poniedziałek, 7 sierpnia 2023

[WYWIAD] Alexz Johnson: „To prawdziwy dar, że mogę dzielić się swoimi doświadczeniami”

Czy pamiętacie tegoroczną wizytę Alexz Johnson w naszym kraju? Z pewnością tak, któż bowiem zapomniałby o jednym z najważniejszych wydarzeń w historii nie tylko krakowskiego Klubu Gwarek, ale i w historii koncertowej Polski w ogóle. Przy okazji drugiego z dwóch występów, który odbył się 8 maja 2023, mieliśmy możliwość przeprowadzenia niezwykle sympatycznego i ciekawego wywiadu z artystką wyjawiającą w nim między innymi... a zresztą przekonajcie się sami! Za mikrofon chwyciła Anna Płaczkowska. Zapraszamy do lektury!



Anna Płaczkowska: Czy to Twoja pierwsza wizyta w Polsce?
Alexz Johnson: Tak, to moja pierwsza wizyta w Polsce, a jestem tu już jakieś... wydaje mi się, że może czterdzieści osiem godzin, a dwie godziny temu zjadłam swoje pierwsze pierogi – były pyszne. Ludzie są tacy mili i życzliwi, więc na pewno jeszcze wrócę do Polski!

Anna Płaczkowska: Czy coś zaskoczyło Cię w Polsce? Miałaś czas, żeby zobaczyć miasto?
Alexz Johnson: Pojechałam dzisiaj do Auschwitz. To było na mojej liście rzeczy do zrobienia i od dawna chciałam tego doświadczyć. To był oczywiście dość ciężki dzień. Czuję, że nie miałam dzisiaj wystarczająco dużo czasu, żeby zobaczyć miasto i też nie miałam na to energii, będąc w połowie trasy, więc po prostu pojechaliśmy do Auschwitz, zwiedziliśmy memoriał i wróciliśmy, żeby się przygotować do dzisiejszego koncertu. Nie widziałam zbyt wiele Krakowa na tej wycieczce, ale zdecydowanie czuję, że jestem zanurzona w tutejszej kulturze, ponieważ gram muzykę, która dzisiejszego wieczoru jest jej częścią. Czuję się za to bardzo wdzięczna.

Anna Płaczkowska: Wczoraj odbył się Twój pierwszy w Polsce koncert, jakie są Twoje odczucia?
Alexz Johnson: Powiem, że do tej pory był to jeden z moich ulubionych koncertów na trasie. Publiczność była niesamowita, ludzie są bardzo życzliwi i pełni pasji do muzyki. Byłam naprawdę zachwycona nastrojem panującym na sali. Mam nadzieję, że dzisiejszego wieczoru będzie podobny klimat.

Anna Płaczkowska: Spodziewałaś się sprzedaży tylu biletów?
Alexz Johnson: Nie! Dodałam kolejną datę, ponieważ promotor miejsca powiedział, że powinniśmy wystąpić w jeszcze jednym terminie. Miałam już zarezerwowany lot do Francji i musiałam zadzwonić i przesunąć rezerwację, aby zostać tutaj jeszcze jeden dzień. Właściciele klubu byli tak mili, że zaopiekowali się moim bratem i mną, ugościli nas i sprawili, że mogło to wszystko dojść do skutku. Jestem naprawdę zdumiona liczbą ludzi, którzy pojawili się na tych koncertach. Zwłaszcza że od kilku lat nie byłam w trasie ani nie wydawałam muzyki. To było naprawdę fantastyczne i słodkie.

Anna Płaczkowska: Głównym singlem promującym Twój najnowszy album zostało „Hurt Me”. Dlaczego wybrałaś akurat ten utwór?
Alexz Johnson: Wybór singla do „Seasons” był naprawdę trudny. To była ciężka decyzja. Jestem artystką indie, wydałam tę płytę nakładem mojej własnej niezależnej wytwórni. Sfinansowałam album przy pomocy platformy Patreon oraz z pieniędzy moich i mojego męża. Wzruszyłam się, kiedy słuchałam zremasterowanej wersji „Hurt Me”. Chciałam dać moim fanom to samo uczucie, którego doświadczyłam, i pomyślałam, że to właściwa piosenka, aby ich chwycić, a potem wyjść z singlem „Ain't That the Way” – utworem trochę bardziej opowiadającym historię, delikatniejszym. Tak właśnie zdecydowałam się na to, ponieważ to mój album i to ja steruję statkiem, nikt mi nie powiedział inaczej, więc „Hurt Me” było pierwszym singlem.

Anna Płaczkowska: Wspomniałaś, że jesteś artystką indie (niezależną), jakie trudności się z tym wiążą?
Alexz Johnson: Bardzo dużo. To jak żonglowanie milionem różnych rzeczy. Nie tylko wychodzę na scenę, występuję, ćwiczę swój set i zastanawiam się, w co się ubiorę na wieczór. Dosłownie robię wszystko, co dzieje się w trakcie i po występie, od rezerwacji lotów, zakwaterowania, wypożyczenia aut, odpowiadania na e-maile, realizacji zamówień w sklepie na shopalexz.com, kontaktu z fanami, którzy chcą zwrotu pieniędzy lub fanów, którzy są niepełnosprawni i potrzebują miejsca do siedzenia w różnych obiektach. Jest tak wiele ruchomych części bycia artystą. W pewnym sensie ostatnią rzeczą na liście jest nawet sam występ, więc gdy wchodzę na scenę i gram muzykę, czuję, że znajduję się w tak delikatnym, ale też dzikim miejscu. Wszystkie elementy, które poprzedzają moje wejście na scenę, sprawiają, że czuję, iż koncert staje się dla mnie niesamowicie realistyczny i czasami emocjonalny, ponieważ jestem wyczerpana, ale także bardzo wdzięczna, że cała ta praca zgromadziła tych wszystkich ludzi razem, aby mogli cieszyć się muzyką. Gdybym nie sprzedawała biletów i ludzie nie przychodziliby na moje koncerty, nie robiłabym tego więcej, bo to zbyt dużo pracy. Więc fakt, że się pojawiają i słyszę, jak im się to podoba, pokazuje mi, że powinnam w to iść dalej.

Anna Płaczkowska: Radzisz sobie świetnie!
Alexz Johnson: Tak, idzie mi całkiem nieźle, wiem. Jeszcze nawet nie miałam okazji, żeby zatrzymać się i o tym pomyśleć. Myślałam raczej o złapaniu jutrzejszego lotu z powrotem do Francji, a następnie do Mediolanu i dostaniu się na kolejny koncert, do następnego miejsca, więc tak się to toczy.



Anna Płaczkowska: Wróćmy do albumu. Co oznacza dla Ciebie tytuł „Seasons”?

Alexz Johnson: Czuję, że tam, gdzie mieszkam, pory roku są bardzo intensywne, a ten album reprezentuje dla mnie różne pory roku w moim życiu i kończy kolejny etap. Poczułam, że to doskonały tytuł. Płyta powstawała w ciągu dwóch lat, a pory roku się zmieniały. „Hurt Me” przypomina zimę, „Ain't That the Way” przypomina wiosnę, a „Borderline” lato. Chciałam namalować obraz tego, jak życie i śmierć są naturalne. Zupełnie tak jak rok, który ma swoje etapy, pokazuje nam, że odczuwanie bólu, żalu i straty jest w porządku i że przetrwamy to. W porach roku odnajduję odporność. To naprawdę piękne. Tworzenie tego albumu będąc mamą dwójki dzieci, było dla mnie dobrym przykładem tego, co reprezentuje dla mnie ta płyta, czyli odporności i wolności.

Anna Płaczkowska: Czy zatem można powiedzieć, że „Seasons” to album koncepcyjny?
Alexz Johnson: Tak, powiedziałbym to na pewno. Nie spodziewałam się, że będzie to album koncepcyjny, ale tak wyszło.

Anna Płaczkowska: Która piosenka z „Seasons” była najtrudniejsza do napisania, jeśli chodzi o emocje?
Alexz Johnson: „Other Side”. To piosenka o mojej zmarłej siostrze. Ten utwór był trudny do nagrania i napisania. Ale myślę też, że jest radosna, ponieważ kręcąc się wokół straty, przynosi światło i radość komuś, żeby już nie cierpiał. Czuję, że te rzeczy są naprawdę niesamowite i cudowne, ale „Other Side” było naprawdę ciężko skończyć. 

Anna Płaczkowska: Proces pisania tej piosenki brzmi tak, jakby była to dla Ciebie w pewien sposób terapia, aby coś przetworzyć, wyjść z niektórych sytuacji w Twoim życiu. Czy zawsze jest to sposób, w jaki piszesz, oraz czy myślisz, że kiedy ktoś słucha muzyki, może przetwarzać coś w taki sam sposób, jak ktoś, kto pisze teksty?
Alexz Johnson: Wszystko, co piszę i co staje się piosenką, zawsze pochodzi z moich osobistych doświadczeń lub przeżyć kogoś mi bliskiego, których byłam świadkiem. Tak naprawdę nie myślę o tym, jak ludzie przyjmą moją muzykę. Sądzę, że z tego powodu nie jestem artystką dużej wytwórni, ponieważ bardziej interesuje mnie opowiadanie moich historii i pisanie tego, co wydaje mi się właściwe, a jeśli ludzie poczują się z tym związani – to bonus. To naprawdę jest dla mnie pewien rodzaj terapii: mówienie autentycznie o tym, co czuję, bez myślenia, jak to brzmi dla innych ludzi. Ten sposób naprawdę pomógł mi uzdrowić siebie na wiele sposobów. Także moi fani mówią mi, że moja muzyka pomogła im, więc to prawdziwy dar, że mogę dzielić się swoimi doświadczeniami i pomagać innym ludziom. To cudowne, że pomaga mi i innym – to niesamowite, zupełnie jak sen.

Anna Płaczkowska: Tak, muzyka ma wielką moc!
Alexz Johnson: Tak, wiem i widzę to. Wielu fanów jest naprawdę wzruszonych. Podczas tej trasy sporo osób mówi mi, że przez osiemnaście lat byłam ścieżką dźwiękową ich życia i że chcą żyć dzięki mojej muzyce. To jest szalone.

Anna Płaczkowska: Twój brat też jest muzykiem. Jak wygląda Wasza współpraca?
Alexz Johnson: Jest okropny, haha, nie, ja tylko żartuję. To mój najmłodszy brat. Jest niesamowity i taki utalentowany. Będąc spokrewnieni, mamy ten sam vibe i świetne połączenie, kiedy tworzymy muzykę, więc było to dla mnie oczywiste, żeby był ze mną w trasie. Ma bardzo okrojone sety, to jedyny sposób, w jaki mogłam postąpić, tym razem nie mogłam tego zrobić z pełnym zespołem. On jest świetny, a jego nowa EP-ka „House of Colours” jest piękna! Jestem z niego naprawdę dumna!

Anna Płaczkowska: Jak wygląda Twój proces artystyczny?
Alexz Johnson: Zmienia się za każdym razem. Wymyślam pomysły na piosenki, trzymam je w telefonie. To trochę tak, jakbym za każdym razem, gdy siadam do tworzenia muzyki, czuła, że mam cały stos pomysłów, które czekały, żeby je zrealizować. Mam wrażenie, że nigdy nie zaczynam od zera. Zaczynam od pomysłu, który miałam lub czerpię z czegoś z przeszłości. Ale teraz to nie jest proces, teraz, kiedy jestem mamą. Chodzi bardziej o znalezienie czasu na stworzenie i dokończenie. Nie czuję, żebym miała ten luksus procesu, dopóki moje dzieci nie dorosną – ale myślę też, że to samo w sobie jest procesem.

Anna Płaczkowska: Co jako pierwsze przychodzi Ci do głowy: muzyka czy teksty?
Alexz Johnson: Obie te rzeczy jednocześnie. Nigdy nie piszę ich osobno. Ilekroć tworzę piosenkę, melodia i tekst pojawiają się dokładnie tak samo.

Anna Płaczkowska: Kto jest pierwszym słuchaczem, kiedy piszesz piosenkę?
Alexz Johnson: Mój mąż. Haha, biedny facet.

Anna Płaczkowska: Dlaczego? Myślę, że ma szczęście.
Alexz Johnson: Haha, nie wiem.

Anna Płaczkowska: Czy trudno jest połączyć rodzicielstwo z podróżowaniem i byciem wokalistką?
Alexz Johnson: Tak, to trudne. No wiesz, czasami trzeba coś poświęcić. Niestety, to prawda... Ludzie sprawiają, że brzmi to tak, jakby było łatwo być mamą i jednocześnie pracować na pełen etat, a to wcale nie jest łatwe. To trudne. Zwłaszcza gdy jesteś niezależnym artystą i masz dużo rzeczy, którymi musisz zarządzać. Myślę, że moim sposobem na to jest po prostu oddzielenie tych dwóch rzeczy, więc kiedy pracuję, to pracuję, a kiedy nie pracuję, nie korzystam z telefonu i jestem z moimi dziećmi i daję im tyle siebie, ile tylko mogę. Myślę i liczę na to, że gdy dorosną, będą mieć jakąś inspirację do bycia niezależnymi i motywację, iż nie potrzebują nikogo, aby spełnić swoje marzenia. Można to osiągnąć ciężką pracą. Pochodzę z rodziny średniej klasy i kocham moją mamę i tatę, ale wiesz, będąc dzieckiem, musiałam zdecydować, czego chcę, dostać się tam, znaleźć pracę. Nie miałam żadnego wsparcia finansowego w moim życiu i chcę dać moim dzieciom trochę przewagi w tym trudnym świecie. Chcę, aby zrozumiały, że udane życie wymaga ciężkiej pracy, więc jeśli mogę zostawić to moim dzieciom, to taki jest mój cel. Jestem gotowa tracić czas tu i tam dla tego większego poświęcenia.

Anna Płaczkowska: Ostatnie pytanie. Którą piosenkę z „Seasons” zadedykujesz polskim fanom?
Alexz Johnson: „Mad World”, bo moi polscy fani ją uwielbiają.

Anna Płaczkowska: Dziękuję za rozmowę.


zajrzyj po więcej:

Alexz Johnson na Facebooku
Alexz Johnson na Instagramie
Klub Gwarek na Facebooku
Klub Gwarek na Instagramie
Anna Płaczkowska na Facebooku
Anna Płaczkowska na Instagramie


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz