piątek, 27 marca 2026

Dildo Bagginsowi i Grabażowi poszło jak po „Maśle”

Kiedy artystyczne siły łączą człowiek z torbą na głowie oraz lider zespołów Pidżama Porno i Strachy na Lachy, stworzenie efektownego numeru to bułka z „Masłem”. Zapowiadający swoją trzecią płytę Dildo Baggins zaprosił do współpracy Grabaża i tym sposobem światło dzienne ujrzała wielowymiarowa opowieść o lękach trawiących nas w trakcie podróży przez codzienność.



Zaskakująca, a równocześnie pożądana kolaboracja ma źródło w koncercie urodzinowym Pidżamy Porno w Poznaniu, w którym udział wziął również Dildo. Od tamtego momentu relacja eskalowała, aż do utworu, którego niejeden fan dobrych brzmień, nieoczywistych rozwiązań i przewrotnych tekstów będzie słuchał... z maślanymi oczami. Płyta „Pijak i Złodziej” pojawi już 17 kwietnia. 



Niklas Paschburg z premier albumu „L’Écho de Bretagne”

Otoczony zielenią Bretanii dom na końcu świata, brak internetu i magnetofon szpulowy. W takich wyjątkowych okolicznościach powstał materiał, który znajdziemy na krążku „L’Écho de Bretagne”, najnowszym tytule w dorobku niemieckiego kompozytora, producenta i pianisty Niklasa Paschburga.



Poprzednie wydawnictwo Niklasa, płyta EP zatytułowana Mexican Alps, było pierwszym w jego dorobku materiałem, w którym nie wykorzystał swoich ulubionych klawiszy. Krążek L’Écho de Bretagne” stanowi odpowiedź na ten stan.

To właśnie brak fortepianu zrodził potrzebę stworzenia nowej płyty, która dla kontrastu stawia ten tak ważny dla mnie instrument w samym centrum – wyjaśnia artysta.  Wynająłem stary domek w Paimpol Bretanii, gdzie stał fortepian koncertowy. Kiedy tam dotarłem, odkryłem, że instrument nie tylko ma ponad sto lat, ale jest też nieznanej marki i nigdy nie był restaurowany, co nadało mu niepowtarzalny charakter. Proces oswajania się z jego niełatwą obsługą był naprawdę fascynujący. Miałem przy sobie laptopa i telefon, na wszelki wypadek, ale postanowiłem je wyłączyć. Zapragnąłem, aby „L’Écho de Bretagne” było dziełem w pełni analogowym, nawet w sposobie nagrywania. Chyba nigdy nie byłem w swoim życiu tak spokojny, jak w tamtych dniach w Paimpol. Chociaż pracowałem nad bardzo konkretnym projektem i nie miałem zbyt wiele czasu, ten okres był bardziej relaksujący niż jakiekolwiek wakacje  dodaje.



Wszystkie stany Dobrawy Czocher. Premiera albumu „State of Matter”

Dobrawa Czocher zaprezentowała właśnie swój nowy album. „State of Matter” to jednocześnie zapis transformacji artystki, poszukiwania zaskakujących rozwiązań muzycznych i najszczerszych emocji, oraz kolejny dowód na jej niezwykłą wrażliwość i podążanie własną drogą.



Materiał powstał w okolicznościach wyjątkowych. A konkretnie na fali zmian, bo po przeprowadzce artystki nad Bałtyk.

Widok morza z mojego okna tuż po przebudzeniu sprawiał, że fantazjowałam o tym, co jest po drugiej stronie tego niezwykle intrygującego horyzontu niebieskiej materii. To z kolei zainspirowało mnie do refleksji nad ludzką ciekawością, odwagą zadawania pytań i szukania odpowiedzi. W trakcie życia napotykamy niezliczoną liczbę problemów i sytuacji, które zmuszają nas do sprawdzania, poszerzania granic naszej świadomości, rozwoju i odkrywania. Każda taka sytuacja to podróż, a żeby ją odbyć, potrzebujemy odwagi. Ten album to moja osobista pieśń o ludzkiej ciekawości i odwadze. Utwory na „State of Matter” tworzą swoistą chronologię wydarzeń. Od „Monologu”, który jest symbolicznym momentem ciekawości, ale i strachu, naturalnie pojawiającego się przed podjęciem ważnej decyzji, poprzez „Blue”, który jest początkiem podróży, do „Goodbye”, które kończy tę historię, ale jednocześnie wskazuje, że spotkamy się ponownie, tylko na innej drodze. „State of Matter” to wyraz trwania w swojej mocy, poszukiwania pomimo strachu, życia pomimo tego, że czasami nie wiemy, co nas czeka po drugiej stronie – opowiada Dobrawa.

Na uwagę zasługuje też sposób, w jaki utwory skomponowano i nagrano.

Postanowiłam użyć nowych brzmień, dzięki czemu album nabrał nowych barw. Gram tu na syntezatorze Mooga i muszę przyznać, że jego możliwości niesamowicie mnie fascynują. Każda chwila, w której mogłam przełączyć się na ten instrument, sprawiała mi ogromną radość. W kilku utworach używam też syntezatorów nieanalogowych i... śpiewam! Zaskoczyło mnie również, jak bardzo lubię używać swojego głosu. Traktuję go jako dodatkowy instrument, narzędzie do podkreślenia historii, która w większości i tak jest już zawarta w dźwiękach. Ostatecznie moim głównym narzędziem jest oczywiście wiolonczela, którą od kilku lat eksploruję w niekonwencjonalny sposób i która wciąż zadziwia mnie swoimi nieograniczonymi możliwościami – kontynuuje świeżo upieczona wokalistka.

Materiał został zarejestrowany przez Mateusza Danka w legendarnym Studiu S4 Polskiego Radia w Warszawie.

S4 ma swój własny, wyjątkowy klimat. To stare studio z doskonałym sprzętem i wszechobecnym duchem wspaniałych nagrań, które się tam odbywały. Bardzo lubię tam nagrywać również ze względu na akustykę i przytulność związaną z niewielkimi rozmiarami. Z Mateuszem pracowałam przy nagraniach do spektaklu teatralnego i już wtedy wiedziałam, że chcę zaprosić go do współpracy przy płycie. To był bardzo intensywny, ale przede wszystkim satysfakcjonujący czas. Podczas nagrywania zazwyczaj czuję, że trzeba pójść na kompromis: albo wykonanie jest technicznie perfekcyjne, ale brakuje mu jakiejś szczególnej emocji albo jest bardzo ekspresyjne, ale brakuje mu perfekcji. Podczas nagrywania „State of Matter” starałam się znaleźć równowagę między perfekcjonizmem a płynnością chwili. Aspekt techniczny jest dla mnie, jako artystki z klasycznym wykształceniem, bardzo ważny, ale muzyka musi oddychać naturalnie i oddziaływać emocjonalnie. Cieszę się, że w wielu miejscach odpuściłam kontrolę, dzięki czemu efekt jest bardziej autentyczny. Jestem bardzo ciekawa, jak publiczność odbierze ten akt odwagi z mojej strony – dodaje wiolonczelistka.



Dead Star Talk łączy siły z producentem Metalliki. Premiera singla „Outta Luck”

Międzynarodowy skład Dead Star Talk połączył siły z Flemmingiem Rasmussenem, producentem Metalliki i współtwórcą takich kultowych wydawnitw, jak „Ride the Lightning”, „Master of Puppets”, czy „...And Justice for All”. Efektem tych artystycznych działań jest singiel „Outta Luck” zarejestrowany w Sweet Silence Studios.



„Outta Luck” opowiada o konsekwencjach życia na pełnych obrotach, o momencie, gdy uświadamiamy sobie, że nie da się już uciec od prawdy o sobie. Numer ten zapowiada dwie składające się na jeden album płyty: Now Then Always Forever”, której premiera zaplanowana jest na 4 września 2026, i Forever Always Then Now”, mającą ukazać się w marcu 2027. Krążki ujrzą światło dzienne nakładem Massive 92.



Fisz Emade i Mateusz Krautwurst wywołują „Duchy”

„Duchy” to najnowszy, poruszający utwór duetu Fisz Emade. Singiel został poświęcony pamięci niedawno zmarłej mamy artystów, co czyni go jedną z najbardziej osobistych, wręcz intymnych premier w ich dorobku. Gościnnie usłyszymy tu Mateusza Krautwursta.



„Duchy” są refleksją nad pamięcią, przemijaniem i tym, co pozostaje w nas po stracie bliskich. Kompozycja natomiast w sposób typowy dla stylu Fisz Emade łączy nowoczesną produkcję z organicznym brzmieniem, korespondując z zawartym w tekście przekazem.



Domi Januszewska odkrywa nową wersję „Nieprawdy”

Domi Januszewska wraca do korzeni, prezentując powstały przed laty utwór „Nieprawda”. Za produkcję nowej wersji tej poruszającej trudny temat, ale dodającej otuchy opowieści muzycznej odpowiada Maciej Maki Kowalczyk. To zapowiedź nadchodzącej płyty EP, mającej ukazać się jeszcze w tym roku.



Nigdy nie chciałam klasyfikować swojej muzyki do konkretnego gatunku i ograniczać się w ten sposób – co prawda żyjemy w świecie, gdzie te kategorie są nieuniknione i rzeczywistość platform streaminowych wymusza na artystach przynajmniej podstawowe przypisanie do jakiegoś gatunku. Dlatego też mogę powiedzieć, że moja muzyka zawsze krąży gdzieś w okolicach rocka, który przenika się i wchodzi w romans z różnymi innymi gatunkami – mówi Domi. – Ten dynamiczny, pełen emocji utwór opowiada historię rozstania i niesie ze sobą trudny ładunek emocjonalny, ale mimo to jest w nim element oczyszczający i przez to dający nadzieję na lepsze jutro. Myślę, że może on nieść ukojenie dla osób, które utknęły w czymś nie do końca dla nich dobrym. To jeden z pierwszych utworów, jaki napisałam i skomponowałam wraz z gitarzystą z mojego ówczesnego zespołu, Karolem Januszewskim. Z wielkim sentymentem sięgam pamięcią do tamtych czasów, gdy po raz pierwszy mogłam wykorzystać swoją kreatywność i potencjał oraz dosłownie i w przenośni dać głos wrażliwości, jaka we mnie drzemie. To właśnie wtedy zaczęła budować się moja tożsamość artysty – dodaje wokalistka.



czwartek, 26 marca 2026

Kapela MORIS BLN dobre brzmienia. Posłuchaj singla „Dracena”

Pochodzą w warszawskich Bielan. Grają rocka romansującego z jazzem i psychodelią. Patrzą na muzykę w ten sam sposób – pewnie za sprawą identycznych oprawek okularów – acz równocześnie każde z nich wnosi do wspólnej twórczości coś innego. Ich „Dracena” porównywana jest do wczesnych utworów Czesława Niemena i choć takie skojarzenie niewątpliwie uznać należy za nobilitujące, jeszcze ważniejszy jest fakt, że wyhodowali swój własny styl i teraz krzewią go w internecie, na antenach radiowych i podczas występów na żywo. Poznajcie kapelę MORIS BLN.



Wspomniana „Dracena”, dodajmy, że z gościnnym udziałem Przemka Myszora z Myslovitz, to pierwsza w dorobku MORIS BLN propozycja z pełną sekcją dętą, odchodząca nieco od dotychczasowego klimatu budowanego przez zespół, a jednak konsekwentnie wpisująca się w wyznawane przez artystów wartości dźwiękowe. Numer ten stanowi drugą zapowiedź nadchodzącej wielkimi krokami płyty „O obrotach ciał”. Materiał ów powstaje w składzie: Jędrzej Cichocki (gitara, wokal), Antoni Martynowicz (klawisze), Adrian Błaszczyk (perkusja), Aga Bot (gitara basowa) i Joanna Lis (trąbka, waltornia).