Choć najnowszy utwór, jaki zaprezentował Niklas Paschburg, „Le Port”, należy do tych w sposób poruszający minimalistycznych, gwarantuje on maksymalne doznania artystyczne. Stanowi on zapowiedź albumu „L’Écho de Bretagne”, który powstał w wyjątkowych okolicznościach.
Poprzednie wydawnictwo Niklasa, płyta EP zatytułowana „Mexican Alps”, było pierwszym w jego dorobku materiałem, w którym nie wykorzystał swoich ulubionych klawiszy. Nadchodzący krążek, „L’Écho de Bretagne”, stanowi odpowiedź na ten stan.
To właśnie brak fortepianu zrodził potrzebę stworzenia nowej płyty, która dla kontrastu stawia ten tak ważny dla mnie instrument w samym centrum – wyjaśnia artysta. – Wynająłem stary domek w Paimpol w Bretanii, gdzie stał fortepian koncertowy. Kiedy tam dotarłem, odkryłem, że instrument nie tylko ma ponad sto lat, ale jest też nieznanej marki i nigdy nie był restaurowany, co nadało mu niepowtarzalny charakter. Proces oswajania się z jego niełatwą obsługą był naprawdę fascynujący. Miałem przy sobie laptopa i telefon, na wszelki wypadek, ale postanowiłem je wyłączyć. Zapragnąłem, aby „L’Écho de Bretagne” było dziełem w pełni analogowym, nawet w sposobie nagrywania. Chyba nigdy nie byłem w swoim życiu tak spokojny, jak w tamtych dniach w Paimpol. Chociaż pracowałem nad bardzo konkretnym projektem i nie miałem zbyt wiele czasu, ten okres był bardziej relaksujący niż jakiekolwiek wakacje – dodaje.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz