Arek Borzdyński wyjawił, jak brzmi jego „Plan”. Nowy utwór wokalisty traktuje o przeznaczeniu, które wydaje się przyjacielem, a okazuje się bezwzględnym przeciwnikiem. Co się wydarzy, gdy niewinne dziecięce marzenia skonfrontujemy z brutalną dorosłą rzeczywistością?
Przez lata myślałem, że mam wszystko poukładane. Aż przyszedł moment, kiedy zdałem sobie sprawę, że to właśnie ten plan mnie więzi – mówi Arek. – „Plan” to piosenka o tym momencie, kiedy patrzysz na siebie jako dziecko i widzisz, jak bardzo się myliłeś. To boli, ale też wyzwala.
Zamiast robić noworoczne postanowienia, Kolumbia opracowała szczegółowy „Plan” i w dodatku podzieliła się nim na forum publicznym. Mowa tutaj o świeżo opublikowanym singlu zespołu, przenoszącym słuchaczy z zimowego uścisku pod gorące, wakacyjne słońce.
fot. Bartosz Marciniak
Kolumbia to warszawska formacja parająca się przebojową alternatywą inspirowaną latami osiemdziesiątymi. „Plan” stanowi pierwszą stronę zupełnie nowego rozdziału w twórczości grupy, związanego ze zmianami w brzmieniu i stylistyce. Muzycznych niespodzianek jeszcze przed nami wiele, ale już teraz wiadomo, iż nie zabraknie gitarowego indie, syntezatorów rodem z Depeche Mode i britpopowej energii.
Singiel „Plan” trafił do Internetu 5 grudnia. To drugi już utwór stanowiący zapowiedź solowego projektu Huberta Jabłońskiego. Debiutancki album muzyka ukaże się na rynku wiosną 2020 roku.
Choć autorstwa tego samego duetu, czyli wokalisty Huberta Jabłońskiego i kompozytora Piotra Gozdka, piosenka „Plan” brzmieniowo różni się od swojego starszego brata, a więc wydanego latem nagrania „Pod prąd”. Ta opowieść o walce z własnymi emocjami została przedstawiona w formie fabularnego filmu drogi. Dopełnienia ją nostalgiczna, wzbogacona o elektroniczne dźwięki warstwa muzyczna.
Utwór powstawał w trudnym dla mnie okresie, kiedy czułem, że natłok otaczających mnie spraw to nie moje miejsce ani mój czas – wyjaśnia Hubert Jabłoński. – Byłem apatyczny, nie miałem ochoty podnosić się z łóżka, a przez to dużo czasu zajęło mi wyrwanie się z letargu, który powodował, że wszystko, co do tego czasu rozwijałem, zupełnie się zatrzymało. Stąd również teledysk jest pełen mroku i rozrywających bohatera emocji, ale i tam cały ból ma swoje szczęśliwe zakończenie. Iskierką nadziei jest ostatnia scena. Jeśli jeszcze nie widzieliście teledysku, wszystko stanie się jasne po jego obejrzeniu – komentuje wokalista. – Być może to odarcie się z emocji pomoże komuś w jego trudniejszym okresie. Jeśli tak się stanie, będę mógł się tylko cieszyć, że to, co robię, ma naprawdę sens – dodaje.