 1988 roku, pojawiłem się też w produkcji telewizyjnej „ZDF Hitparade” niezliczoną liczbę razy. Gospodarzem programu był wtedy ponownie Viktor Worms. Po tym „Flames of Love” stało się hitem w całej Azji, a w Hong Kongu wypuszczono cover w języku kantońskim. 

Wyprodukowałeś także wiele remiksów. Którzy z artystów do nich zaangażowanych byli najpopularniejsi? 

W latach 80. faktycznie wyprodukowałem dużo remiksów. Wszystkie moje single są również dostępne w wersjach zremiksowanych. Zrobiłem też szereg remiksów dla innych artystów, na przykład „One More Chance” i „West End Girls” Pet Shop Boys i remiks „Mind is the Magic” Michaela Jacksona. Jestem z nich szczególnie dumny. Można je znaleźć na płycie „Fancy & Friends, część I, wydanej przez wytwórnię ZYK.

Czy chciałbyś opowiedzieć nam o twoich programach pomocy humanitarnej oraz o akcjach mających na celu ratowanie tygrysów i lwów? 

Nie chciałem przekazywać datków ani zapewniać anonimowych środków pewnym rodzajom organizacji, by popierać cele dobroczynne. 

To dlatego większość wsparcia przekazałem „copil gasit” (znalezionemu dziecku) z Transylwanii. 

Dzieci, które zostały porzucone i znalezione przez innych, zazwyczaj do końca życia zmagają się z traumą spowodowaną brakiem wiedzy o tym, kim są i kim są ich rodzice. W takich przypadkach wsparcie psychologiczne jest często potrzebne o wiele bardziej rozpaczliwie niż pomoc finansowa. 

Razem z siostrą Dolore, benedyktynką, towarzyszę w rozwoju cygańskiego chłopca znalezionego w stanie kompletnego zaniedbania i przerażenia na stacji kolejowej w pobliżu Medias w Transylwanii.

Wspieram także ochronę wielkich kotów urodzonych w niewoli, żyjących na Słowacji. Ufundowałem tam budowę wielkiego obszaru zamkniętego. Aktualnie dorastają tam dwa lwiątka. Chciał się ich pozbyć cyrk.

To sprawia, że czuję się dobrze, gdy daję dom wyrzutkom – niezależnie od tego, czy ludziom, czy zwierzętom.

Miałeś dwanaście miniaturowych kóz i umowę jako instruktor w Monachijskim Centrum Edukacji dla Dorosłych? 

To były afrykańskie kozy miniaturowe. Siedziałem w Studio Control Center i zobaczyłem dwa dziwne zwierzęta skaczące dookoła patio. 

Hansi, inżynier i konstruktor studia, wpadł do pomieszczenia kontrolnego i bardzo zmotywowanym głosem oświadczył nam, że miał szczęście nabyć te miniaturowe kozy w Hellabrunn i że chciałby teraz wybudować stajnie z własnymi fontannami z wodą do picia. Hansi rzeczywiście wybudował fantastyczną zagrodę, ale skończyło się na tym, że to ja opiekowałem się zwierzętami – aczkolwiek miałem z nimi mnóstwo zabawy. 

Wszyscy artyści, którzy odwiedzali pomieszczenia, natychmiast zakochiwali się w kózkach, a te ostatnie były tak „produktywne”, że już po trzech latach mieliśmy całe stado składające się z dwunastu osobników.   

Te zwierzęta są niezwykle komunikatywne i uznaje się je za najbardziej inteligentne spośród parzystokopytnych. 

Oglądanie, jak rodzą się i dorastają, jest niezwykłe.

Te afrykańskie kozy miniaturowe uczą skromności oraz szacunku i miłości do życia. Ze swoimi uroczymi wygłupami przyniosły wiele radości zarówno nam, jak i wszystkim gościom naszego studia. 

Skoro jednak śmierć jest nieuchronną częścią życia, próbuję zapomnieć o tragicznych obrazach odejścia kózek, myśląc o radosnych wspomnieniach, z jakimi nas zostawiły. 

Biorąc pod uwagę, że doktor Grasmueller, prawnik i mój przyjaciel, miał fundację Animal Welfare Foundation, która otworzyła farmę Streiflach jako rezerwat zwierząt, również zapragnąłem się w to zaangażować. W małej grupie podjęto decyzję, iż chciałbym opiekować się wielkimi kotami urodzonymi w niewoli. 

Takie zwierzęta mogą zostać znalezione w zoo albo w cyrkach. Jednakże zaledwie kilka cyrków może wręcz pozwolić sobie jeszcze na trzymanie wielkich kotów, więc cyrk z Pragi podjął decyzję o oddaniu dwóch lwiątek, tak szybko, jak to tylko możliwe. Przygarnąłem dwa lwy i teraz dorastają one szczęśliwie na terenie wielkiego wybiegu na wolnym powietrzu. 

To zrobiło wrażenie na wielu moich znajomych i najwidoczniej także na dżentelmenach z Monachijskiego Centrum Edukacji dla Dorosłych (MVHS).

Poczułem się zaszczycony, otrzymawszy propozycję wykładania na MVHS i zaakceptowałem ją. Zatem podpisałem z doktorem Schlüterem umowę nauczania. Jak się okazało, lokalizacja MVHS w monachijskim centrum kultury Gasteig nie była wystarczająco duża, by w ogóle pomieścić widzów, którzy z wyprzedzeniem zapisali się na moją prezentację. Wygłosiłem więc wykład w sali balowej w Gasteig, gdzie pokazałem mnóstwo moich własnych fotografii i nagrań wideo. 

Temat prelekcji brzmiał: „Czy to możliwe, by tygrys syberyjski urodzony w niewoli przeżył na wolności?”. 

Najwyraźniej próby uwolnienia lwów Afryce w sprzyjających okolicznościach wielokrotnie kończyły się sukcesem. To właśnie tam te drapieżniki tworzą całe stada zwierząt do wykarmienia i to nie jest to, czego może oczekiwać tygrys uwolniony na Syberii. Takie zwierzę prawdopodobnie zgubiłoby się w bezmiarze Syberii.

Co obecnie robisz i jakie masz plany na przyszłość?

Jestem szczęśliwy z powodu międzynarodowych koncertów, które zabukowaliśmy – w Kazachstanie, Kanadzie, Polsce, Australii, Ameryce Południowej i w krajach nadbałtyckich. Za każdym razem nie mogę doczekać się występu dla entuzjastycznej publiczności na całym świecie. 

Latem 2016 roku pobiłem jeden z rekordów zapisanych w „Księdze Rekordów Guinessa” ustanowiony przez grupę rockową Scorpions.

Temat: Koncert popowy przygotowany w najwyższym na świecie punkcie. 

W 2010 roku zespół Scorpions wystąpił na najwyżej położonym dotychczas poziomie, na wysokości około 3600 metrów  – w La Paz. 

W rzeczywistości formacja Scorpions zgłosiła, żeby na scenie, a w każdym razie za kulisami, znajdowały się na wszelki wypadek butle z tlenem. Powietrze na tej wysokości jest tak rzadkie, iż zapewnia bardzo mało tlenu do oddychania. Zatem od czasu do czasu artyści występujący w La Paz słabną.
16 lipca 2016 roku dałem koncert na wolnym powietrzu – w El Alto, na wysokości 4000 metrów – znacznie wyżej niż La Paz. 
Dokonałem tego, nie korzystając z żadnej butli z tlenem.

Czy masz jakąś poradę – albo mądrość życiową – którą mógłbyś podzielić się z naszymi czytelnikami? 

Uczyńcie ze swoich pozytywnych marzeń oraz pragnień wasze cele życiowe i kierujcie wszystkie  myśli w stronę tych zamiarów.  

Nie zmarnujcie ani jednego dnia! Carpe diem, chwytajcie dzień!

Każdy z nas jest wyjątkowy! Bądźcie kimś! 

Nie chcę też stać się teraz zbyt patetyczny. Po prostu pamiętajcie – nie traćcie czasu! 

Na przestrzeni życia, kiedy starzejemy się, czas mija coraz szybciej (subiektywna opinia!). 

Do roboty! Życzę wam wszystkiego tego, co najlepsze. 

Trzymajcie się!

Fancy...