Zapraszam do zapoznania się z recenzją debiutanckiej płyty Juliana Lesińskiego, „Milion nowych szans”.
Słysząc za oknem nieustanny szum deszczu i łopot liści targanych wiatrem, nawet największy entuzjasta jesieni postanowi ostatecznie znaleźć alternatywę dla tych nieprzyjaznych na dłuższą metę dźwięków. Jedną z najskuteczniejszych metod walki z szarością i monotonnością jest z pewnością album Juliana Lesińskiego, „Milion nowych szans”, rozjaśniający muzycznie także najbardziej pochmurny dzień.
Debiutanckie wydawnictwo Juliana Lesińskiego składa się z dwunastu historii opowiedzianych mocnym, wyrazistym głosem, brzmiącym świetnie w piosenkach z tekstem zarówno w języku polskim, jak i angielskim. Materiał charakteryzuje się równocześnie harmonijnością i zróżnicowaniem. Znajdziemy tu propozycje energetyczne, między innymi „Stars” czy „Zaklęcia”, oraz te oscylujące wokół wyciszenia, a wśród nich „Not your hero” i „Only love can win”. Ich niewątpliwie wspólnym mianownikiem są emocje wysyłane za pośrednictwem głośników albo słuchawek wprost do serca słuchacza, poruszając jego wrażliwość bez względu na to, co zazwyczaj stanowi jej podstawę. Na szczególną uwagę zasługuje zamykający stawkę bonus track w postaci nagrania „All and all (piano version)”, o delikatnej, lecz porywającej aranżacji. Takie zakończenie tej audialnej podróży świetnie koresponduje z tytułowym numerem jeden, tworząc swoistą klamrę spajającą dobrze znany singiel z utworem dodatkowym.
Album zaskakuje nie tylko przy pierwszym odsłuchu, z każdym kolejnym odkrywa bowiem przed odbiorcą kolejne niuanse. W wyniku tej konkluzji nasuwa się drugi wniosek: owy milion nowych szans odnosi się nie tylko do faktu, iż prezentując światu omawiany tu krążek Julian Lesiński zrealizował swoje marzenie. Szanse te zdają się też nawiązywać do możliwości, jakie otwiera przed odbiorcą muzyka, przemieniająca zwykły poranek lub sztampowy wieczór w prywatną odskocznię od tej codzienności.
zajrzyj po więcej:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz