Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 lutego 2025

[RECENZJA] Michał Bigoraj i „Porozmawiajmy o muzyce”

Michał Bigoraj zaprasza w wyjątkową podróż. Zapowiada się naprawdę długa i równie ciekawa wyprawa. Co zatem będziemy robić po drodze? Może... „Porozmawiajmy o muzyce”? 



„Porozmawiajmy o muzyce” to książka będąca swoistym zapisem bogatego, wieloletniego doświadczenia Michała Bigoraja, autora licznych tekstów poświęconych jednej z przodujących dziedzin sztuki. Pierwsze skrzypce grają tu jednak wywiady z przedstawicielami zróżnicowanych gatunków,  zazębiających się lub egzystujących równolegle. Jest poważnie o muzyce rozrywkowej i rozrywkowo o muzyce poważnej. Oczami artystów patrzymy na sceny i ze sceny, zaglądamy też za kulisy. Wchodzimy na artystyczne salony i poznajemy świat koncertów od kuchni. Przenosimy się w przestrzeni, czyli od występu do występu, od festiwalu do festiwalu, od wydarzenia do wydarzenia, lecz ponadto w czasie, bowiem zaprezentowane zostały także rozmowy archiwalne, które niejednokrotnie rzucają nowe światło na bieżące, znane czytelnikowi fakty. Wszystko to sprawia, że Michał Bigoraj jest nie tylko asem wywiadu... ale i ma jeszcze kilka tych asów w rękawie. Czekamy na kolejne publikacje!


środa, 1 maja 2024

[WYWIAD] Jan Szczurek: „To wyjątkowe przedsięwzięcie, o którego kontynuację warto zadbać”

Zapraszamy do lektury wywiadu z Janem Szczurkiem. Artysta opowiedział między innymi o swoim projekcie Jan Szczurek Big-Band oraz o zbliżającej się trasie koncertowej.


fot. Archiwum prywatne Jana Szczurka

Czarno na Czarnym: Dlaczego akurat big-band? Co skłoniło Cię do sięgnięcia po tę formę artystycznego przekazu?
Jan Szczurek: Dwa główne czynniki. Poza faktem, że duża liczba instrumentów daje ogromne możliwości aranżacyjne, to w dodatku obecność tylu muzyków na jednej scenie tworzy niepowtarzalną siłę brzmienia. W zeszłym roku udało się zorganizować pierwszą trasę koncertową i tylko utwierdziła mnie ona w przekonaniu, że tak duży skład to wyjątkowe przedsięwzięcie, o którego kontynuację warto zadbać.

Czarno na Czarnym: Wasza twórczość to istny tygiel gatunkowy. Który z nich gra tu pierwsze skrzypce?
Jan Szczurek: Trudno jasno zdefiniować muzykę, którą wykonujemy. Znane melodie i pogodne harmonie, które stanowią oś niektórych utworów, przeplatają się tutaj z mocno dysonansowymi i niepokojącymi brzmieniami w innych kompozycjach. Zdarza się, że na przestrzeni jednego utworu te nastroje brzmieniowe są mocno kontrastujące względem siebie w poszczególnych częściach. W dodatku wszystkie koncerty różnią się od siebie, w szczególności z powodu fragmentów improwizowanych, gdzie ten sam muzyk za każdym razem zagra swoją partię solową nieco inaczej, a czasem między koncertami zmieniamy też solistów dla dodatkowego urozmaicenia.

Czarno na Czarnym: A gdybyś miał określić Waszą muzykę jednym słowem, jak by ono brzmiało?
Jan Szczurek: Przeżycie.

Czarno na Czarnym: Jakie emocje towarzyszą Wam przed rozpoczynającą się właśnie ogólnopolską trasą koncertową?
Jan Szczurek: Szykuje się kilka interesujących koncertów w ciekawych miejscach, a dodatkowo taka podróż – poza tym, że dla każdego zawodowego muzyka jest jego pracą – stanowi także świetny turystyczny wyjazd integracyjny, w trakcie którego nie brakuje czasu wolnego i wspólnie spędzonych wieczorów na przykład przy grillu.

Czarno na Czarnym: Czego możemy spodziewać się po tym tournée?
Jan Szczurek: Jak przy okazji każdego koncertu na pewno włożymy w tę trasę serce i zagramy najlepiej, jak potrafimy. Pojawi się mnóstwo ciekawej muzyki, zarówno dalekiej od konwencjonalnych schematów harmoniczno-melodycznych, jak i opartej na melodiach bliskich uchu nawet nieosłuchanego z rozmaitymi gatunkami muzycznymi odbiorcy.

Czarno na Czarnym: Jakie utwory znajdą się na setliście?
Jan Szczurek: Na koncertach, poza pełnymi niespodzianek i nieoczywistych rozwiązań muzycznych autorskimi kompozycjami, pojawią się między innymi blues, tango, aranżacje standardu jazzowego i polskiej piosenki z okresu międzywojennego.

Czarno na Czarnym: Jak zachęciłbyś naszych czytelników do przybycia na Wasz koncert?
Jan Szczurek: Każdego, kto zdecyduje się spędzić wieczór przy naszej muzyce, czekają niezapomniane wrażenia. Okazję ku temu będą mieć mieszkańcy niemal całej Polski, a zwłaszcza okolic Trójmiasta, Warszawy i Krakowa, bo w pobliżu tych miast pojawi się końcem obecnie trwającej wiosny nasz big-band. 5 maja gramy w Konsulacie Kultury w Gdyni, 29 maja w LCK w Libiążu, 31 maja w Browarze Tichauer w Tychach, 1 czerwca w Jazz Clubie Atelier w Nowym Sączu, 2 czerwca w Józefosławiu koło Warszawy, a po trasie czeka nas jeszcze jeden wyjazd na Festiwal Big-Bandów w Nowym Tomyślu.

Czarno na Czarnym: Zatem do zobaczenia i dziękuję za rozmowę!

Informacje o trasie koncertowej znajdziecie tutaj. 


sobota, 23 marca 2024

[WYWIAD] Mariusz Majchrzak: „Musiałem dojrzeć do tego, by odważyć się pokazywać szerokie spektrum emocji”

Dziś naszym gościem jest Mariusz Majchrzak, artysta, który zaprezentował właśnie swój debiutancki singiel, „Dziś odchodzę”. Zapraszamy do lektury!



Czarno na Czarnym: Po prostu nie mogę o to nie zapytać! Jak czujesz się jako debiutant?
Mariusz Majchrzak: To wspaniałe uczucie! To spełnienie mojego największego marzenia. Myślałem, że będzie ogromny stres związany z tym, jak się piosenka, i moja twórczość w ogóle, przyjmie, oraz z tym, że z nią wychodzę. Jednak ekscytacja przewyższyła wszystkie negatywne myśli.

Czarno na Czarnym: Kiedy pojawiły się Twoje pierwsze myśli o publikowaniu własnej twórczości?
Mariusz Majchrzak: Tak naprawdę po jakimś roku od pisania piosenek poczułem, że mam kilka fajnych, które nadają się do nagrania. Nagrywałem sobie w domu pod instrumentale w YouTube, ale tego nie publikowałem, bo mój głos był wtedy niedostatecznie dobry, żeby to pokazać. Przez kolejne lata miałem wzloty i upadki związane z nagrywaniem, bo byłem notorycznie demotywowany, a bez żadnego wsparcia nie miałem siły, by coś z tym więcej robić. Dojrzałem dopiero w 2023 roku, by zacząć robić muzykę bez patrzenia na kogokolwiek i co ktokolwiek powie.

Czarno na Czarnym: Czy reakcje na singiel „Dziś odchodzę” w jakiś sposób Cię zaskoczyły?
Mariusz Majchrzak: Tak, ludzie, którzy mnie wcześniej demotywowali, teraz dają mi ogromne wsparcie, co dla mnie jest sporym zaskoczeniem i dodatkowym kopniakiem, by robić to, co kocham. Spodziewałem się, że moi bliscy znajomi będą czekać i mnie wspierać, ale również dostawałem ciepłe słowa od ludzi z moich rodzinnych stron. Do teraz to do mnie nie dociera, że im się to podoba i czekają na więcej piosenek.

Czarno na Czarnym: Masz na koncie kolaboracje z wieloma wykonawcami. Jak doszło do tego, że tym razem postanowiłeś współpracować... z samym sobą? :)
Mariusz Majchrzak: To tak jak w drugim pytaniu – współpracowałem z samym sobą od 2012 roku, jednak musiałem dojrzeć do tego, by przede wszystkim odważyć się pokazywać szerokie spektrum emocji, z którymi od zawsze miałem problem. Jestem nadwrażliwy w głębi siebie, lecz na co dzień udaje mi się to tłamsić, bo społeczeństwo ode mnie tego wymaga. Bycie mężczyzną, i to nadwrażliwym, wiąże się z różnymi przykrościami, których miałem dość i doszło do zablokowania emocji w sobie. Uczę się ich na nowo, a najlepiej – w moim przypadku – robić to poprzez muzykę.

Czarno na Czarnym: Czym różni się pisanie piosenek dla innych artystów od tworzenia ich dla siebie? Które z tych zadań jest według Ciebie trudniejsze?
Mariusz Majchrzak: Pisanie dla innych różni się między innymi tym, że jest łatwiejsze, a przynajmniej dla mnie. Jak rozmawiam z osobą, dla której mam stworzyć tekst, wiem, o czym, mam jakieś szczegóły, to wtedy ten tekst powstaje szybko. Dla siebie – to wszystko zależy od weny. Jest dużo trudniejsze. Mam wrażenie, że mógłbym dla innych artystów codziennie pisać piosenki. Dla siebie samego zdarza się, że potrafię miesiącami nie napisać ani jednej. To dlatego, że chciałbym, aby moje autorskie piosenki, które będę wykonywał i które będą na moich płytach, były dojrzałe i by rezonowały ze mną. Muszę dużo dłubać we wspomnieniach czy szerzej obserwować swoje emocje oraz to, co dzieje się wokół mnie, bym napisał coś wartościowego. A takie dłubanie w sobie jest ciężkie i bardzo tego nie lubię, ale mam nadzieję, że to się zmieni, bo w takich sytuacjach powstają najpiękniejsze i najbardziej emocjonalne utwory.

Czarno na Czarnym: Mam nadzieję, że wbrew tytułowi nigdzie się stąd nie ruszasz i już wkrótce poznamy kolejne Twoje utwory!
Mariusz Majchrzak: Absolutnie nigdzie się nie ruszam! Dopiero zaczynam, powstają kolejne piosenki. W przyszłym roku będzie płyta, w tym roku planuję wydać jeszcze kilka singli, aby zbudować wokół siebie jakichś odbiorców, by płyta dotarła już do szerokiej publiczności.

Czarno na Czarnym: Dziękuję za rozmowę!

czwartek, 7 grudnia 2023

[WYWIAD] Obywatele DT: „Może kiedyś zaniesiemy naszą muzę w różne zakątki globu”

Dziś naszymi gośćmi są Obywatele DT. Przekonajcie się, co mają do powiedzenia na temat swojego najnowszego, zatytułowanego „Kraków” singla... ale nie tylko. Zapraszamy do lektury!



Czarno na Czarnym: Zacznijmy tak banalnie, że bardziej chyba się nie da :). Co oznaczają litery DT w nazwie Waszego zespołu?
Obywatele DT: Jest to skrót od nazwy naszej rodzinnej miejscowości, czyli Dąbrowy Tarnowskiej.

Czarno na Czarnym: Czujecie się obywatelami swojej małej ojczyzny, Polski, świata, a może czegoś znacznie pojemniejszego?
Najbardziej czujemy się obywatelami swojej małej ojczyzny, chociaż Polski oczywiście też. Na bycie obywatelami świata jeszcze nas nie stać, ale bardzo chętnie zaczęlibyśmy podróżować w tę i we w tę [śmiech]. Może kiedyś się to uda i zaniesiemy naszą muzę w różne zakątki globu.

Czarno na Czarnym: Za co lubicie bohatera Waszego nowego utworu, czyli Kraków?
Obywatele DT: Długo by wymieniać, ale myślę, że na pierwszy plan wysunęłaby się tutaj szeroka oferta kulturalna. Oprócz tego cenimy sobie świetne położenie geograficzne miasta – blisko gór i nad Wisłą, historyczną zabudowę miasta i, co istotne, klimatyczne knajpy Kazimierza.

Czarno na Czarnym: Doświadczenie zdobywaliście w szkołach muzycznych, ale i dzięki ulicznemu graniu. Czy zdarzało się Wam występować również na krakowskim bruku?
Obywatele DT: Tak, mieliśmy kilka takich wykonów. Ja sam długo grałem na tarnowskiej ulicy, ale razem z chłopakami przeszliśmy się też kilka razy pograć na krakowskich bulwarach. W mieście jest niestety problem z zezwoleniami na występy uliczne. To, co kiedyś było wizytówką Krakowa, teraz jest sankcjonowane i sztywno regulowane. Osobiście nie należę do fanów takich restrykcji, ale mogę być w tej kwestii bardzo stronniczy!

Czarno na Czarnym: Czerpiecie inspirację z takich gatunków, jak blues, folk czy rock. A jakich reprezentantów tych gatunków cenicie sobie najbardziej?
Obywatele DT: Tego typu pytania zawsze są dla twórców niebezpieczne, ponieważ obnażają źródła niektórych pomysłów i z marszu stają się potem dla odbiorcy mniej oryginalne [śmiech]. Mogę powiedzieć, że od początku naszej działalności powoływaliśmy się na Johhny’ego Casha. Jeśli więc folk, to raczej w wydaniu amerykańskim, lecz obowiązkowo śpiewany po polsku. Przynajmniej w przypadku naszych autorskich numerów... Z krajowego podwórka natomiast to chyba zespół Breakout jest najbliższy naszym sercom.

Czarno na Czarnym: W swojej twórczości opowiadacie o sprawach Polski lokalnej. Jakie są to kwestie?
Obywatele DT: Zarówno pozytywne, jak i negatywne. Mogą to być sprzeczki, kłótnie, patologie i podziały społeczne, tylko właśnie ujęte w pewnej mikroskali, gdzie może dochodzić do bezpośrednich napięć między stronami. Z drugiej strony to wszystkie namiętności, miłości i przyjaźnie oraz przywiązania do rzeczy materialnych i niematerialnych, związanych z małymi ośrodkami miejskimi.

Czarno na Czarnym: Czy myśleliście o tym, by napisać też piosenkę o mieście, za którym nie przepadacie, uczynić z niego swoistego antagonistę? :)
Obywatele DT: Haha, raczej nie. Nie lubimy kiedy ktoś nas nie lubi, a taki kawałek na pewno mógłby wzbudzić niechęć wśród mieszkańców danej mieściny. I przyznam się szczerze, że jeszcze nie spotkałem miasta, w którym czułbym się jakoś skrajnie źle. Zawsze można znaleźć mankamenty w tej czy innej kwestii, ale takie coś zasługuje co najwyżej na jeden wers w piosence, a nie cały jej tekst.

Czarno na Czarnym:  Dziękuję za rozmowę.

poniedziałek, 13 listopada 2023

[WYWIAD] Andy Dust: „Trzeba wychodzić poza strefę komfortu”

Czy słyszycie? Wzywa Was kolejny wywiad! Tym razem naszym rozmówcą jest Andy Dust, jedna druga duetu Vamero i współtwórca utworu „Calling my name”. Zapraszamy do lektury!



Czarno na Czarnym: „Calling my name” to efekt Waszej współpracy z pewnym didżejem. W jaki sposób dołączył do Was Tiscore?
Andy Dust: Z Tiscore znamy się już  od kilku lat. Wysłał  do mnie na Whatsapp demo utworu z zapytaniem, czy nie chcemy zrobić tego razem.  Wysłał ślady i zaczęliśmy prace nad singlem. Początkowo pierwsza wersja była zupełnie inna niż ta, którą finalnie słyszycie.

Czarno na Czarnym: A co ujęło Was najbardziej w wokalu udzielającej się w tym numerze Lavini Hope?
Andy Dust: Lavinia  to niesamowicie utalentowana wokalistka, którą odkrył ten sam managment, który dba o karierę takich artystów, jak między innymi LIZOT LEONY. Jej manager zwrócił się do mnie z zapytaniem o współpracę i tak się złożyło, że szukaliśmy akurat nowego żeńskiego wokalu do aktualnie powstającego singla. Lavinia doskonale wmiksowała się w nasze pomysły.

Czarno na Czarnym: 
Tworząc te gwiazdorskie konstelacje, staracie się szukać podobnego klimatu czy wręcz przeciwnie: lubicie miksować muzyczne światy?
Andy Dust: Lubimy eksperymentować i próbować nowych brzmień i stylistyk. To zupełnie naturalne, że nie chcesz się zatrzymywać w bezpiecznym miejscu, które już każdy zna i lubi. Trzeba wychodzić poza strefę komfortu.

Czarno na Czarnym: 
Nie jest to pierwsza kooperacja duetu Vamero z innymi artystami. Czy macie już w planach kolejne?
Andy Dust: Tak, w tym roku ukaże się jeszcze jedna nasza muzyczna kolaboracja. Za to w przyszłym roku możecie spodziewać bardzo dużo niespodzianek od Vamero.

Czarno na Czarnym:
 Jakich słów użylibyście, by zachęcić do odbioru tych słuchaczy, którzy jeszcze, posiłkując się tytułem, nie wezwali Was po imieniu?
Andy Dust: Vamero to dobre, klubowe granie. Stawiamy na energetyczne brzmienie, wpadające w ucho motywy muzyczne, zapamiętywalne refreny. Szukajcie nas na playlistach w Waszych ulubionych serwisach streamingowych.  I dodawajcie nasze utwory do Waszych imprezowych playlist, na pewno dobrze na Was podziałają! :)

Czarno na Czarnym: Dziękuję za rozmowę!

środa, 8 listopada 2023

[WYWIAD] Marta Krupa: „Kiedy stawałam na scenie, rodziłam się na nowo”

Marta Krupa porusza się po świecie artystycznym niemal od zawsze, lecz całkiem niedawno wstąpiła na nowy dla siebie ląd. Zapraszamy do lektury wywiadu, którego ta świeżo upieczona wokalistka udzieliła nam z okazji premiery swojego pierwszego singla. Jak głęboko sięgają korzenie jej pasji do śpiewania? Przekonajcie się sami!



Czarno na Czarnym: „Call me” to Twój debiutancki singiel. Kiedy usłyszałaś, że wzywa Cię scena muzyczna? 
Marta Krupa: Od najmłodszych lat moją pasją było śpiewanie. Dorastając, miałam bujną wyobraźnię i zawsze wyobrażałam sobie, że jestem gwiazdą popu. Filmowałam siebie, jak śpiewam, tańczę i gram, podczas gdy moi rodzice ciężko pracowali całymi dniami i nocami. W domu zawsze musiało odbywać się karaoke lub impreza taneczna. Jako dziecko słuchałam i oglądałam teledyski przez cały dzień i nadal to robię.

Czarno na Czarnym:
 W jaki sposób doszło do Twojej kolaboracji z Tomkiem Lubertem i Christianą Loren, współtwórcami utworu? 
Marta Krupa: Zaczęłam pracować z Christianą, kiedy przeprowadziłam się do Los Angeles. Na początku miała być moją trenerką wokalną, ale potem to się zmieniło i zamiast tego zaczęłyśmy razem pisać teksty. Tworzymy świetny zespół i czasami potrafimy ukończyć utwór w ciągu godziny. Zawsze uwielbiałam pisać wiersze, prowadzić dziennik itp. Kiedy zaczęłam pisać teksty, stało się to dla mnie terapeutyczne i chciałam po prostu iść dalej. Uwielbiam być kreatywna. Poznanie Tomka zawdzięczam mojej siostrze, która jadła z nim lunch razem ze swoją managerką. Zaprosiła mnie, żebym do nich dołączyła, a nie jadła w pokoju hotelowym. Od razu między nami zaiskrzyło! To wspaniały człowiek. Mogę szczerze powiedzieć, że uważam go za jednego z moich mentorów, dobrego przyjaciela i starszego brata.

Czarno na Czarnym: Jak oceniasz odzew, z jakim spotkało się „Call me”? 
Marta Krupa: Na pewno wiem, że dzieci uwielbiają ten utwór. Najważniejsze jest, aby ludzie pokochali energię i klimat piosenki. Chciałam czegoś optymistycznego, żeby ludzie mogli tańczyć, ćwiczyć i wprawić się w dobry, pozytywny nastrój, słuchając tego. Ludzie mówią mi, że jest to bardzo chwytliwa piosenka i siedzi im w głowie przez cały dzień.

Czarno na Czarnym: Stresowałaś się przed premierą?
Marta Krupa: Byłam podekscytowana, bo tak czy inaczej zrobiłam coś, czego zawsze chciałam i o czym marzyłam. Najważniejsze jest to, że przynajmniej mogę spojrzeć wstecz, poklepać się po plecach i być dumna, że próbowałam i nigdy się nie poddałam. Reszta to tylko dodatek :).

Czarno na Czarnym:
 Na swoim koncie masz bogate doświadczenie również w innych dziedzinach sztuki. Czy takie zaplecze okazuje się w jakiś sposób pomocne, gdy wkraczasz na nową artystyczną ścieżkę?
Marta Krupa: To zawsze jest pomocne. Zawsze uważałam się za kreatywną jednostkę. Wiedziałam, że scena, zarówno aktorska, jak i wokalna, jest mi przeznaczona. W szkole byłam nieśmiałą dziewczyną, ale kiedy stawałam na scenie, rodziłam się na nowo!

Czarno na Czarnym:
 Co łączy, a co ewentualnie dzieli Martę Krupę modelkę, aktorkę i wokalistkę? 
Marta Krupa: Jestem bardzo przyziemną, prostą dziewczyną. Cieszę się z małych rzeczy w życiu. Jestem bardzo empatyczną osobą. Uwielbiam kontakt z przyrodą i zwierzętami.

Czarno na Czarnym: Czy zamierzasz kontynuować swoją przygodę z muzyką? 
Marta Krupa: Absolutnie! Mam już nagranych osiem piosenek i nadal pracuję nad kolejnymi numerami. Myślę też, że ważne jest, aby cały czas się rozwijać. Lubię być częścią wszystkiego, co się dzieje, jeśli chodzi o produkcję, melodię itp.

Czarno na Czarnym: Czy kolejne numery będą równie taneczne? A może postawisz na zróżnicowany klimat? 
Marta Krupa: Chcę, żeby wszystkie moje piosenki były nieco inne, ale następna będzie bardziej w klimacie tańca latynoskiego. Uwielbiam wolne piosenki, ale to przyjdzie później. Chcę publikować muzykę, która podnosi ludzi na duchu i sprawia, że ​​chcą wstać i tańczyć.

Czarno na Czarnym: W takim razie czekamy z niecierpliwością :). Dziękuję za rozmowę!

niedziela, 15 października 2023

[WYWIAD] Milito: „Muzyka to serce wszystkiego, co uznaję za dom i za ojczyznę”

Milito jest artystą zaskakującym, intrygującym i nieoczywistym. Tezę tę potwierdza między innymi jego świeżo zaprezentowana piosenka,  „Home Sweet Sound”, i to właśnie o niej, ale nie tylko, opowiedział wokalista w ramach wywiadu, do przeczytania którego zapraszamy. Miłej lektury!



Czarno na Czarnym: Jesteśmy krótko po premierze Twojego najnowszego singla, „Home Sweet Sound”. Do czego odwołuje się ów tytuł?
Milito: W wolnym tłumaczeniu na polski tytuł ten brzmiałby „Wszędzie dobrze, ale w dźwięku najlepiej”. I w tym krótkim powiedzonku mieści się cały sens. Dla mnie muzyka to miejsce. To samo serce wszystkiego, co uznaję za dom i za ojczyznę.

Czarno na Czarnym: Do kogo jest skierowany ten utwór? Jak określiłbyś grupę jego odbiorców?
Milito: Utwór jest skierowany do istot zmysłowych, które nudzi pojmowanie muzyki jedynie w kategoriach prostych melodii. Właściwie ja w swojej twórczości proponuję cały złożony świat – w aranżu mamy tu faktury, kierunki, przestrzenie, kolory. Teksty są proste i zawsze mają oś tematyczną, jednak dbam o ich liryzm, bo mnie najbardziej interesują w sztuce wglądy emocjonalne. To takie chwilowe windy do innych wymiarów. Wystrzela Cię w kosmos i wracasz. I jesteś już trochę inny. To taki seks z daną wibracją. Niektórych to przeraża. Reagują na mnie jak na nagle pojawiającego się węża w trawie. To dla nich to nie jest.

Czarno na Czarnym: Na bazie jakich inspiracji powstała ta piosenka?
Milito: To jest ambientowe country z lekką domieszką rocka. Ale swoją żartobliwą fikuśność piosenka zawdzięcza kreskówkom – w dużej mierze „Zwariowanym melodiom”, ale nie tylko. Jakaś część mojej duszy powstała w Toontown i jest narysowana.

Czarno na Czarnym: Twoja twórczość jawi się jako wielowymiarowa, nieobce są Ci między innymi elementy orientalne, azjatyckie. Skąd pomysł na taką akurat warstwę brzmieniową?
Milito: To chyba nie jest pomysł. To po prostu jest moja prawda. Lubię się wygłupiać, popisywać, odwalać, lubię ekspresję. Kiedyś moja siostra powiedziała, że jestem podobny do wszystkiego. Inna osoba zauważyła, że mam molekularną urodę. Niektórzy przypisują jej obok słowiańskości jakiś egzotyzm, często właśnie orientalizm. Co raz słyszę, że jestem podobny do Johnny’ego Deppa, ale myślę, że to przede wszystkim jakiś wajb rdzennej Ameryki nas łączy. A więc znów skośność. Ja czasem zresztą mam wrażenie, jakbym miał więcej części ciała, niż to widać. I to się odzwierciedla w mojej muzyce – taki dziki gen. Natomiast na pewno na jego ekspresję mocno wpłynął fakt, że u nas w domu rodzinnym jest ogromna ciągota do Azji – systemów filozoficznych, muzyki, rękodzieła. Maria Janion w „Niesamowitej słowiańszczyźnie” uznała taki rys za esencje polskości.

Czarno na Czarnym: A czy są takie gatunki, źródła natchnień, po które dotychczas nie sięgałeś, a które chodzą Ci po głowie?
Milito: Są! Zdziczałe latino. Moje wczesne dzieciństwo upłynęło pod znakiem „Lambady” – więc spodziewajcie się, że zawirują spódniczki i koszule!

Czarno na Czarnym: Zatem czekamy z niecierpliwością. Dziękuję za rozmowę!


poniedziałek, 2 października 2023

[WYWIAD] .usmi: „Na pewno nie zmienimy świata sami, ale chcielibyśmy być częścią zmiany”

Czego chciałby duet .usmi? Czym zajmowali się artyści, zanim zadebiutowali pod tym tajemniczym szyldem? I co oznacza owo enigmatyczne miano? Przeczytajcie wywiad i przekonajcie się sami. Miłej lektury!



Czarno na Czarnym: O czym opowiada pierwszy singiel zespołu .usmi?
.usmi: „Chciałbym” opowiada o tym, jak łatwo jest się zgubić w świecie, który pędzi jak szalony. Często z wiekiem zaczynamy wpadać w pewne schematy, przyjmowane zwykle przez nas w dzieciństwie. Nasz utwór to przebudzenie ze stanu bezrefleksyjnego podążania ścieżką „dorosłości”, która objawia się życiem z dnia na dzień bez poczucia celu, czymkolwiek miałby on być. Przebudzenie to prowadzi do buntu wobec zastanego stanu rzeczy, a co za tym idzie - chęci zmiany.

Czarno na Czarnym: W teledysku wystąpili aktorzy znani z dużego i małego ekranu. W jaki sposób doszło do Waszej z nimi współpracy?
.usmi: Wszystko dzięki naszemu reżyserowi Krystianowi Kornelowi, którego poznałem przypadkowo na grupie facebookowej, zrzeszającej niezależnych muzyków. Wysłałem mu „Chciałbym” w nadziei współpracy przy powstawaniu teledysku. Utwór spodobał się Krystianowi na tyle, że nim się obejrzałem, przemienił nasz pomysł na klip w scenariusz, zorganizował ekipę, znalazł odpowiednie lokacje i dobrał aktorów. Muszę się więc przyznać, że Adama i Bogusię (odtwórców głównych ról) poznałem dopiero na planie, jednak od pierwszych chwil bił od nich onieśmielający mnie profesjonalizm, przez co wcale nie zdziwiło mnie, iż oboje mają już za sobą duże produkcje telewizyjne.

Czarno na Czarnym: A jak przebiegała praca na planie?
.usmi: Był to mój pierwszy plan filmowy, jednak już jadąc na miejsce, wiedziałem, że zapamiętam go na długo. Choćby dlatego, że zdjęcia zaczynaliśmy w sobotę o 6.00, podczas gdy w piątek wieczorem graliśmy jeszcze koncert kilkaset kilometrów dalej. Mimo trudów zdjęć plenerowych prace przebiegały prawie zawsze zgodnie z planem, co jest niewątpliwie zasługą Marka (Mogilskiego, operatora), który jednym sprawnym ujęciem potrafił zniwelować wszechobecny niedoczas. Spędziłem więc te dwa dni w towarzystwie nie tylko profesjonalnej, ale i przyjaznej ekipy filmowej.

Czarno na Czarnym: Pod szyldem .usmi jest to Wasz debiut. Czy przed tą erą byliście zaangażowani w inne projekty muzyczne?
.usmi: Bębniarz.usmi i poeta.usmi pod różnymi szyldami grają razem jedenaście lat. Zaczynaliśmy od garażowych kapel metalowych, grywaliśmy też „koncerty z obiadem” oraz jako live band dla innych pieśniarzy, aż w końcu po pandemii ruszyliśmy z projektem .usmi, który chodził nam po głowie przez wiele długich lat. Choć zagraliśmy razem już wiele, dopiero teraz czujemy, że wiemy o co nam chodzi, zarówno na scenie, jak i poza nią.

Czarno na Czarnym: Twórczość .usmi określacie mianem narcobeatu. Co rozumiecie przez ten termin?
.usmi: Termin ten ukuł się jeszcze w czasach, gdy zespół.usmi nie był duetem.usmi. Narcobeat to dla nas muzyka, która z jednej strony wprowadza w trans, z drugiej zaś przynosi refleksje, które przychodzą często bez zapowiedzi. Tym dla nas jest też sztuka: zadawaniem niewygodnych pytań, wywoływaniem emocji. Nie ma być po prostu estetyczna, ma „coś nam robić”.

Czarno na Czarnym: Nie mogę też nie zadać najbanalniejszego pod słońcem pytania: co oznacza nazwa, którą sobie nadaliście? :)
.usmi: Nazwa ta oznacza ni mniej, ni więcej, że przed nami byli siódmi, a po nas dziewiąci, a więc my byliśmy ósmi. „U” zamiast „ó” to już element estetyczny, natomiast często pomijana kropka na początku to nasz znak rozpoznawczy: jesteśmy zespołem.usmi, gramy muzykę.usmi, a teraz udzielamy wywiadu.usmi. Wymyśliliśmy tę nazwę podczas pewnego przeglądu, na który pojechaliśmy jeszcze występując pod imieniem i nazwiskiem poety.usmi. Jako że występowaliśmy jako ósmy zespół w kolejności, zastanawialiśmy się, jak prawidłowo wymówić ten liczebnik porządkowy. Reszta to już historia. W tajemnicy mogę powiedzieć, że jedną z innych dyskutowanych wcześniej nazw było Tomek i Przyjaciele, więc cieszę się, że pojechaliśmy na ten przegląd :).

Czarno na Czarnym: A czego chciałby zespół .usmi?
.usmi: „Chciałbym patrzeć jak powoli kręci się świat”. Chcielibyśmy dotrzeć do ludzi, którzy zdają sobie sprawę, w jakim świecie żyjemy, choć na pewno chcielibyśmy też dotrzeć do tych, którzy jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy, by razem z tymi pierwszymi mogli zacząć działać. Na pewno nie zmienimy świata sami, ale chcielibyśmy być częścią zmiany: pokolenia świadomych ludzi, którzy chcą zostawić po sobie ślad we wszechświecie. Oczywiście chcielibyśmy też, byście wysłuchali naszego najnowszego singla i podzielili się nim z całym światem, ale najpierw byście sami odpowiedzieli sobie na pytanie, czego „Chciałby” każdy z Was.

Czarno na Czarnym: Dziękuję za rozmowę!


niedziela, 10 września 2023

[WYWIAD] Ćma: „Dla mnie źródłem światła są moje marzenia”

Dziś rzucimy trochę światła na twórczość wokalistki znanej jako Ćma. Zapraszamy do lektury wywiadu!



Czarno na Czarnym: Z powstaniem Twojego singla „Tylko ja” wiąże się niezwykle osobista historia. Czy możesz przybliżyć ją tym, którzy jej jeszcze nie znają?

Ćma: W zasadzie wszystko zaczęło się od silnego pragnienia wystąpienia na scenie, którego nie mogłam dźwignąć, pozostając w bezruchu artystycznym. To był trudny czas w moim życiu, nie czułam się dobra w niczym. Trochę chora, trochę wypalona zawodowo, przestałam czerpać przyjemność z codzienności. Zawsze muzyka dawała mi ukojenie więc miałam (i mam nieustannie) w zwyczaju siadać do pianina zwykle wieczorami, po pracy albo po prostu wtedy, kiedy czułam, że emocje zaczynają nade mną panować. Smutek i zarazem największe wkurzenie na samą siebie przyszły wtedy, gdy oglądałam znajomych z chóru, występujących na scenie Piosenki Premiery w Warszawie. Pytano mnie wcześniej, czy chciałabym wystąpić z własnym utworem, ale wtedy, jak wszystko inne, moja twórczość nie była dla mnie wystarczająca, by się nią pochwalić. Wydaje mi się, że nie była osobista i nie identyfikowałam się z tekstami z przeszłości. Na koncercie słuchałam podobnie do mnie zestresowanych, często niedoskonałych wykonawców, ale tak odważnych i tak wrażliwych, że wracałam do domu rozżalona z pytaniem w głowie: „dlaczego ja nie mogę się przełamać, kiedy, jak nie teraz?”. Obiecałam sobie spróbować, już nieperfekcyjnie, w końcu życie ucieka. Po powrocie do domu usiadłam szybko do pianina, piosenka napisała się sama, to po prostu musiało się stać. Z perspektywy czasu mam wrażenie, że gdyby te emocje nie przelały się na piosenkę tamtego wieczoru, żyłabym wciąż jak taka tykająca bomba naładowana złością. Teraz mogę powiedzieć, że to, co najlepsze zaczęło się od napisania tego utworu, może to był początek mojej autoterapii?

Czarno na Czarnym: Czy przed tym wydarzeniem planowałaś związać swoją przyszłość z własną twórczością?
Ćma: Nawet nie miałam nigdy odwagi o tym marzyć. Chyba faktycznie potrzebowałam kogoś, kto we mnie uwierzy bardziej, niż wtedy ja sama wierzyłam w siebie. 

Czarno na Czarnym: Czy można powiedzieć, iż napisanie tej piosenki dodało Ci odwagi i pewności, że znalazłaś właściwą drogę życiową?
Ćma: Tylko dlaczego tak późno, co? Ta piosenka to zamknięcie etapu o nazwie „nie jestem wystarczająco dobra” na... „muzyka to moje życie”.


Czarno na Czarnym: Jak zaczęła się Twoja współpraca z Bartkiem Caboniem?
Ćma: Ojej, to długa historia, którą mogę przybliżyć w kilku(nastu) zdaniach. O Bartku słyszałam od znajomych wokalistów, potem widziałam jego rolki na Instagramie albo tik-toki, w których mówił o aspektach technicznych pracy z głosem. Z większością się zgadzałam jako osoba, która uczy emisji głosu innych i zapragnęłam jemu powierzyć mój własny. Napisałam do niego smsa i... odpisał po pół roku, że nie ma dla mnie czasu. Mówiłam już wyżej o mojej złości sprzed kilku lat? Tak też było tutaj – uniosłam się i honorowo odczekałam kolejne pół roku, żeby mu odpisać. Znalazł się termin, ale u innej trenerki z jego środowiska, poszłam, ale z grymasem, bo nie o to mi chodziło. Minęły chyba trzy miesiące i wpadliśmy na siebie z Bartkiem pod jego studiem, wymieniłam się z nim moim znaczącym spojrzeniem i rzuciłam coś w stylu: musieliśmy „rozmawiać” przez półtora roku, żeby się tu teraz spotkać, co? I następnego dnia ćwiczyłam już u niego. Mam wrażenie, że nasza relacja jest wyjątkowa i łączy nas jakaś zupełnie nieromantyczna, ale emocjonalna więź. Bartek podczas naszej wspólnej pracy dopytywał mnie o moje utwory. Kiedy wyskoczyłam z „Tylko ja”, bez chwili zastanowienia zaproponował mi pomoc w wydaniu singla. Propozycja padła 23 grudnia, dzień przed Wigilią, najlepszy prezent gwiazdkowy w moim życiu. 


Czarno na Czarnym: Czy jako Ćmie zdarza Ci się fruwać zbyt blisko światła? Co bywa dla Ciebie jego źródłem?
Ćma: To zależy, co masz na myśli. Ja mam bardziej drastyczne odczucia. Ludzie wystawieni na przesadnie intensywne światło mogą się tylko poparzyć – cytuję fragment anime o gwiazdach k-pop. Ja – Ćma zmierzam ku ogniu i nawet jeśli tlą mi się skrzydła, nie potrafię się powstrzymać. I to daje mi siłę. Dla mnie źródłem światła są moje marzenia, cele, które sobie stawiam. Kolejnym z nich jest dokończenie albumu.

Czarno na Czarnym: A co Cię motywuje? Co sprawia, iż Ćma rozwija skrzydła?
Ćma: Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to to, jak zmienia się mój głos. Każdego dnia słyszę coraz więcej, czuję coraz więcej i emocji i luzu. To sprawia, że chcę więcej i nie mogę się powstrzymać. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że to wszystko. Światło na scenie jest niczym, jeśli nie ma publiczności. Kiedy docierają do mnie pozytywne komentarze odnośnie do mojego głosu albo twórczości, natychmiast mnie to napędza i zaczynam tworzyć nowe.

Czarno na Czarnym: W takim razie życzę Ci tego jak najwięcej. Dziękuję za rozmowę!

wtorek, 8 sierpnia 2023

[INTERVIEW] Alexz Johnson: "It's a real gift that I can share my experiences"

Alexz Johnson talked to Czarno na Czarnym on 8 May 2023, before a show taking place in the Gwarek club in Cracow. The interview was conducted by our great journalist and lyricist, Anna Płaczkowska. Enjoy reading!



Anna Płaczkowska: Is it your first visit in Poland?

Alexz Johnson: It's my first visit in Poland and I've been here like... feels like forty eight hours maybe. I just had my first pierogi two hours ago – it was delicious, and people have been so nice and kind so I will definitely already be coming back to Poland!

Anna Płaczkowska: Does anything surprise you here in Poland? Did you have time to see the city?

Alexz Johnson: Actually, I went to Auschwitz today. It has been on my bucket list and I wanted to experience it for a long time. It was obviously a pretty heavy day. I feel like I didn't have enough time today to jump around the city and I didn't really have the energy for that being on mid tour, so we just went to Auschwitz and checked out the memorial and came back and got ready for tonight's show. I haven't seen too much of Cracove on this trip, but I definitely feel like I'm immersed in a culture, because I'm playing music which is a part of Poland's culture tonight musically so I feel very grateful for that.

Anna Płaczkowska: Yesterday was your first concert in Poland, what are your feelings?

Alexz Johnson: I will say that it's been one of my favorite shows on tour so far. The audience was amazing, the people are so kind and passionate about the music and I was really blown away by the feeling in the room. I hope it's going to be a similar vibe tonight.

Anna Płaczkowska: Did you expect that so many tickets would be sold?

Alexz Johnson: No, I didn't! I added another date because the promoter of the venue said we should put it on another date here. I already booked my flight to France and I had to call and rebook it in order to stay another day. The venue's been kind enough to take care of my brother and me and put us up and make this so doable. I'm honestly really blown away at the amount of people that showed up for these shows. Especially since I haven't toured or released music in a couple of years. It's been really overwhelming and sweet.

Anna Płaczkowska: The lead single was "Hurt Me". Why did you pick this song to represent the whole album?

Alexz Johnson: Picking a single for "Seasons" was really hard. It was a tough decision. I'm an indie artist, I released this album to my own indie label. Funded the album with help from Patreon but also my husband and I funded this whole project. I felt emotional when I listened to "Hurt Me" when I heard it mastered. I wanted to give my fans that same feeling that I had and I thought that it was the right song to kinda grab them with and then come out with "Ain't That the Way" – it's kind of a more storytelling, softer song, so yeah, I decided on that because it's my album and I steer the ship, no one told me otherwise so "Hurt Me" was the single.

Anna Płaczkowska: You mentioned that you're an independent artist, what difficulties are related to this?

Alexz Johnson: A lot. It's like juggling a million different things. I'm not just getting on the stage and performing, I'm not just practicing my set or figuring out what I'm gonna wear for the night. I'm literally doing everything that goes in and behind the show from booking flights, to accommodation, to the eco rentals, to answering emails, to fulfilling store orders at shopalexz.com, to getting back to fans, who want refunds or fans, who have disability and they need a place to seat through the venues and getting back to. There are so many moving parts to being an artist. Kinda the last thing on the list is even the performance part so I kinda feel like when I get up on the stage and I play music I'm in such a vulnerable, wild place. All the pieces that went into me getting on stage, that I feel like the show ends up being incredibly real and sometimes emotional 'cause I'm exhausted but also really grateful that all this work has brought all these people together to enjoy the music. If I wasn't selling tickets and if people won't come to my shows I wouldn't do this anymore because it's way too much work. So the fact that people show up and I hear them enjoying it, it shows me that I should keep going.

Anna Płaczkowska: And you are doing great!

Alexz Johnson: Yeah, it's going pretty good. I know. I haven't even stopped to think about it yet. I was thinking about catching my flight tomorrow back to France and then getting to Milan and getting to the next show, to the next venue, so it's rolling.



Anna Płaczkowska: Let's go back to the album. What does the title "Seasons" mean to you?

Alexz Johnson: I just feel like where I live the seasons are so intense and this album to me represents all the different seasons of my life and it ends another season of my life. I just felt like it was a perfect title. The record was made over the course of two years, all the seasons changing. "Hurt Me" feels like winter, "Ain't That the Way" feels like kinda spring, and "Borderline" feels like summer. I wanted to really paint a picture of how life and death are natural. And like the year show us every single season, that it's ok to experience pain and grief and loss, and that we will continue through that. I find the resilience of the seasons. It's really beautiful. Making this album being a mom of two kids was a good example to me of what this record represents to me, which is resilience and freedom

Anna Płaczkowska: So can you say that "Seasons" is the concept album?

Alexz Johnson: Yeah, I would say that for sure. I didn't expect to make that as a concept album but it kinda just turned out to be.

Anna Płaczkowska: Which song from "Seasons" was the hardest to write when it comes to emotions?

Alexz Johnson: "Other Side". This song is about my sister who passed away. That was a tough song to record and write. But I also think that it's such a joyful song because it's spinning loose around and away, it's bringing light and joy to somebody not being in pain anymore, and I feel like those things are really awesome and wonderfull too, but "Other Side" was really tough to finish.

Anna Płaczkowska: So when you wrote this song, it sounds like it was kinda a therapy for you to process something, move from some situations in your life. Is it always a way for you to write? And also do you think that when someone listens to music can also process something the same way as someone who writes lyrics?
Alexz Johnson: Everything that I write and that ends up being made into a song it's always coming from my own personal experience or someone close to me in my life that I witnessed their experience. I don't really think about how people are gonna take my music. I think it's why I'm not a major label artist, because I'm very more interested in telling my stories and writing, what feels right to me and then if people feel connected to that – that's a bonus. But it really is for me a type of therapy, just speaking out how I feel authentically without thinking about how it sounds to other people. That channel for me has really helped heal me in a lot of ways. Also my fans tell me that my music has helped heal them so it's a real gift that I can share my experiences and it can help other people. That's amazing, so it's helping me, it's helping others – that's awesome, that's the dream.

Anna Płaczkowska: Yeah, music has a lot of power!

Alexz Johnson: Yes, I know and I'm seeing that. A lot of fans are really emotional. During this tour, I'm seeing a lot of people tell me that I've been a soundtrack to their lives for eighteen years and that they wanna live because of my music. It's crazy.

Anna Płaczkowska: Your brother is a musician too. How does your cooperation look like?

Alexz Johnson: He's a little shit, haha, no I'm just joking. He's my youngest brother. He's awesome and so talented. Being related we get the same vibe and we have a great connection when we make music, so it was just a no-brainer to have him come to my tour. He has very stripped out sets, so that's the only way I could make this happen, I couldn't do this with a full band this time around. He's great and his new EP "House of Colours" is beautiful. I'm really proud of him!

Anna Płaczkowska: How your artistic process looks like?

Alexz Johnson: It changes every time. You know, I come up with song ideas, I keep them on my phone. It's kinda like... any time I sit down to create music I feel like I have a whole pile of ideas that have been waiting to get to them. I feel like I'm never starting from scratch. And I'm starting from the idea I had or I pull from something from the past. But now it's not so much of a process, now that I'm a mom, it's more about just finding a time to create and get it finished. I don't feel like I have the luxury of a process anymore, until my kid will get older – but I think that itself it's a process.

Anna Płaczkowska: What comes to your mind first? Is it music or lyrics?

Alexz Johnson: Both at the same time. I never write them separately. Whenever I'm writing a song, the melody and the lyrics, I do the exact same thing.

Anna Płaczkowska: Who is the first listener if you write any song?

Alexz Johnson: My husband. Haha, poor guy.

Anna Płaczkowska: Why? I think he's lucky.

Alexz Johnson: Haha, I don't know.

Anna Płaczkowska: Is it hard to connect parenthood with travelling and being a singer?

Alexz Johnson: Yes, it is hard. It's kind of, you know, some things gotta give sometimes. And, unfortunately it's just the truth, you know... and people make it sound like it's easy being a mom and working full time, it isn't easy, it's hard. Especially when you are an independent artist and have a lot of stuff to manage. But I think my way is that I just separate the two, so when I'm working, I'm working and when I'm not working I'm not on my phone and I'm connected with my kids and I get them as much of me as I can. And I think, as they get older, I hope that they can have some kind of inspiration for independence and drive, and that you don't need anybody to make your dreams come true. You can do it with hard work. I come from a very middle class family and I love my mom and dad, but you know, me really as a kid had to figure out very young, get it there, get a job. I really didn't have any financial support in my life and I want to give my children a bit of a headstart in this tough world. I want them to understand that successful life requires hard work, so if I can leave that to my kids, so that's my goal. I'm willing to lose time here and there to that greater sacrifice.

Anna Płaczkowska: The final question. Which song from "Seasons" will you dedicate to polish fans?

Alexz Johnson: Mad world, cause my Polish fans love that one.

Anna Płaczkowska: Thank you for the interview.


zajrzyj po więcej:

Alexz Johnson on Facebook
Alexz Johnson on Instagram
Klub Gwarek on Facebook
Klub Gwarek on Instagram
Anna Płaczkowska on Facebook
Anna Płaczkowska on Instagram



poniedziałek, 7 sierpnia 2023

[WYWIAD] Alexz Johnson: „To prawdziwy dar, że mogę dzielić się swoimi doświadczeniami”

Czy pamiętacie tegoroczną wizytę Alexz Johnson w naszym kraju? Z pewnością tak, któż bowiem zapomniałby o jednym z najważniejszych wydarzeń w historii nie tylko krakowskiego Klubu Gwarek, ale i w historii koncertowej Polski w ogóle. Przy okazji drugiego z dwóch występów, który odbył się 8 maja 2023, mieliśmy możliwość przeprowadzenia niezwykle sympatycznego i ciekawego wywiadu z artystką wyjawiającą w nim między innymi... a zresztą przekonajcie się sami! Za mikrofon chwyciła Anna Płaczkowska. Zapraszamy do lektury!



Anna Płaczkowska: Czy to Twoja pierwsza wizyta w Polsce?
Alexz Johnson: Tak, to moja pierwsza wizyta w Polsce, a jestem tu już jakieś... wydaje mi się, że może czterdzieści osiem godzin, a dwie godziny temu zjadłam swoje pierwsze pierogi – były pyszne. Ludzie są tacy mili i życzliwi, więc na pewno jeszcze wrócę do Polski!

Anna Płaczkowska: Czy coś zaskoczyło Cię w Polsce? Miałaś czas, żeby zobaczyć miasto?
Alexz Johnson: Pojechałam dzisiaj do Auschwitz. To było na mojej liście rzeczy do zrobienia i od dawna chciałam tego doświadczyć. To był oczywiście dość ciężki dzień. Czuję, że nie miałam dzisiaj wystarczająco dużo czasu, żeby zobaczyć miasto i też nie miałam na to energii, będąc w połowie trasy, więc po prostu pojechaliśmy do Auschwitz, zwiedziliśmy memoriał i wróciliśmy, żeby się przygotować do dzisiejszego koncertu. Nie widziałam zbyt wiele Krakowa na tej wycieczce, ale zdecydowanie czuję, że jestem zanurzona w tutejszej kulturze, ponieważ gram muzykę, która dzisiejszego wieczoru jest jej częścią. Czuję się za to bardzo wdzięczna.

Anna Płaczkowska: Wczoraj odbył się Twój pierwszy w Polsce koncert, jakie są Twoje odczucia?
Alexz Johnson: Powiem, że do tej pory był to jeden z moich ulubionych koncertów na trasie. Publiczność była niesamowita, ludzie są bardzo życzliwi i pełni pasji do muzyki. Byłam naprawdę zachwycona nastrojem panującym na sali. Mam nadzieję, że dzisiejszego wieczoru będzie podobny klimat.

Anna Płaczkowska: Spodziewałaś się sprzedaży tylu biletów?
Alexz Johnson: Nie! Dodałam kolejną datę, ponieważ promotor miejsca powiedział, że powinniśmy wystąpić w jeszcze jednym terminie. Miałam już zarezerwowany lot do Francji i musiałam zadzwonić i przesunąć rezerwację, aby zostać tutaj jeszcze jeden dzień. Właściciele klubu byli tak mili, że zaopiekowali się moim bratem i mną, ugościli nas i sprawili, że mogło to wszystko dojść do skutku. Jestem naprawdę zdumiona liczbą ludzi, którzy pojawili się na tych koncertach. Zwłaszcza że od kilku lat nie byłam w trasie ani nie wydawałam muzyki. To było naprawdę fantastyczne i słodkie.

Anna Płaczkowska: Głównym singlem promującym Twój najnowszy album zostało „Hurt Me”. Dlaczego wybrałaś akurat ten utwór?
Alexz Johnson: Wybór singla do „Seasons” był naprawdę trudny. To była ciężka decyzja. Jestem artystką indie, wydałam tę płytę nakładem mojej własnej niezależnej wytwórni. Sfinansowałam album przy pomocy platformy Patreon oraz z pieniędzy moich i mojego męża. Wzruszyłam się, kiedy słuchałam zremasterowanej wersji „Hurt Me”. Chciałam dać moim fanom to samo uczucie, którego doświadczyłam, i pomyślałam, że to właściwa piosenka, aby ich chwycić, a potem wyjść z singlem „Ain't That the Way” – utworem trochę bardziej opowiadającym historię, delikatniejszym. Tak właśnie zdecydowałam się na to, ponieważ to mój album i to ja steruję statkiem, nikt mi nie powiedział inaczej, więc „Hurt Me” było pierwszym singlem.

Anna Płaczkowska: Wspomniałaś, że jesteś artystką indie (niezależną), jakie trudności się z tym wiążą?
Alexz Johnson: Bardzo dużo. To jak żonglowanie milionem różnych rzeczy. Nie tylko wychodzę na scenę, występuję, ćwiczę swój set i zastanawiam się, w co się ubiorę na wieczór. Dosłownie robię wszystko, co dzieje się w trakcie i po występie, od rezerwacji lotów, zakwaterowania, wypożyczenia aut, odpowiadania na e-maile, realizacji zamówień w sklepie na shopalexz.com, kontaktu z fanami, którzy chcą zwrotu pieniędzy lub fanów, którzy są niepełnosprawni i potrzebują miejsca do siedzenia w różnych obiektach. Jest tak wiele ruchomych części bycia artystą. W pewnym sensie ostatnią rzeczą na liście jest nawet sam występ, więc gdy wchodzę na scenę i gram muzykę, czuję, że znajduję się w tak delikatnym, ale też dzikim miejscu. Wszystkie elementy, które poprzedzają moje wejście na scenę, sprawiają, że czuję, iż koncert staje się dla mnie niesamowicie realistyczny i czasami emocjonalny, ponieważ jestem wyczerpana, ale także bardzo wdzięczna, że cała ta praca zgromadziła tych wszystkich ludzi razem, aby mogli cieszyć się muzyką. Gdybym nie sprzedawała biletów i ludzie nie przychodziliby na moje koncerty, nie robiłabym tego więcej, bo to zbyt dużo pracy. Więc fakt, że się pojawiają i słyszę, jak im się to podoba, pokazuje mi, że powinnam w to iść dalej.

Anna Płaczkowska: Radzisz sobie świetnie!
Alexz Johnson: Tak, idzie mi całkiem nieźle, wiem. Jeszcze nawet nie miałam okazji, żeby zatrzymać się i o tym pomyśleć. Myślałam raczej o złapaniu jutrzejszego lotu z powrotem do Francji, a następnie do Mediolanu i dostaniu się na kolejny koncert, do następnego miejsca, więc tak się to toczy.



Anna Płaczkowska: Wróćmy do albumu. Co oznacza dla Ciebie tytuł „Seasons”?

Alexz Johnson: Czuję, że tam, gdzie mieszkam, pory roku są bardzo intensywne, a ten album reprezentuje dla mnie różne pory roku w moim życiu i kończy kolejny etap. Poczułam, że to doskonały tytuł. Płyta powstawała w ciągu dwóch lat, a pory roku się zmieniały. „Hurt Me” przypomina zimę, „Ain't That the Way” przypomina wiosnę, a „Borderline” lato. Chciałam namalować obraz tego, jak życie i śmierć są naturalne. Zupełnie tak jak rok, który ma swoje etapy, pokazuje nam, że odczuwanie bólu, żalu i straty jest w porządku i że przetrwamy to. W porach roku odnajduję odporność. To naprawdę piękne. Tworzenie tego albumu będąc mamą dwójki dzieci, było dla mnie dobrym przykładem tego, co reprezentuje dla mnie ta płyta, czyli odporności i wolności.

Anna Płaczkowska: Czy zatem można powiedzieć, że „Seasons” to album koncepcyjny?
Alexz Johnson: Tak, powiedziałbym to na pewno. Nie spodziewałam się, że będzie to album koncepcyjny, ale tak wyszło.

Anna Płaczkowska: Która piosenka z „Seasons” była najtrudniejsza do napisania, jeśli chodzi o emocje?
Alexz Johnson: „Other Side”. To piosenka o mojej zmarłej siostrze. Ten utwór był trudny do nagrania i napisania. Ale myślę też, że jest radosna, ponieważ kręcąc się wokół straty, przynosi światło i radość komuś, żeby już nie cierpiał. Czuję, że te rzeczy są naprawdę niesamowite i cudowne, ale „Other Side” było naprawdę ciężko skończyć. 

Anna Płaczkowska: Proces pisania tej piosenki brzmi tak, jakby była to dla Ciebie w pewien sposób terapia, aby coś przetworzyć, wyjść z niektórych sytuacji w Twoim życiu. Czy zawsze jest to sposób, w jaki piszesz, oraz czy myślisz, że kiedy ktoś słucha muzyki, może przetwarzać coś w taki sam sposób, jak ktoś, kto pisze teksty?
Alexz Johnson: Wszystko, co piszę i co staje się piosenką, zawsze pochodzi z moich osobistych doświadczeń lub przeżyć kogoś mi bliskiego, których byłam świadkiem. Tak naprawdę nie myślę o tym, jak ludzie przyjmą moją muzykę. Sądzę, że z tego powodu nie jestem artystką dużej wytwórni, ponieważ bardziej interesuje mnie opowiadanie moich historii i pisanie tego, co wydaje mi się właściwe, a jeśli ludzie poczują się z tym związani – to bonus. To naprawdę jest dla mnie pewien rodzaj terapii: mówienie autentycznie o tym, co czuję, bez myślenia, jak to brzmi dla innych ludzi. Ten sposób naprawdę pomógł mi uzdrowić siebie na wiele sposobów. Także moi fani mówią mi, że moja muzyka pomogła im, więc to prawdziwy dar, że mogę dzielić się swoimi doświadczeniami i pomagać innym ludziom. To cudowne, że pomaga mi i innym – to niesamowite, zupełnie jak sen.

Anna Płaczkowska: Tak, muzyka ma wielką moc!
Alexz Johnson: Tak, wiem i widzę to. Wielu fanów jest naprawdę wzruszonych. Podczas tej trasy sporo osób mówi mi, że przez osiemnaście lat byłam ścieżką dźwiękową ich życia i że chcą żyć dzięki mojej muzyce. To jest szalone.

Anna Płaczkowska: Twój brat też jest muzykiem. Jak wygląda Wasza współpraca?
Alexz Johnson: Jest okropny, haha, nie, ja tylko żartuję. To mój najmłodszy brat. Jest niesamowity i taki utalentowany. Będąc spokrewnieni, mamy ten sam vibe i świetne połączenie, kiedy tworzymy muzykę, więc było to dla mnie oczywiste, żeby był ze mną w trasie. Ma bardzo okrojone sety, to jedyny sposób, w jaki mogłam postąpić, tym razem nie mogłam tego zrobić z pełnym zespołem. On jest świetny, a jego nowa EP-ka „House of Colours” jest piękna! Jestem z niego naprawdę dumna!

Anna Płaczkowska: Jak wygląda Twój proces artystyczny?
Alexz Johnson: Zmienia się za każdym razem. Wymyślam pomysły na piosenki, trzymam je w telefonie. To trochę tak, jakbym za każdym razem, gdy siadam do tworzenia muzyki, czuła, że mam cały stos pomysłów, które czekały, żeby je zrealizować. Mam wrażenie, że nigdy nie zaczynam od zera. Zaczynam od pomysłu, który miałam lub czerpię z czegoś z przeszłości. Ale teraz to nie jest proces, teraz, kiedy jestem mamą. Chodzi bardziej o znalezienie czasu na stworzenie i dokończenie. Nie czuję, żebym miała ten luksus procesu, dopóki moje dzieci nie dorosną – ale myślę też, że to samo w sobie jest procesem.

Anna Płaczkowska: Co jako pierwsze przychodzi Ci do głowy: muzyka czy teksty?
Alexz Johnson: Obie te rzeczy jednocześnie. Nigdy nie piszę ich osobno. Ilekroć tworzę piosenkę, melodia i tekst pojawiają się dokładnie tak samo.

Anna Płaczkowska: Kto jest pierwszym słuchaczem, kiedy piszesz piosenkę?
Alexz Johnson: Mój mąż. Haha, biedny facet.

Anna Płaczkowska: Dlaczego? Myślę, że ma szczęście.
Alexz Johnson: Haha, nie wiem.

Anna Płaczkowska: Czy trudno jest połączyć rodzicielstwo z podróżowaniem i byciem wokalistką?
Alexz Johnson: Tak, to trudne. No wiesz, czasami trzeba coś poświęcić. Niestety, to prawda... Ludzie sprawiają, że brzmi to tak, jakby było łatwo być mamą i jednocześnie pracować na pełen etat, a to wcale nie jest łatwe. To trudne. Zwłaszcza gdy jesteś niezależnym artystą i masz dużo rzeczy, którymi musisz zarządzać. Myślę, że moim sposobem na to jest po prostu oddzielenie tych dwóch rzeczy, więc kiedy pracuję, to pracuję, a kiedy nie pracuję, nie korzystam z telefonu i jestem z moimi dziećmi i daję im tyle siebie, ile tylko mogę. Myślę i liczę na to, że gdy dorosną, będą mieć jakąś inspirację do bycia niezależnymi i motywację, iż nie potrzebują nikogo, aby spełnić swoje marzenia. Można to osiągnąć ciężką pracą. Pochodzę z rodziny średniej klasy i kocham moją mamę i tatę, ale wiesz, będąc dzieckiem, musiałam zdecydować, czego chcę, dostać się tam, znaleźć pracę. Nie miałam żadnego wsparcia finansowego w moim życiu i chcę dać moim dzieciom trochę przewagi w tym trudnym świecie. Chcę, aby zrozumiały, że udane życie wymaga ciężkiej pracy, więc jeśli mogę zostawić to moim dzieciom, to taki jest mój cel. Jestem gotowa tracić czas tu i tam dla tego większego poświęcenia.

Anna Płaczkowska: Ostatnie pytanie. Którą piosenkę z „Seasons” zadedykujesz polskim fanom?
Alexz Johnson: „Mad World”, bo moi polscy fani ją uwielbiają.

Anna Płaczkowska: Dziękuję za rozmowę.


zajrzyj po więcej:

Alexz Johnson na Facebooku
Alexz Johnson na Instagramie
Klub Gwarek na Facebooku
Klub Gwarek na Instagramie
Anna Płaczkowska na Facebooku
Anna Płaczkowska na Instagramie