Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Książnica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Książnica. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 października 2023

[RECENZJA] Sylwia Trojanowska i Malwina Kozłowska twierdzą, że „Facetom nic do tego”

Uwaga, uwaga, pasażerowie udający się na Wenus proszeni są o podejście do bramki numer dwa. Przypominamy, że Waszymi przewodniczkami zostaną dziś Sylwia Trojanowska i Malwina Kozłowska, a za komfort i najwyższy poziom lotu odpowiada Wydawnictwo Książnica. Zapnijcie pasy i przygotujcie się na niezłą jazdę... a „Facetom nic do tego”!



„Facetom nic do tego” to kontynuacja przygód Ingi, Baśki i Anki, czyli bohaterek stworzonych przez tandem pisarski Sylwia Trojanowska i Malwina Kozłowska. Tym razem dziewczyny korzystają z uroków oferowanym im przez egzotyczny kurort. Jeżeli jednak wydaje się Wam, iż czeka Was powieść o słońcu, piaszczystych plażach i nieskazitelnie błękitnym niebie zlewającym się w całość z falującą leniwie wodą... macie całkowitą rację. Z tą tylko różnicą, że na owym tropikalnym tle zgrane trio znów bierze udział w wydarzeniach nie z tej ziemi. Czy to bowiem rajska wyspa, czy zaśnieżona Polska, te trzy trenerki personalne w dziedzinie samoakceptacji zawsze znajdą dla siebie jakieś nietuzinkowe wyzwanie, w ramach którego raz jeszcze przekonają się o mocy, jaką daje łącząca je przyjaźń, bowiem jawią się dla siebie nawzajem jako simply the best. Historię tę, wzorem poprzedniczki zatytułowanej „Facetom wstęp wzbroniony”, spisano językiem lekkim, acz niebanalnym, pełnym poczucia humoru z przerwami na wzruszenie. Przeczytana jednym tchem, być może w jedno popołudnie lub deszczowy wieczór, dostarczy powodów do uśmiechu i przeniesie, choć na chwilę, w świat zupełnie inny, a zarazem całkiem bliski. Pomyli się jednakże ten, kto odgórnie weźmie książkę za przejaw zbyt daleko idącego, przerysowanego feminizmu. Owszem, autorki stawiają na kobiecą siłęlecz równocześnie podkreślają, jak ważną na ich planecie rolę pełnią również mężczyźni. I nie chodzi tu o czarne charaktery. Tacy Lutkowie, Jakubowie czy nawet Arystotelesowie witani są na scenie życia z szeroko otwartymi ramionami, nierzadko spragnionymi przecież bliskości płci przeciwnej. I tak naprawdę przecież... facetom coś do tego.


wtorek, 8 sierpnia 2023

[RECENZJA] Jarosława Łytwyn i „Rok rozpusty Klausa Ottona Bacha”

Czy jesteście gotowi na niezwykłą podróż? Naszym celem okaże się Ukraina, a konkretnie jej niezbadane rewiry i jeszcze bardziej niezbadane oblicze. Naszym dopiero uczącym się na swoich błędach przewodnikiem będzie Niemiec poszukujący tu miłości, permanentnie zadziwiony zderzeniem z obcą mu kulturą. A wszystko w najnowszej powieści Jarosławy Łytwyn, „Rok rozpusty Klausa Ottona Bacha”, w Polsce opublikowanej pod szyldem Wydawnictwa Książnica.



Klaus Otto Bach to dość przeciętny mieszkaniec Kilonii. Kawaler po czterdziestce, lubi piwo, dobre jedzenie i... pewną damską część garderoby. No dobrze, jeżeli chodzi o ostatnie z wymienionych, wzbudza ono w Klausie coś więcej niż tylko sympatię. I tutaj zaczynają się kłopoty, choć na początku nic na taki stan rzeczy nie wskazuje. Mężczyzna poznaje przez internet młodą, atrakcyjną i, zdaje się, mocno zainteresowaną nim Ukrainkę. I kiedy relacja rozwija się coraz intensywniej, a Klaus zakochuje się po uszy, dziewczyna nagle znika, zacierając wszelkie po sobie ślady. Co robi zdesperowany i wypełniony nieodwzajemnionym uczuciem Niemiec? Porzuca dotychczasowe kotwice codzienności, rzuca się też na głęboką wodę i wyrusza w pogoń za wybranką, prosto do jej ojczystego kraju. Przygody, jakie stają się udziałem wykreowanego przez Jarosławę Łytwyn bohatera momentami są tak abstrakcyjne, że przywodzą na myśl niemal oniryczną rzeczywistość alternatywną, jednak jedyny sen, w jaki zapada bohater, jest snem na jawie. Snem o emocjach, takich na zawsze, bliskości w każdym jej wymiarze i zwyczajnym szczęściu pomiędzy dwojgiem ludzi. Czy odkryje je wśród różnic dzielących Niemcy i Ukrainę, Niemców i Ukraińców? Czy pokona przeciwności losu namnażające się na drodze ku spełnieniu? Czy opuści go jego wierny towarzysz pech? O tym przekonajcie się sami, sięgając po tę zabawną, ale też skłaniającą do refleksji książkę. A jeśli spodziewacie sztampowego zakończenia, bądźcie pewni, iż próżno go na tych kartkach szukać. Zatem czas na wycieczkę! Zaopatrzcie się w wygodne buty oraz w spory zapas... rajstop.


niedziela, 18 czerwca 2023

[RECENZJA] Sylwia Trojanowska i Malwina Kozłowska zapraszają do klubu „Facetom wstęp wzbroniony”

Kiedy w ręce spragnione świeżej lektury wpadła mi pozycja „Facetom wstęp wzbroniony” duetu pisarskiego Sylwia Trojanowska i Malwina Kozłowska, w pewnym sensie spodziewałam się, jakie za jej sprawą atrakcje zaplanowało dla swoich czytelników Wydawnictwo Książnica. Nie dałam się zaskoczyć, gdyż otrzymałam wszystko, czego oczekiwałam: dużo dobrego humoru, niebanalne rozwiązania i szaloną przygodę wciągającą od pierwszej do ostatniej strony.



Trzy skrzywdzone przez los przyjaciółki urządzają współczesną wersję sabatu czarownic i przygotowują harmonogram zemsty na oszustach i krętaczach oraz złodziejach, nie tylko serc. Tak w dużym skrócie jawi się fabuła książki „Facetom wstęp wzbroniony”. Nie brakuje tutaj śmiechu, skutecznych w swojej niespodziewaności pomysłów i zwrotów akcji przyprawiających o, nomen omen, zawrót głowy. Opowieść tę czyta się tak szybko, jak szybko zmieniają się stroje i nastroje bohaterek. Wbrew pozorom nie chodzi tu jednak o pean na cześć kobiecości, a tym bardziej o feministyczny manifest przemycony pod postacią lekkiej w odbiorze powieści. To nawet nie protest song zaśpiewany głosem Beaty Kozidrak. Tak naprawdę to historia o sile jednej z czołowych w życiu każdego człowieka wartości: przyjaźni. I mimo że autorki podkreślają jej damsko-damskie wydanie, kiedy zajrzymy głębiej, przekonamy się, iż wierzą one w moc płynącą ze wsparcia podarowanego przez drugą osobę bez względu na fakt, czy jest ona tej samej co my płci, czy wręcz przeciwnie. Wszak w świecie Ingi, Ani i Barbary znajdują się też, używając określenia prosto ze słownika stosowanego przez dziewczyny, egzemplarze, które, będąc rodzaju męskiego, okazują się być również mężczyznami. A te dwie kwestie nie zawsze idą w parze. Rzeczywistość bowiem nigdy nie będzie czarno-biała bądź różowo-błękitna, a kosmos nigdy nie ograniczy się wyłącznie do Wenus i Marsa. Przecież dowolny Jakub, Zenek lub Siergiej także może śmiało zakrzyknąć „girl power” i... zerknąć za próg „Facetom wstęp wzbroniony”