Zapraszam do lektury wywiadu z SZULCEM, z której to rozmowy dowiecie się między innymi... A zresztą sprawdźcie sami!
SZULC: To nie do końca jest nowy wątek w moim życiu. Tak naprawdę od dziesięciu lat rozwijam się razem z kolejnymi artystami, z którymi pracuję. Nadszedł taki moment w moim życiu, w którym, razem z moim zespołem, jestem gotowy do weryfikacji wszystkiego, czego się przez ten czas nauczyłem. Mimo to mam wrażenie, że wszystko, co teraz muzycznie robię, jest w jakiś sposób „nowe”. Teraz patrzę na to z innej perspektywy. Ciekawe uczucie. Na ten temat mógłbym chyba napisać całą książkę dlatego tutaj stawiam kropkę.
Czarno na Czarnym: Wspomniana piosenka zwiastuje zapowiedziany na wiosnę tego roku album. Czym jest dla Ciebie tytułowy „Skarb”?
SZULC: „Skarb” jest tajemnicą. Trzeba ją odkryć. Nie jest przymusem, ale możliwością. Możesz na taki „Skarb” nie zwracać uwagi przez długi czas. Nie dostrzegać go i żyć swoim życiem. Album to projekt koncepcyjny opowiadający historię ostatnich dziesięciu lat poszukiwań i odkrywania. Każdy singiel jest punktem zwrotnym w tej historii. Dlatego odpowiedź na pytanie, czym jest tytułowy „Skarb”, pozwolę sobie zachować jeszcze przez chwilę w tajemnicy.
Czarno na Czarnym: Bez zbędnego szufladkowania można uznać Cię za muzyka poruszającego się w sferze poprockowej. Nie da się ukryć, iż scena tego gatunku wydaje się dość szeroka i pojemna, jednak stanowisz przykład spektakularnego pojawienia się na jej froncie. Co, według Ciebie, pomaga w wyjściu z tego tłumu?
SZULC: Bardzo dziękuję za to „spektakularne” pojawienie się! Jestem bardzo dumny z tego, co robię, i dlatego mile łechce to moje ego, jednak to sformułowanie wywołało we mnie delikatne rozbawienie. Doskonale zdaję sobie sprawę, że aby odnieść „sukces”, muszę ciężko pracować na to, by SZULC stał się szeroko rozpoznawalna marką. To nie jest ani krótka, ani tania, ani prosta sprawa. Dlatego właśnie nie robię tego sam. Myślę, że jedną z najważniejszych kwestii, poza oczywiście pomysłem, materiałem i umiejętnościami samego wokalisty, jest doskonała ekipa, którą koło siebie powinien mieć. Ja to szczęście mam i bardzo je doceniam. Jagoda Uniewicz, Jerzy Bryczek, Tomek „Harry” Waldowski, Basia Derlak... a to dopiero wierzchołek góry. Dzięki nim mam poczucie, że to, co wspólnie robimy, jest po prostu ważne i wartościowe. Nie tylko dla mnie. Nie chodzi tylko o fantastyczne umiejętności i wiedzę, które wnoszą do mojego projektu. Gdyby nie wsparcie i przyjaźń, którą się darzymy, to chyba nie miałbym siły na taki krok. Mówię tutaj szczególnie o Jerzym Bryczku, moim przyjacielu i wspólniku oraz o Jagodzie Uniewicz, mojej narzeczonej. Bez nich bym się nie odważył na taką „spektakularną” walkę na froncie rynku muzycznego.
Czarno na Czarnym: Istnieją dwa typy opinii dotyczących odnoszenia muzycznego sukcesu w XXI wieku. Według jednej media społecznościowe, YouTube i serwisy streamingowe ułatwiają promowanie twórczości, według drugiej zaś ta powszechność prowadzi do mnogości utrudniającej znalezienie swojej niszy i dotarcie do słuchaczy poszukujących czegoś wyjątkowego. Co sądzisz na ten temat?
SZULC: To jest bardzo szeroki temat. Czasy, w których żyjemy, mają swoje plusy i minusy. Patrząc trzydzieści lat wstecz, tego problemu w ogóle nie było. Nie było mediów społecznościowych, YouTuba, a serwisy streamingowe były kompletnym „science fiction”. Serwisy serwisami... Dopiero rodził się Internet! Jedyną szansą człowieka na muzyczny sukces był wtedy kontrakt z wielką wytwórnią. To było złapanie Boga za nogi. Jeśli muzyka zespół czy solista spodobał się komuś ważnemu z wytwórni, to wtedy zmieniało się wszystko. Opłacone studio, muzycy, produkcja płyt, reklama, sprzedaż płyt, no i koncerty. Artysta miał wtedy „tylko” grać. Dzisiejsza rzeczywistość jest kompletnie inna. Internet zmienił wszystko. Tak samo jak dostęp do narzędzi, które pozwalają na tworzenie muzyki samemu. Możesz nagrać całą płytę bez wychodzenia z domu, jednym kliknięciem możesz pokazać swoją twórczość całemu światu. Określam siebie jako człowieka pragmatycznego. Uważam, że zarówno YouTube, Facebook czy Instagram oraz wszystkie możliwe platformy streamingowe to tylko narzędzia. Jeśli wiesz, jak działa narzędzie, to wiesz, jak go efektywnie użyć. Jeśli nie masz „pomysłu” na projekt, to żadne, nawet najlepsze narzędzie nie będzie w stanie nic wielkiego zrobić.
Czarno na Czarnym: Publikacja utworu „Siadaj” zainicjowała powstanie niezależnego projektu Live Art Group, którego jesteś współtwórcą. Opowiedz, proszę, o działalności tej firmy muzycznej.
SZULC: Nie tyle zainicjowała, co wraz z premierą singla powstało nasze niezależne wydawnictwo. To naturalny krok w rozwoju firmy. Od blisko dziesięciu lat szkolimy wokalistów w naszej akademii za pomocą mojej autorskiej metody i pracujemy nad ich projektami w agencji muzycznej. Już na samym początku stwierdziliśmy, że same „lekcje śpiewu” to za mało. Wokaliści potrzebują działających rozwiązań, dzięki którym będą mogli rozwinąć skrzydła. Nie tylko dowiedzieć się, jak zbudować swój projekt, jak działają „narzędzia” i jak wygląda prawo w branży muzycznej, ale przede wszystkim pokazać, że rozwijanie swojej pasji nie ma finału w śpiewaniu pod prysznicem albo na karaoke. Dlatego, posiadając takie zasoby, naturalną konsekwencją był rozwój własnego muzycznego wydawnictwa. Dzięki temu możemy wykorzystywać nasze autorskie rozwiązania na wielu płaszczyznach. Możemy tworzyć od podstaw projekty muzyczne, możemy wspierać już istniejące, możemy wydawać i promować artystów. Możemy również wspólnie z nimi się rozwijać. Live Art Group to przede wszystkim ludzie. Jagoda Uniewicz, prezes zarządu, która odpowiada za całą naszą akademię dla wokalistów, Jerzy Bryczek, współtwórca LAG, manager muzyczny i specjalista w co najmniej kilku innych dziedzinach. Dba o wszystko, co jest związane z budowaniem i prowadzeniem projektu muzycznego. Poza nimi jest jeszcze kilkanaście innych, a każdy z nich ma „swój ogródek”. Ja jestem dyrektorem artystycznym. Dbam o to, aby jakość materiału, który pokazujemy światu, była jak najwyższa. Proponuję odwiedzić naszą stronę www.liveartgroup.pl i nasze media społecznościowe. To z pewnością zaspokoi ciekawość każdego, kto myśli o swoim miejscu na rynku muzycznym.
Czarno na Czarnym: Wspomniałeś o autorskiej technice szkolenia wokalistów. Jaka to technika?
SZULC: Czy Ty chcesz żebym zdradził moje tajemnice? Nie ma takiej możliwości! Powiem jedynie, że nigdy nie testuję i nie sprawdzam rozwiązań wokalnych na innych. Zawsze zaczynam od siebie. Tak samo zresztą jak z wydawnictwem. Tworząc autorską metodę nauczania wokalu, opierałem się na informacjach, które uzyskiwałem u różnych trenerów wokalnych. Nie były to przypadkowe osoby. Problemem było to, że te informacje nie zawsze działały. Dlatego poświęciłem dużo czasu na zadawanie pytań i znajdowanie odpowiedzi, których nie byli w stanie udzielić mi inni trenerzy. Krok po kroku dochodziłem do rozwiązań, których wypadkową dzisiaj sam jestem. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej i zobaczyć, że te rozwiązania działają, to zapraszam do naszej akademii.
Czarno na Czarnym: Gdyby tego było mało, zajmujesz się muzyką również od strony producenckiej. Czy pośród tych wszystkich aktywności masz jeszcze czas tylko dla siebie?
SZULC: Dobre pytanie. Akurat teraz, kiedy Ci odpisuję, mam „dzień wolny”. Czy to można uznać za pracę? Mam w życiu to szczęście, że moja praca jest moją pasją. Dlatego lubię się w niej zatracać. Jednak faktycznie zatracając się, możesz się zorientować, że Twoje życie prywatne na tym cierpi. Dlatego od pewnego czasu bardzo staram się o czas dla siebie i bliskich. Uważam to nie tyle za potrzebne, co wręcz niezbędne.
Czarno na Czarnym: Jak spędzasz te wolne chwile? Towarzyszy Ci wtedy muzyka czy potrzebujesz w takich momentach ciszy?
SZULC: Jestem normalnym, rodzinnym, zwykłym facetem. Razem z moją narzeczoną cenimy sobie wspólne chwile z rodziną i przyjaciółmi, choć rzadko możemy poświęcać im tyle czasu, ile chcemy. Lubię z nimi grać w gry planszowe. Zawsze zamienia się to w przyjemne wielogodzinne spotkanie. Nie zaskoczę Cię, ale uwielbiam też filmy. Mam wrażenie, że obejrzałem już cały Netflix. Ostatnio zorientowałem się też, że lubię się porządnie wyspać!
Czarno na Czarnym: Czy świat pozbawiony muzyki mógłby istnieć?
SZULC: Dla mnie – zdecydowanie nie. Nie rozumiałbym takiego świata. Uważam, że byłby smutny, szary i ubogi. Świat bez muzyki to świat bez emocji. Straszna nuda.
Czarno na Czarnym: Spełnienia jakich marzeń artystycznych powinnam Ci życzyć?
SZULC: Myślę, że tak naprawdę wystarczy ciepłe słowo albo dobra myśl skierowana w moim kierunku. Marzenia ma każdy, niezależnie, czy się do tego przyznaje,, czy nie. One napędzają. To dzięki nim masz siłę i powód, żeby wstać rano z łóżka. Powodują, że chce się żyć. Ważne jest to, żeby je realizować pomimo strachu. Jeśli jednak mogę prosić, żebyś czegoś mi życzyła, to tego, żeby nigdy nie zabrakło mi odwagi.
Czarno na Czarnym: I tego właśnie Ci życzę. Dziękuję za rozmowę!
zajrzyj po więcej:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz